Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiran. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiran. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lutego 2019

Od Kirana do Hasharian – A więc tak/Poszukując celu

Z samego rana obudziło mnie dziwne uczucie bycia obserwowanym. Wstałem i zacząłem się rozglądać. Początkowo nie widziałem nic niepokojącego, ale kiedy miałem wracać spać, moją uwagę przykuło białe światło. Po dokładniejszym przyjrzeniu się, zauważyłem jak to światło zaczyna przybierać kształt ogromnego jelenia. Poczułem się dosyć dziwnie. Najpierw sytuacja w której się znalazłem była dla mnie niekomfortowa, ale im dłużej patrzyłem na jelenia a on na mnie, miałem wrażenie, że to ktoś kogo powinienem dobrze znać.
Chciałem już coś powiedzieć, kiedy jeleń zaczął iść. Przeszedł przez ścianę do pokoju w którym spały dziewczyny. Nie myśląc za dużo, ruszyłem za nim. Wszedłem do pomieszczenia zajmowanego przez Rinę i Hasharian. Chyba wybrałem zły moment, ale nie patrzyłem na nie tylko na stojące za nimi zwierzę. Przyglądałem mu się z przechyloną głową.
Kiedy zrobiłem krok do przodu, mój obiekt obserwacji znowu przeszedł przez kolejną ścianę. Ja tak jak poprzednio ruszyłem za nim. Musiałem biec, aby go nie zgubić. Nie zwracałem uwagi na drogę, co było moim błędem. Z każdą minutą oddalałem się coraz bardziej od miejsca w którym zatrzymałem się na noc.
Zatrzymałem się dopiero koło południa w miejscu, którego nie znałem. Jeleń, którego goniłem, zniknął. Rozpocząłem się rozglądać, ale nie mogłem znaleźć niczego, co by mogło mi pomóc wrócić. Nagle z oddali usłyszałem strzał. Złapałem się za serce, które zaczęło mnie okropnie boleć. Oparłem się o drzewo, nie mogąc stać o własnych siłach. Co najdziwniejsze, nie byłem ranny, a czułem się tak, jakby pocisk przeszył moje serce. Czując na swoich plecach pień drzewa, osunąłem się na ziemię, nie mogąc już nawet normalnie oddychać.
Nie wiem jak długo ten stan trwał, ale kiedy usłyszałem kroki, zmusiłem się do wstania. Serce nie bolało już aż tak, ale dalej byłem słaby. Zacząłem węszyć w powietrzu i poczułem zapach innego mężczyzny. Nie chcąc ryzykować, ruszyłem w przeciwnym kierunku.

<Hasharian? Dziecko się wam zgubiło XD>

wtorek, 29 stycznia 2019

Od Kirana do Riny - Poszukując celu/A więc tak

Wpatrywałem się tępo w Hasharian. Musiałem chwilę poczekać aby słowa elfki do mnie dotarły, a kiedy tak się stało wzruszyłem jak zwykle ramionami.
- Kiran, nie możesz cały czas tak siedzieć i nic nie mówić - zaczęła mnie próbować przekonać.
Ja jednak uparcie milczałem, bo co miałem odpowiedzieć? Że sam chciałbym wiedzieć co się dzieje? Byłem tak samo zdezorientowany jak dziewczyna. Chyba jednak ona nie zdawała sobie z tego sprawy, bo cały czas próbowała mnie nakłonić do wydobycia z siebie głosu.
Czasem zastanawiałem się, po co inni zmuszają mnie do mówienia. Robię to kiedy chce, jak czuje potrzebę. A ponieważ rzadko kiedy mam na to ochotę to najzwyczajniej w świecie milczę. Co prawda, nie jeden raz przez to wpakowałem się w kłopoty lub ciężko się było ze mną dogadać, ale taki już jestem. Wiele osób próbowało to zmienić, ale wszyscy się poddali.
Zamiast patrzeć na kobietę, stojącą przede mną, zacząłem się rozglądać po okolicy. Otaczały nas ruiny budowli, która kiedyś była jedną z najwspanialszych na kontynencie. Obecnie, mając lata świetności za sobą, z roku na rok są w coraz gorszym stanie. Szczerze powiedziawszy, nie lubię tego miejsca, czuję się tu dziwnie. Ale coś mnie zmusiło abym ruszył w tę stronę. Jakieś uczucie, coś podobnego do tropu. Jednak im dłużej tu byłem to zaczynałem nabierać większej pewności, że to nie tutaj powinienem zacząć szukać tylko dalej.
Hasharian zdała sobie sprawę, że nic ze mnie nie wyciągnie, dlatego zapytała tym razem Rinę a ja zacząłem nasłuchiwać.

<Rina? >

sobota, 26 stycznia 2019

Od Kirana do Riny - Poszukując celu/A więc tak

Siła uderzenia, z jaką rzuciła się na mnie brązowowłosa powaliła nas na ziemię. Nie bardzo wiedziałem co się dzieje i jedyne co robiłem to broniłem się przed atakującą i warczącą dziewczyną. A musiałem przyznać, że była silna.
- Rina, zostaw go - jej towarzyszka, chyba elfka, zaczęła ją odciągnąć ode mnie.
Skorzystałem z okazji i wstałem, przyglądając się im. Szczerze to byłem dość zaskoczony, że kogokolwiek spotkałem w ruinach. Kilka razy już tu byłem i zawsze było pusto, poza mną nikogo nie było. Ale przecież od mojej ostatniej wizyty w tym miejscu minęło ponad rok, a to wystarczająca ilość czasu, aby coś mogło się zmienić. Rina - czyli dziewczyna, która się na mnie rzuciła, cały czas na mnie patrzyła z wrogością w oczach, warcząc.
- Wybacz za nią, nie wiem co w nią wstąpiło - zaczęła tłumaczyć swoją koleżankę ta druga.
A może to były partnerki? Były dosyć blisko siebie, nawet jak na przyjaciółki, ale nie mnie to oceniać. Dlatego też tylko wzruszyłem ramionami w ramach odpowiedzi, gdyż nie widziałem sensu mówienia czegokolwiek. Kiedy elfka się przedstawiła - miała całkiem ciekawe imię, jeszcze takiego nie spotkałem, zaczęła patrzeć na mnie, jakby czegoś ode mnie oczekiwała. Nie bardzo rozumiałem, co chciała, dlatego zbliżyłem się do niej i nie wiedząc czemu, zacząłem ją wąchać. Miała całkiem miły, delikatny zapach. Harashian - czyli ta która się przedstawiła, wyglądała na równie zaskoczoną moim zachowaniem co ja sam. Próbowałem postąpić podobnie z Riną, ale kiedy tylko się zbliżyłem, dostałem w twarz, wysłuchując potoku przekleństw i wyzwisk w moją stronę. Ale i tak poczułem jak ona pachnie. Miała intensywny, ale również całkiem przyjemny zapach.
- A ty… Jak się nazywasz? - spytała po tej jakże dziwnej i prawdopodobnie dla innych kosmicznej scenie elfka.
Ja oczywiście jak zwykle tylko wzruszyłem ramionami i spojrzałem w ziemię. Była pokryta piaskiem, dlatego od razu nogą zacząłem na niej pisać swoje imię. Rozmówczyni to zauważyła i spojrzała się w to samo miejsce w którym tworzyłem napis.
- Kiran… Jesteś niemową? - zadała mi kolejne pytanie, na które ja pokręciłem przecząco głową.
Zapytany o powód, przez który nie chce mówić tylko wzruszyłem ramionami i zacząłem je obie bacznie obserwować. Musiałem przyznać, że obie były dosyć ciekawe a w mojej duszy, jeżeli ją posiadam, zakiełkowała nadzieja, że pomogą mi odkryć prawdę.

<Rina?>

środa, 23 stycznia 2019

Od Kirana - Poszukując celu

Od trzech lat wędrowałem bez celu po całym świecie. Kiedy zostałem wyrzucony z mojej ostatniej „rodziny” stwierdziłem, że kolejni mnie nie przyjmą więc wyruszyłem w wieczną podróż. Miałem nadzieję, że odnajdę miejsce, w którym będę mógł się osiedlić. Ale nigdzie takiego nie było, nigdzie nie pasowałem. Byłem… dziwadłem. Przez całe życie myślałem, że jestem człowiekiem a tu nagle się okazuje, że jestem kimś innym. Mieszańcem. Jakoś mi to bardzo nie przeszkadzało, ale chciałem wiedzieć o sobie coś więcej. Dlatego szukałem po wioskach. Byłem wszędzie, dosłownie, ale nigdzie nie znalazłem nawet najmniejszej wzmianki o moich rodzicach. Nawet informacji, czy żyją. Z takimi przemyśleniami podróżowałem od wioski do wioski w deszczu. Od kilku dni na zewnątrz panowała ulewa, a ja nie miałem się gdzie za bardzo schować. Moje włosy, ubrania i buty były nasiąknięte wodą. Nie przeszkadzałoby mi to gdyby nie fakt, że nigdzie nie mogłem zdobyć jakiegokolwiek jedzenia. Wszędzie, gdzie udało mi się trafić na miejsce zasiedlone przez inne rasy, wszelkiego rodzaju stragany i karczmy były pozamykane, przez szalejącą nawałnice. Czasem widziałem jak matki, stojące w drzwiach swoich domów, wołają swoje pociechy, bawiące się na dworze, aby się nie pochorowały. Widząc takie scenki przypominało mi się moje dzieciństwo, a raczej wyobrażałem sobie, jakby mogło wyglądać, gdyby to rodzice mnie nie porzucili. O dziwno, nie czułem do nich żadnego urazu czy pretensji. Nie zamierzałem ich nigdy oceniać, dopóki nie poznałbym całej sytuacji, jaką wtedy mieli. Może mieli słabą sytuację finansową? Może musieli uciekać przed kimś? A może po prostu nie żyją. Takie myśli często zaprzątały mi głowę, kiedy próbowałem zasypiać.
- Ech – westchnąłem, opuszczając kolejną wioskę.
To był czwarty dzień bez jedzenia. Gdybym spotkał na swojej drodze jakieś zwierzę, to może bym je upolował, ale one również poukrywały się przed deszczem. Nie mając wyjścia, szedłem dalej w akompaniamencie burczącego brzucha. Uważnie rozglądałem się po otoczeniu, z nadzieja, że może znajdę chociażby jakąś jadalną roślinę. Mijałem wysokie trawy i rzadko rosnące wśród nich drzewa. Czasem nawet mogłem zobaczyć przepiękne kwiaty, ale nigdzie nic pożywnego dla mnie. Powoli zaczynałem się godzić z myślą, że prawdopodobnie jak nie znajdę jakiegoś lasu, to sobie nie poradzę. Siły zaczęły mnie powoli opuszczać, ale musiałem iść dalej. Chociażby po to aby znaleźć jakieś w miarę suche miejsce na odpoczynek. Po kilkunastu minutach marszu, niedaleko mnie pojawiło się drzewo na tyle duże, że pod nim było względnie sucho. Ponieważ powoli zaczynało się ściemniać, wszedłem pod jego gałęzie i usiadłem na ziemi, opierając się o jego pień. Nawet nie próbowałem rozpalać ogniska, bo wiedziałem, że nic to nie da. Tylko zamknąłem oczy, zapadając w czujny sen.
Obudziłem się razem ze wschodem słońca. A przynajmniej mi się wydawało, że słońce dopiero się zaczęło pojawiać na niebie, bo przez chmury nie wiele go docierało do mnie. Wstałem, pomimo już silnego bólu brzucha i jego głośnego domagania się o jakiekolwiek pożywienie. Po południu dotarłem do kolejnej wioski, większej niż pozostałe, które od jakiegoś czasu spotykałem na swojej drodze. Lecz tu też, wszystko było pozamykane. Już chciałem odchodzić, kiedy drzwi jednego z budynków się otworzyły.
- Ej, chłopcze, wchodź do środka bo się pochorujesz! – powiedział do mnie starszy mężczyzna z brodą, trochę otyły.
Nie musiał zachęcać mnie jeszcze raz, od razu skorzystałem z okazji. Minąłem mężczyznę w drzwiach i wszedłem do ciepłego budynku, który okazał się być karczmą.
- Siadaj przy kominku, chcesz cos do jedzenia? – spojrzał na mnie.
Kiwnąłem tylko głową na tak, a jak zapytał co, to wzruszyłem ramionami. Kiedy mężczyzna odszedł, zająłem miejsce przy wolnym stoliku, będący blisko kominka i zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu. Ściany jak i podłoga były wykonane z drewna. Poza mną, mężczyzną i jego pomocnicą w karczmie było jeszcze kilku klientów, ale wolałem przyglądać się obrazom, wiszącym na ścianach, oraz trofeach myśliwskich. Przez długi czas patrzyłem się w namalowany krajobraz, przedstawiający las, kiedy moją uwagę przykuła jedna rzecz. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że nad kominkiem wisi przepiękne jelenie poroże. Kiedy na nie patrzyłem, czułem dziwne kłucie w sercu. Nie bolało bardzo, ale nie wiedziałem o co chodzi ani co się dzieje. Byłem zdezorientowany, ale nie mogłem oderwać oczu od tego trofeum. Z mojego letargu wyciągnął mnie dopiero ten sam mężczyzna, który zaprosił mnie do środka. Podał mi talerz z ciepłym jedzeniem. Kiwnąłem mu aby mu podziękować i zabrałem się za spożycie mojego posiłku. Musiałem jeść powoli, nie chciałem go w końcu zwrócić. Kiedy skończyłem, dostałem jeszcze coś ciepłego do wypicia. Po powąchaniu napoju i upewnieniu się, że nie jest to alkohol, dosyć szybko opróżniłem naczynie. Czułem, jak przyjemna fala ciepła rozlewa się po moim ciele, ogrzewając mnie od środka. Nareszcie od wielu dni, mogłem spokojnie odpocząć. Z kieszeni wyciągnąłem monety i podszedłem do baru aby zapłacić. Później, po namowach jak się okazało, właściciela, wróciłam na swoje miejsce, aby jeszcze chwilę móc zakosztować rozkosznego uczucia, jakim była temperatura koło ceglanego kominka. Kiedy tak siedziałem i rozmyślałem nad całym moim dniem, usłyszałem obce kroki, rozlegające się za mną. Ktoś obcy za mną stał.

<Ktoś?>
Template by...