Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Całkiem inny dzień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Całkiem inny dzień. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 marca 2019

Od Isariona do Miry - Piękne zachody słońca/Całkiem inny dzień

Nie sądziłem, że poczuję takie bolesne odczucie na swoim ciele, początkowo sądziłem że może mi coś dolegać gorszego ale nie byłem pewien co. Po "akcji ratunkowej" podeszła do mnie Mira, zaczęła mówić coś o rozdzieleniu się ale nie za bardzo jej słuchałem, bardzo bolał mnie żołądek razem ze skrzydłem, które zostało trafione przez tamtego strażnika. W pewnym momencie właśnie usłyszałem coś, czego nigdy w życiu nie usłyszałem, kobiecy głos który był spokojny i łagodny jak powiew wiatru na plaży... "Idź", to rzekła kobieca mowa, po tym słowie wszystko nagle wróciło do normy. Dotarły do mnie słowa Miry dopiero po chwili gdy moja męka się zakończyła, odpowiedziałem na jej pytanie, które brzmiało "Wszystko okej?" kiwając tylko głową, że nic mi nie jest. Dziewczyny widocznie bardzo spieszyły się ku swojemu przeznaczeniu, ja zaś tylko wzruszyłem ramionami i ruszyłem w swoją stronę, dziewczyna zdziwiła się moim zachowaniem kiedy tak bez namysłu odszedłem. Nie wiedziałem co się akurat ze mną dzieje, poczułem coś nowego czego nigdy w życiu nie czułem. Przez moje ciało przechodziło ciepło, które było bardzo przyjemne a jednocześnie uspokajające. Przystanąłem na chwile pod jakimś drzewem i zsunąłem się na ziemię opierając się o wielką roślinę. Przymknąłem oczy i zacząłem nasłuchiwać ćwierkanie ptaków, szelest liści a także biegające zwierzęta gdzieś w dali. Nie minęło dużo czasu, ale to co stało się potem znów mnie zaskoczyło... Kolejny kobiecy głos, tym razem chłodniejszy. Przemówił: "Idź, podążaj, nie zostawiaj". Mój zmysł zaczął szaleć, wystraszyłem się tego na tyle, że gwałtownie się przewróciłem na ziemię. Oczy miałem całkowicie otwarte a skrzydła rozprostowane, oddech był bardzo niespokojny a moje ciało drżało. Co się ze mną działo?!
To było tak nieprzyjemne uczucie, że czułem jakby coś zżerało mnie od środka a jednocześnie chciało mi coś powiedzieć. Wstałem gwałtownie i aż odskoczyłem od drzewa, przez mój nagły ruch wszystko wróciło do normy. Nie wytrzymałem już tego i zacząłem biec przed siebie, mając nadzieję że to wszystko jest tylko schizą, która powinna zaraz minąć... Taką miałem przynajmniej nadzieję...
Dopiero po dotarciu do jakiegoś lasu, którego nigdy nie widziałem, wszystko się uspokoiło. Byłem zdyszany oraz strasznie wyczerpany po tak długiej wędrówce, która odbyła się długim maratonem. Złapałem się pobliskiego drzewa i w końcu mogłem nieco odetchnąć od tego co mnie spotkało, co gorsza nie wiedziałem co się właściwie stało tego czasu. Nie obchodziło mnie dopóki nie uświadomiłem sobie, że odczułem znajomy zapach dochodzący właśne z tego lasu... Czy to właśnie nie ten las o którym mówiła Mira? Zdziwił mnie ten bardzo mocny przypadek, rozejrzałem się i zauważyłem ludzkie ślady, które prowadziły w głąb lasu. Niby powinienem zostawić te dziewczyny, ale jednak coś mi nie dało spokoju... Nie chciałem ich jakoś zostawić, więc po prostu ruszyłem za ich tropem.

<Mira??>

wtorek, 12 lutego 2019

Od Miry do Isariona - Piękne zachody słońca/Całkiem inny dzień

Gdy wyciągnęłam strzałę z tego skrzydła, myślałam, że zwymiotuję. Ale jemu potrzebna była pomoc, także starałam się, aby moje myśli krążyły wokół wszystkiego innego, byleby nie na tym, co teraz robię. Tenge opatrzyła przebite skrzydło, po czym obie nas przedstawiła nowo poznanemu. Po chwili ciszy, przez którą słychać było tylko szumy liści i hałasy ptaków z oddali, Tenge odwróciła się bardziej w moją stronę.
- Czyli tu też mieli zwiadowców z gildii... - powiedziała nieco zdenerwowana. Nie dziwię się jej, też mnie już zaczęły denerwować te ataki.- Ale ci nie mogą być z tej samej grupy, skoro jak widać od razu zabili nawet innych ludzi.- wskazała głową na ciała leżące w oddali. Reii w tym czasie przyleciała i gdy usadowiła się na ramieniu Tenge, zrobiła sobie pelerynkę z włosów przyjaciółki. Ja nadal nie mogłam się ogarnąć po zaistniałej sytuacji, więc nawet zapomniałam podziękować krukowi za ocalenie nam życia. Nawet zapomniałam o tym, że zgłodniałam, a to już była na prawdę niecodzienna sytuacja, że zapomniałam o drugiej najważniejszej rzeczy w życiu.
- Ej, ale może się stąd lepiej zmywajmy... Zanim ten gościu powstanie...- wskazałam kciukiem na tego, który chwilę temu ustrzelił Isariona.
- Hmm... Czekaj chwilę, rzucę tylko szybko okiem na jego naramiennik, na pewno ma tam znak (...)- reszty nie zrozumiałam, bo Tenge już pognała w stronę gościa, kóry jeszcze przed chwilą miał zamiar nas pozabijać. Ja zmarszczyłam tylko brwi, no i pot mnie znowu oblał. Chwilę poczekałam, no bo nie będę się kurde odwracać plecami, jakby coś się miało stać. Gorzej, jakby nas od tylca zaatakowali, to już by było pozamiatane...  Na myśl o tym włosy stanęły mi dęba. No i w końcu mój żołądek przypomninał o swoim istnieniu donośnie wołając o pomstę do kucharza, na co się tylko skrzywiłam. Gdy ujrzałam, jak Tenge już wraca, podeszłam do Isariona, który zamyślony w swoim wymiarze siedział parę metrów dalej. Dziwiłam się, że jeszcze nie odszedł gdzieś do siebie, albo coś w tym stylu. Ale wygądał na zestresowanego, bo siedział zgięty w pół, jakby bolał go jeszcze brzuch. Może też zgłodniał od tego wszystkiego? A może się zgubił i go przy okazji próbowali upolować? Ogólnie to jestem dosyć słaba w odgadywaniu ras, ale u niego to już chyba odrzuciłam połowę dla mnie znanych możliwości rasowych, ale to nie ważne.
- Hej, Isarion, słuchaj, ty sobie poradzisz z powrotem do domu?- podrapałam się po szyi, chyba uchwyciła się mnie jakaś cholerna pchła. Przykucnęłam przy plecaku, by zawiązać supeł. - Bo wiesz, stąd to wypadałoby się już oddalać moim zdaniem. Ja i Tenge idziemy w stronę lasu Duhaki, ale tak czy siak się chyba po drodze zatrzymamy, bo jestem już tak cholernie głodna... -w tym momencie już połowicznie zwróciłam się do Tenge, która dołączyła do naszego kółeczka naradzeniowego. Tak szczerze, to miałam cichą nadzieję, że chociaż ona ma coś przy sobie do wszamania, albo chociaż zna miejsce, gdzie jakiś przystojny piekarz... znaczy się, miejsce, gdzie można zjeść jakieś normalne jedzenie. - ...Tak w ogóle, to wszystko w porządku? - zwróciłam się tutaj znowu do Isariona, no bo powiedzmy sobie szczerze- nie wyglądał najlepiej, ale to najprawdopodobniej przez to jego biedne skrzydełko... Chyba mi ślinka cieknie na myśl o skrzydełkach z kurczaka.

<Isarion?>

wtorek, 5 lutego 2019

Od Isariona do Miry - Piękne zachody słońca/Całkiem inny dzień

Skrzydło krwawiło coraz bardziej, z bólem było podobnie. Po tej całej akcji próbowałem wyrwać strzałę, ale szczerze to miałem lekkiego pietra... Nigdy nie było sytuacji bym był ranny i nie potrafił sobie sam pomóc, niższa dziewczyna spojrzała na mnie i od razu ściągnęła ze swoich pleców nie całkiem duży plecak. Wyciągnęła z niego kawałek materiału i bandaż, podeszła do mnie i kazała rozprostować skrzydło, z dużym bólem wykonałem jej polecenie a dziewczyna powolnym krokiem podeszła do strzały, która była wbita dość głęboko. -To zaboli...- powiedziała ostrzegająco, na chwilę przymknąłem oczy i zacisnąłem zęby. Dziewczyna prawdopodobnie powtórzyła czynność po mnie, widocznie obrzydzał ją widok krwi. Po chwili wahania, pociągnęła za strzałę a ja z wielkim wrzaskiem ugryzłem się w rękę, druga dziewczyna zaś przytkała moją ranę bandażami i opatrunkami. Po czystych opatrunkach już nie czułem tak bólu jak wcześniej. Schowałem delikatnie skrzydło i sprawdziłem czy wszystko się trzyma. Byłem lekko zdziwiony zachowaniem tych osób, co one tu robiły?
-Jestem Tenge, a to Mira- odpowiedziała ta pewniejsza a druga tylko pomachała w moją stronę.
Nic nie odpowiedziałem, ale przytaknąłem głową, że zrozumiałem wszystko. Dziewczyny były dość niespokojne i zastanawiały się co dalej robić, ja sam nie wiedziałem i po prostu spojrzałem w niebo, i zacząłem nasłuchiwać ptaki oraz wyczuwać ciepłe powietrze. Zauważyłem, że nowe poznane osóbki zaczęły głębszą rozmowę, nie chcąc im przeszkadzać po prostu oddaliłem się parę kroków i usiadłem na pieńku. Obok mnie leżała ta sama strzała, którą mnie postrzelono, widocznie Mira (czyli tak która mu wyciągała tą strzałę), ją tutaj porzuciła. Podniosłem ją i zacząłem się przypatrywać, całkiem zaciekawił mnie kolor mojej krwi, była bardziej fioletowa niż czerwona a w posmaku była słodka. Westchnąłem i zacząłem się bawić tą strzałą jak jakieś małe dziecko, dopiero po przypadkowym obróceniu strzały zauważyłem dziwny symbol wyryty jej końcówce... Przypominało to dziwny krąg. Zainteresowałem się tym aż do momentu kiedy ogarnął mnie dziwny strach, tak jakbym już ten symbol gdzieś widział. Szybkim ruchem wyrzuciłem daleko tę strzałę a mój oddech nie potrafił się uspokoić, poczułem nieprzyjemne pieczenie w sercu. Nie wiedziałem co do końca się dzieje, bo nigdy takiego czegoś nie miałem i z tego powodu zacząłem się coraz bardziej stresować. Poznałem świat nie taki jaki trzeba...
Lekko się zgiąłem z bólu by próbować się choć trochę uspokoić, do czasu aż usłyszałem głos miry.

<Mira?>

piątek, 1 lutego 2019

Od Miry do Isariona - Piękne zachody słońca/Całkiem inny dzień

Uspokoiłam się trochę po tym, jak ogólne emocje z zaistniałej przed chwilą sytuacji nieco opadły. Podziwiam, że Tenge miała tyle sił, żeby spokojnie zapytać o imię. Mimo, że nawet uciekł ode mnie częściowy strach spowodowany nietypowym zdarzeniem, to nadal czułam, jak moje serce szaleńczo próbuje się wydostać na zewnątrz. Ale to było przez kogoś innego, nie przez Tenge ani tego Isariona.
Nagle nowo poznany mężczyzna niczym grom z jasnego nieba stworzył obok mnie parawan ze swojego skrzydła. W pierwszych milisekundach myślałam, że boi się, żeby mnie słońce nie przypiekło. Jednak już po niecałej sekundzie miałam przed nosem kawałek ostrej, gigantycznej strzały. Zdołałam się tylko podnieść i odsunąć, ja myślałam, że tutaj na zawał padnę, a moje serce to chyba jeszcze większych palpitacji dostało. Mimo, że wpadłam w popłoch, to dotarło do mnie, że Isarion ma zranione skrzydło...
Znienacka uczucie strachu zostało wykopane w kosmos przez poczucie złości. A, jednak nie, strach jednak chyba uczepił się aorty. W każdym razie wstałam. Mimo tego, że trzęsły mi się nogi, to zadzierając nos, górna warga drgała pod wpływem innych emocji, które przed chwilą zmieszały się ze sobą, tworząc gigantyczną, świecącą kulę, niczym ta na potańcówkach. Zauważyłam, że ten gościu, który trafił Isariona, ma podobny znak na chroniącej go odzieży, jak tamten, przed którym uciekałyśmy razem z Tenge jeszcze w wiosce. Nie było czasu na oglądanie sobie ubrań innych zebranych, ponieważ teraz już cała trójka przygotowywała się, aby ponownie zaatakować.
Gwałtownie zerwałam kawałek kłującego, sztywnego krzaku... No, może nie aż tak gwałtownie, po prostu starałam się złapać za miejsce przy ziemi, bo tam widziałam najmniej kolcy. Widziałam kątem oka, jak Tenge w pośpiechu coś szepce do Reii, a ja zebraną wiązkę włożyłam już w tym momencie wąsaty pysk.
Naraz ujrzałam, że jeden z facetów, którzy stali naprzeciwko nas, zdezorientowany spojrzał na stado kruków, które zaskakująco szybko się zleciało i całą rzeszą rzuciło się jak jeden mąż w stronę uzbrojonych chłopów. Dwóch z nich patrzyło z niedowierzaniem, co się dzieje, lecz jeden bez wzruszenia już mierzył w naszą stronę. W centkowanym futrze podbiegłam w mig do deikwenta, podskoczyłam, i w czasie lotu dałam mu po oczach garścią nadzianych przez kolce patyków. Nie zamierzałam go za bardzo zranić, ale niestety mi to nie wyszło, ponieważ kilka patyków zatrzymało się w jego twarzy, bo poczułam, że z lekkim szarpnięciem wyleciały mi z zębów. Pierwszy raz w całym życiu zdobyłam się na atak z tak bliska, ale nie miałam czasu szukać jakichś kamieni albo czegokolwiek, abym mogła w niego rzucić. W tym czasie bez problemu mógłby nas wszystkich trafić, a później już wolę nie myśleć, co by się mogło stać z całą naszą trójką.
Zahamowałam, by się odwrócić, po czym ujrzałam przed sobą rozstępujące się morze ptaków czarnych jak smoła, które zasypywały swoimi pędzącymi ciałami dwóch pozostałych facetów, którzy odchylając się do tyłu, w panice próbowali się odgarnąć od atakujących ich kruków. Gdy obok odbywała się bitwa, ujrzałam, że zaatakowany przeze mnie mężczyzna odzyskał równowagę i ze stęknięciem wyjął kolce, które jeszcze przed chwilą utknęły w jego twarzy. Przymykając oko, z którego lała się krew, wziął w ręce szablę i natychmiast rzucił się w moją stronę. Ze strachu wydałam z siebie ćwierk i ledwo uciekłam od chwiejnego ataku. Zatoczyłam koło, tworząc przy tym niewielką zasłonę dymną, po czym przyspieszając, skoczyłam na plecy faceta. Na szczęście ziemia na którą upadł głową nie była miękka, więc na chwilę powinien się nie podnieść.  Z tego całego zamieszania, niechcący skoczyłam jeszcze na jego głowę, po czym jak najprędzej udałam się spowrotem do przyjaciółki i nowo poznanego Isariona.
Tamtych facetów przeganiali przyjaciele Tenge i Reii, dzięki czemu spadł mi kamień z serca. Nawet po odmianie spowrotem w człowieka czułam, że mam zwiotczałe kończyny, bo jeszcze nie do końca docierało do mnie to, co się właśnie stało. Jednak teraz niemalże cała moja uwaga spadła na cierpiącego faceta, który jeszcze przed chwilą uratował mój mózg przed przebiciem, a teraz jego biedne skrzydło było zranione. Nie wiedziałam zupełnie, co robić z tą raną, spoglądałam to na Isariona, to na Tenge.

<Isarion?>

czwartek, 31 stycznia 2019

Od Isariona do Miry - Piękne zachody słońca/Całkiem inny dzień

Śmierć tego strażnika nie była dla mnie czymś nowym ani starym. Czułem się jakoś obojętnie względem jego śmierci, pomimo że tak na serio to była moja pierwsza ofiara...
Spojrzałem nijako na zwłoki tej osoby i zacząłem rozmyślać. Westchnąłem gdy nagle usłyszałem kobiecy głos, podniosłem ze zdziwienia jedną brew i spojrzałem w stronę dźwięku. Zauważyłem dwie dziewczyny, jedną oblał pot a druga patrzyła zdziwiona. Sam spojrzałem nieco zakłopotany, po dłuższej chwili podszedłem do miejsca gdzie obie siedziały.
Jedna z nich w szybkim tempie odsunęła się a druga gwałtownie wstała osłaniając tą drugą. Patrzyłem z dużą ciekawością w ich stronę, dziewczyny jednak nie były zachwycone moją obecnością.
-KIM TY JESTEŚ?!- krzyknęła jedna z nich dość wystraszona, nic nie odpowiedziałem a nadal obserwowałem ich reakcje. Druga się bardziej zdenerwowała i zrobiła 2 kroki w moją stronę przez co ja się cofnąłem.
-NIE SŁYSZAŁEŚ?!- Krzyknęła druga, nie miałem pojęcia co nawet powiedzieć. Poprawiłem swój jedyny ubiór i rozprostowałem delikatnie skrzydła. Dziewczyny coraz bardziej się denerwowały, jedna ze strachu a druga prawdopodobnie z mojego zachowania. Nie byłem pewny co mam dokładnie odpowiedzieć, czym jestem, jak mam na imię czy skąd jestem...
Schowałem swoje skrzydła i spojrzałem na dziewczynę co była przede mną, ponownie zapytała.
-Kim jesteś?- tym razem jej głos się uspokoił, poczułem się jakby pewniej względem spokojniejszego pytania.
-I s a r i o n- odpowiedziałem jakoś tak literując swoje imię, szczerze nawet nie wiem dlaczego to zrobiłem... Poczułem się dość inaczej względem obu dziewczyn. Obie nieco się uspokoiły ale nie do końca, ta co się skrywała za tą drugą dziewczyną wciąż patrzyła na mnie jak na mordercę, którym... w sumie zresztą byłem. Nie czułem się jakoś z tym źle, ale to wszystko było dla mnie czymś nowym niż całe te "stare" życie. Zrobiłem się dość niespokojny, pomimo że nie było tego po mnie widać... Wyczułem, że parę kroków od nas są jeszcze 3 żołnierze, jeden wycelował kuszą w stronę przestraszonej dziewczyny. Gwałtownym i szybkim ruchem ochroniłem jej ciało skrzydłem w które wbiła się wielka i ostra strzała. Syknąłem z bólu i warknąłem w stronę strażników, spojrzałem na nich z agresywną miną, druga dziewczyna stanęła obok mnie kiedy zauważyła obce osoby w jej otoczeniu, zaś tamta którą osłoniłem w końcu wstała z pozycji siedzącej i cofnęła się do tyłu.
Warknąłem dość agresywnie w stronę strażników, którzy celowali w nas kuszami... Byłem gotowy na wszystko


<Mira??>

Od Miry do Isariona - Piękne zachody słońca/ Całkiem inny dzień

Wystraszone ptaki okazały się być tylko fałszywym alarmem. Uff... całe szczęście. Jednak ta ulgowa sielanka nie trwała długo. Bowiem chwilę po tym po całym lesie rozległ się krzyk. Później za nim kolejne, które usłyszałyśmy razem z Tenge. Serce zabiło mi szybciej, bo te dźwięki były przerażające, jakby ktoś obdzierał kogoś ze skóry. Przyjaciółka oczywiście ani chwili nie czekała, tylko natychmiast ruszyła w stronę krzyków, co spowodowao, że serce podskoczyło mi do gardła.
- Tenge!?! Czyś ty zwariowała?!??! - złapałam się za głowę patrząc przerażona, jak znika za jednym z drzew. Spanikowałam, bo krzyki rozchodziły się echem po całym lesie. Nie wiem, czy potrzebowała jakichś informacji o krzykach, które rozlegały się na terenie tego lasu, czy o co chodzi... Rozglądnęłam się jak najszybciej wokoło, szukając jakiejkolwiek kryjówki, ale do kitu to było, bo za chiny nie znam tego terenu, a wszędzie dookoła drzewa. Drzewa w lesie, no kto by się spodziewał.
-Japiernicze japiernicze japiernicze- powtarzałam szeptem, gdy dogoniłam Tenge. Ta po chwili skryła się za kłującym krzaczorem, po czym pociągnęła mnie za sobą w dół. Po krzykach nie było śladu. Ja natomiast patrzyłam wielkimi oczami na towarzyszkę, a po chwili gały rozszerzyły mi się jeszcze bardziej, gdy popatrzyłam w tę samą stronę, co ona.
Otórz jakiś facet, który był nieco podobny do jednego ze strażników, którzy w nas strzelali, stał i wykrzykiwał jakieś słowa. Nie dość, że były przeplatane obelgami, to jeszcze były skierowane w stronę jakiegoś człowieka, który spokojnie sobie stał na czubku pagórka. Zobaczyłam, że ten zdenerwowany gościu własnie upuszcza jakąś ciężką broń, która cała była pokryta czerwoną mazią. Ostrym końcem wylądowała w brzuchu jakiegoś martwego człowieka, który leżał w nienaturalnie wygiętej pozie. Ktoś mógby to uznać za idealny przykład figury serpentinata, ale mnie się od tego zachciało tylko wymiotować. Już wolałam na to nawet nie patrzeć, mimo, że tak bardzo mimowolnie ciągło mi do tego wzrok.
Przez chwilę też przyglądałam się postaci stojącej przed zabójcą. To definitywnie nie był człowiek, miał przecież skrzydła jak jakiś gigantyczny nietoperz... No i jakąś podartą spódnicę... Kurde, szkoda, że zgubiłam tamte spodnie, bo może bym mu podrzuciła, żeby sobie zabrał na zmianę...
Jako, że słońce lekko już chyliło się ku zachodowi, to cała panująca sceneria nabrała bardziej masakrycznego wyglądu. Włosy przeciwników powiewały na wietrze, no i ta szata, a ja po prostu modliłam się w myślach, żeby nas nie zauważyli. Miałam jednak ochotę zabrać sobie kukurydzę i oglądać całe to przedstawienie... gdyby odbywało się w teatrze. Mężczyzna pochwycił kuszę w dłonie, po czym bez ostrzeżenia wystrzelił strzałę w stronę tego skrzydlastego w majestatycznej kiecce.
Nagle, ja z pokerową twarzą, Tenge ze zdziwioną miną, byyśmy świadkami, jak skrzydlasty nie dość, że się teleportnął i uniknął strzały, to jeszcze chyba zabił tego, który jego chciał zabić... Ej, właściwie, to nie mam zielonego pojęcia, co tu się odpączkowało, ale natychmiast złapałam Tenge za ramię i zaczęłam nią potrząsać.
- Ej chodźmy Tenge błagam Cię, jasny gwint, jak on nas zauważy, omatko, ej błagam cie...- szeptałam do przyjaciółki w tempie, którego żaden raper by się nie powstydził.
-  Przecież dla... - towarzyszka chciała coś powiedzieć, ale odjęło jej mowę odjęło mowę, z resztą mnie też, i mnie aż ciary przeszły. Nieznajomy, przed którym właśnie padł ten facet, który próbował go zabić, odwrócił głowę w naszą stronę.
"W MORDE JEŻA ON NAS ZABIJE. ON. NAS. ZABIJE."- zsunęłam się niżej za kszak, niczym spocony ninja. "Tenge, dziękuję ci za te godziny przyjaźni..." -w myślach panikowałam i spisywałam już testament.
-Ała!- wydobyłam z siebie szeptany okrzyk bólu, ponieważ ukłułam się kolcem w zadek.

<Isarion?>

piątek, 25 stycznia 2019

Od Isariona - Całkiem inny dzień

Minęło dobrych parę lat od kiedy zacząłem swobodnie wychodzić z lasu, byłem bardzo ciekawy świata. Obserwowałem właśnie przeróżne stworzenia, które żyły swobodnie w dziczy. Nawet się zachwyciłem tym, co jest w innych zakątkach tego świata.
Jednak pomimo mojego zachwytu wszystko co mnie otaczało zaczęło uciekać... Prawdopodobnie przez mój wygląd lub rasę... Wstałem rozcierając swoje skrzydła i patrząc w niebo, wydawało się takie jasne i piękne, słońce lekko przypiekało moją skórę co było bardzo przyjemne. Usiadłem w cieniu chowając przy tym skrzydła i przymknąłem oczy, chciałem chwilę odpocząć od obserwacji i zacząłem nasłuchiwać przeróżne dźwięki, od podmuchu wiatru po ćwierkanie świerszczy. Przyjemny wiatr sprawiał, że moje włosy leciały za nim. Nie zastanawiałem się już nad niczym aż do pewnego czasu, jeśli słuch mnie nie mylił usłyszałem huk dochodzący ze wschodu. Ze zdziwieniem wstałem i zacząłem się rozglądać, namierzyłem skąd dokładnie dochodził dźwięk, wyprostowałem skrzydła i wzniosłem się ku niebu. Udało mi się ze spokojem dotrzeć na miejsce, wylądowałem na jakiejś większej skale  i zacząłem szukać czegokolwiek co mogło wydać owy huk. Przez moment stałem i
wpatrywałem się w pustkę, moja ciekawość doszła za daleko bo dopiero po chwili ujrzałem trupa. Zeskoczyłem swobodnie podchodząc do ciała, było przebite na wylot, dodatkowo głowa była odrąbana. Z lekkim westchnięciem spojrzałem przed siebie, na ziemi pojawiły się krople krwi które prowadziły na jakąś polanę, ruszyłem niezwłocznie za nimi.
Parę metrów dalej znalazłem wielką kałużę krwi i drugą zabitą osobę, nie byłem pewny co tu  się stało ale wiedziałem, że nielada moment spotkam tą osobę, która wyrządziła tyle szkód. Wolniejszym krokiem podszedłem do kałuży, na ziemi dalej widniały krople, które wskazywały mi drogę. Przyspieszyłem nadal będąc czujnym, zastanawiamo mnie kto to mógł być... Może ktoś z mojej rasy? Przeważnie są wrogo nastawieni do innych gatunków, lub po prostu ktoś się bronił? Nie byłem pewien odpowiedzi, z czasem zwolniłem by lepiej się przyjrzeć całej sprawie. Po paru minutach usłyszałem kolejny huk, który dochodził zza
pagórka. Podleciałem do niego i stanąłem na jego czubku, moim oczom dostrzegłem postać, która właśnie zabijała kolejną osobę. Zamyśliłem się i zacząłem ją obserwować do czasu aż się odwróciła i mnie zauważyła.

<Ktoś?>
Template by...