Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poszukując celu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poszukując celu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 marca 2019

Od Riny do Kirana - A więc tak/Poszukując celu

Minęły już godziny odkąd się rozdzieliliśmy, nie byłam pewna czy to dobry pomysł by zostawiać Hash samą w tym lesie... No, ale cóż... Tak wybrało przeznaczenie. Szwędałam się gdzieś za lasem próbując wytropić gdzieś tego mieszańca, który uciekł z ruin nie patrząc na niebezpieczeństwo. Boże... A mogłam po prostu go zabić i by nie było problemu. Doszłam do dróżki, której jeszcze nigdy tu nie widziałam. Zaciekawiona poszłam jej śladem, aż doszłam do wniosku, że poznaje okolice. Nie wiedziałam jednak skąd ze względu, że czułam bardziej takie deja vu. Droga była jednolita, prowadziła w stronę innych ruin. Nie byłam pewna, gdzie dokładnie jestem ani dokąd zmierzam ale coś kazało mi iść ku ponurym zgliszczom. Czułam bardzo duży niepokój kiedy tylko przechodziłam przez "opuszczone miasto", które wyglądało przerażająco pomimo, że nikogo tu nie było, co było jeszcze bardziej straszne niż się spodziewałam. Pierwszy raz poczułam taki mocniejszy strach, nigdy nie sądziłam że taki niepewny niepokój zamieni się w coś bardziej niepokojącego. Czułam jak coś za mną chodzi, jednak nie wiedziałam do końca co. Chwyciłam ręką za sztylet, który miałam w pochwie i wolałam jednak mieć go blisko siebie na wypadek gdyby jednak coś mi wyskoczyło na twarz, jeszcze ten śmiech tego pieprzonego cwela w moim ciele...
Po wędrówce dopiero po chwili ujrzałam, że poznaję te miejsce, były to ruiny Calenhad ale dlaczego ich wcześniej nie poznałam? Zaczęła mnie boleć głowa przez ten stres, jednak nie przeszkodziło mi to w dalszej wyprawie. Zaraz za ruinami zauważyłam ścieżkę, która prowadziła do jakiejś krypty. Dość śmierdziało mi tutaj tym skunksem, którego poznałyśmy ze Słowikiem. Otworzyłam kryptę i postanowiłam zejść niżej. Okazało się, że właśnie dostałam się do lochów jakimś innym wejściem. Na ziemi zobaczyłam krople krwi, które należały do innej osoby, spojrzałam w górę i zauważyłam wisielca, który miał wiele cięć na całym ciele. Pokręciłam głową i ruszyłam dalej, miałam delikatną nadzieję że jednak z Kiranem wszystko dobrze. Idąc dalej wyczułam, że nie jestem tu sama... Bardzo szybko schowałam się za jakąś ścianą, z drugiej strony wyszło paru mężczyzn przebranych w dziwne stroje. Zaczęłam im się przyglądać, zauważyłam że odprawiają jakieś kurwa modły do jakiejś celi. W mgnieniu oka dostrzegłam posturę mężczyzny, był to Kiran, jednak prawie coś mi umkło... Obok Kirana była jeszcze jedna osoba, której nie mogłam dostrzec tej osoby. Jeden z gangu debili podszedł do celi z ostrym sztyletem. Wyczułam krew, która skapła z jednej ofiary z celi, olśniło mnie kiedy tylko poczułam zapach... Ta krew należała do Hasharian. Zacisnęłam pięść, że właśnie ktoś ją jak kolwiek skrzywdził... Ogarnęło mnie całe piekło, przez adrenalinę właśnie przemieniłam się w krwiożerczą bestię, która zaatakowała grupkę ludzi. Doszło do takich rękoczynów, że każde ciało rozrywałam na części, flaki jak i inne organy były porozrzucane po całym korytarzu zaś dwójka z nich straciła łby. Po ratunkowej akcji doszłam do siebie, po napadzie szału nie zauważyłam że owe debile właśnie poharatały mi ciało w bardzo ostry sposób, mój żołądek był podziurawiony przez dźgnięcia nożem a ramiona były całe pocięte. Podeszłam do pomieszczenia gdzie wisiały dwa gamonie... To był moment mojej słabości, słabości strachu że mogę stracić osobę mojego życia... Udało mi się ich ściągnąć jednak musiałam się bardzo spieszyć, nie wiadomo kiedy wróci reszta tych dzikusów a właśnie miałam dwie nieprzytomne osoby... No świetnie.
Próbowałam jakkolwiek dobudzić Kirana bo był o wiele mniej ranny niż Hasharian, cudem mi się to udało...

<Kiran?>

sobota, 2 marca 2019

Od Hasharian do Riny - A więc tak/Poszukując celu

Na moje policzki wdał się wielki, czerwony niczym dorodny pomidor, rumieniec. Nie spodziewałam się Kirana wbiegającego do tego pomieszczenia o poranku. To zdecydowanie była najbardziej dziwna sytuacja jaką dotychczas przeżyłam i zdecydowanie najbardziej żenująca. Przerwało to mi i Rinie miłosne zaloty. Obie szybko się ubrałyśmy. Zaniepokoiło mnie zachowanie mężczyzny i jego szybka ucieczka z pokoju, nie wydawał się przecież zbytnio przejęty całą sytuacją, którą tutaj zastał. Myślę, że widział coś co niestety często zwodzi tutejszych przybyszów, a jeśli mam racje Kiran jest w ogromnym niebezpieczeństwie. Złapałam ukochaną za rękę i wbiegłam na schody. Myślałam, że nigdy się nie skończą, jednak w końcu dotarłyśmy do wyjścia. Oślepił nas blask promieni słonecznych. O mało się nie wywróciłam, zawsze tak jest kiedy na chwilę tracę wzrok. Niby powinnam się przyzwyczaić do połowicznej ślepoty ale jednak czasami czuję jakbym miała obie pary oczu. Nerwowo wbiegłyśmy do lasu chcąc jak najszybciej znaleźć towarzysza. Rina pobiegła w jedną stronę, a ja w drugą, chociaż przyznam, że nie był to najlepszy pomysł na świecie. Elfy miały poniekąd dar do wyczuwania energii innych istot, a zatem ja czułam te których nigdy nie chciałabym spotkać. W pewnym momencie biegu odbiłam się od kogoś po czym upadłam na ziemię. To był on, nasz ucieczkowicz.
- Kiran... - zaczęłam ledwo łapiąc powietrze - Mógłbyś tak więcej nie znikać bez słowa? Ten las roi się od niebezpie...
Nie zdążyłam dokończyć a za mężczyzną stanął gigantyczny stwór. Nie zdążyłam nic powiedzieć bo oboje z nas powalił swoją wielką łapą. Kiedy nas zabierał posłałam tylko głuchy krzyk w wielką, leśną przestrzeń.
Obudziłam się przykuta do ściany metalowymi łańcuchami. Rzekłabym, że widziałam już kiedyś to miejsce, ale nie wiem czy przy tym bym nie skłamała. Może o tym czytałam? Sama już nie wiem, lochy jak lochy, co na znowu bredzę. Rozejrzałam się dookoła. Kiran wisiał prawie obok mnie. Jego ciało było pokryte świeżymi ranami...musiałam chyba coś przegapić. Najwyraźniej całkiem przypadkiem, w wyniku niefortunnych zdarzeń i ucieczki wielkiego odkrywcy świata trafiliśmy do niewoli jakiś dzikusów. Fantastycznie...dopiero po chwili poczułam jakbym została ugodzona co najmniej kilka razy jakimś tępym nożem. Po mojej sinej nodze spływała krwisto czerwona ciecz, zemdlałam.

<Rina?>

sobota, 9 lutego 2019

Od Kirana do Hasharian – A więc tak/Poszukując celu

Z samego rana obudziło mnie dziwne uczucie bycia obserwowanym. Wstałem i zacząłem się rozglądać. Początkowo nie widziałem nic niepokojącego, ale kiedy miałem wracać spać, moją uwagę przykuło białe światło. Po dokładniejszym przyjrzeniu się, zauważyłem jak to światło zaczyna przybierać kształt ogromnego jelenia. Poczułem się dosyć dziwnie. Najpierw sytuacja w której się znalazłem była dla mnie niekomfortowa, ale im dłużej patrzyłem na jelenia a on na mnie, miałem wrażenie, że to ktoś kogo powinienem dobrze znać.
Chciałem już coś powiedzieć, kiedy jeleń zaczął iść. Przeszedł przez ścianę do pokoju w którym spały dziewczyny. Nie myśląc za dużo, ruszyłem za nim. Wszedłem do pomieszczenia zajmowanego przez Rinę i Hasharian. Chyba wybrałem zły moment, ale nie patrzyłem na nie tylko na stojące za nimi zwierzę. Przyglądałem mu się z przechyloną głową.
Kiedy zrobiłem krok do przodu, mój obiekt obserwacji znowu przeszedł przez kolejną ścianę. Ja tak jak poprzednio ruszyłem za nim. Musiałem biec, aby go nie zgubić. Nie zwracałem uwagi na drogę, co było moim błędem. Z każdą minutą oddalałem się coraz bardziej od miejsca w którym zatrzymałem się na noc.
Zatrzymałem się dopiero koło południa w miejscu, którego nie znałem. Jeleń, którego goniłem, zniknął. Rozpocząłem się rozglądać, ale nie mogłem znaleźć niczego, co by mogło mi pomóc wrócić. Nagle z oddali usłyszałem strzał. Złapałem się za serce, które zaczęło mnie okropnie boleć. Oparłem się o drzewo, nie mogąc stać o własnych siłach. Co najdziwniejsze, nie byłem ranny, a czułem się tak, jakby pocisk przeszył moje serce. Czując na swoich plecach pień drzewa, osunąłem się na ziemię, nie mogąc już nawet normalnie oddychać.
Nie wiem jak długo ten stan trwał, ale kiedy usłyszałem kroki, zmusiłem się do wstania. Serce nie bolało już aż tak, ale dalej byłem słaby. Zacząłem węszyć w powietrzu i poczułem zapach innego mężczyzny. Nie chcąc ryzykować, ruszyłem w przeciwnym kierunku.

<Hasharian? Dziecko się wam zgubiło XD>

środa, 6 lutego 2019

Od Riny do Kirana - A więc tak/Poszukując celu

Tym razem to ja poczułam tą całą rozkosz, którą "zaproponowała" mi Hash. Czułam się o wiele lepiej kiedy tym razem Słowik nade mną dominował, od tej sytuacji z Kiranem nieco się uspokoiłam. Przez całą noc zabawa była przednia, ale już nad samym ranem moja partnerka spała jak zabita, jednak w moim przypadku było inaczej. Nie spałam od dłuższego czasu gdyż w głowie krążyła mi jakaś dziwna myśl, której nie mogłam zrozumieć. Nawet szczerze nie wiedziałam o czym myślę, miałam tylko jakiś kształt wysokiej kobiety. Kobieta była wysoka i posiadała prawie identyczny kolor włosów co ja, jednak były nieco jaśniejsze, oczy były natomiast złote a ubrana była w całkiem eleganckie i bogate ciuchy. Po dłuższym czasie tylko zastanawiało mnie to, kim jest ta kobieta i czemu tak o niej myślę? Głowę miałam w chmurach i za bardzo nie przykładałam się do tego co się właściwie teraz dzieje i co mnie otacza. Z moich myśli wyrwał mnie czyjś dotyk, który głaskał moje włosy, z wielkim uśmiechem przymknęłam oczy i tylko czułam jak Hash gładzi moją głowę. Dziewczyna uśmiechając się, wtuliła się we mnie i sama przymknęła oczy. Już chyba dawno tak bardzo nie czułam się dobrze jak w jej towarzystwie, od dłuższego czasu nie miałam uśmiechu na twarzy a teraz to wszystko się zmienia. Delikatnie się o nią oparłam i liznęłam ją w ucho, Słowika zaś przeszły przyjemne dreszcze kiedy to zrobiłam. Ogarnęłam jak mogę się odegrać
na tej niewinnej dziewczynce, wsadziłam jej język do ucha a ta od razu mnie delikatnie odepchnęła.
-Przestań Rina!- odpowiedziała łapiąc się za ucho. Słyszałam w jej głosie nieco śmiechu, widocznie taka zabawa jej się nawet podobała a ja tylko poczułam satysfakcje z własnej wredoty. Przewróciłam ją delikatnie na materac, dziewczyna się zarumieniła i sądziła, że chce na niej odwetu... Jednak prawda była nieco inna, zaczęło i się od niewinnych i delikatnych pocałunków a potem przeszłam do lizania jej po twarzy jak jakiś pies, dziewczyna nie miała szans by mnie odtrącić czy chociaż pokonać. W ciekawy sposób zaczęłam ją głaskać po brzuchu oraz ocierać się o nią własnym ciałem, dziewczynie nad wyraz się to znowu spodobało. Kontynuowałam lizanie jej po twarzy, szczerze to bawiło mnie to, że mogę się z nią trochę powredzić. Dopiero po chwili poczułam jak Hasharian odepchnęła mnie od wykonywania mojej czynności. Otrząsnęłam się i zdziwiłam dlaczego to zrobiła, dopiero po chwili dziewczyna złapała się za głowę patrząc w stronę drzwi. Moim oczom ukazał się Kiran, który patrzył na nas zdziwiony z przekrzywioną miną, myślałam że wybuchnę ze wstydu jak i gniewu... Myślałam, że rozszarpię tego gnoja i jego łeb wrzucę do rzeki, z wielkim burakiem na twarzy szybko się odwróciłam do nich plecami, myślałam że zaleje mnie jakiś sztorm. Chłopak jednak wyglądał na bardziej zdziwionego niż obrzydzonego, jednak nadal to sprawiało że mam ochotę mu wpierdolić... Hasharian też była czerwona ze wstydu... W końcu Kiran podszedł bliżej.

<Kiran?>

wtorek, 5 lutego 2019

+18 Od Hasharian do Riny - A więc tak/Poszukując celu

Odciągnęłam chłopaka na bok. Nie miało to jednak większego znaczenia, bo Rina i tak jakby chciała, to wszystko usłyszy. Zaproponowałam mu krótko - pomoc w dostaniu się do ruin, które nie akceptowały każdego i nie było nawet mowy, aby wejść tam od tak. Uprzedziłam też go o plemionach, które niestety zamieszkują lasy, które otaczają stertę już prawie zgruzowanego królestwa.
- Słuchaj, nie chcę być niegrzeczna, ale dobre by było, gdybyś nie milczał dwadzieścia cztery godziny na dobę. - westchnęłam zrezygnowana.
Wróciliśmy do Riny a ja wyjaśniłam jej całą sytuację. Udaliśmy się w stronę ruin, jednak w mojej głowie krążyły ogromne obawy co do tego miejsca. Nigdy nie czułam się tam zbyt dobrze.
~*~
Zagłębiliśmy się w zniszczone struktury jednego z wielu tutejszych budynków, nie ważne obok którego przechodziłam, czułam się obserwowana. Być może była to kwestia przywidzenia, ale nie byłam się w stanie pozbyć tego wrażenia. Pałacyk - bo tak wnioskuję po resztkach konstrukcji miał całkiem dobrze ostałe piwnice, wydaje mi się, jakby zatrzymał się tutaj czas. Gdybym nie znała świata na zewnątrz pomyślałabym nawet, że wszystko jest jak najbardziej w porządku. Cóż...nikt nigdy nie przypuszczał, że kiedyś to królestwo zamieni się w kupę gruzu. Mimo tego niektóre budynki dalej stoją, a przyroda coraz bardziej je pochłania. Jakby chciała odzyskać to, co ktoś kiedyś jej odebrał. Nie ukrywam, że wydawało się to odrobinę straszne. Schodząc po schodach prawie z nich spadłam, a to wszystko przez leżący na nich szkielet. Mruknęłam tylko coś pod nosem i schodziłam dalej. Kiedy dotarliśmy na sam dół, stwierdziliśmy...ja z Riną stwierdziłam, Kiran tylko kiwnął głową - czas na odpoczynek. Weszłyśmy z dziewczyną do pierwszego lepszego pomieszczenia, a mężczyzna wybrał te obok nas. Na środku zakurzonego pokoju stał pokaźnych rozmiarów materac. W mojej głowie zrodziły się sprośne myśli. Pociągnęłam Rinę za sobą po czym pchnęłam ją na posłanie, nie minęło dużo czasu a znalazłam się nad nią. Oblizałam lubieżnie wargi po czym wpiłam się w jej słodkie, malinowe usta. Całowałam ją zachłannie, chcąc coraz więcej i więcej. Nie wystarczyła mi już tylko jej obecność. Wsunęłam dłoń pod jej bluzkę, delikatnie złapałam jedną z piersi, idealnie mieściła się w mojej dłoni. Dziewczyna pisnęła, wybacz kochanie, nie zamierzam teraz odpuścić. Kącik moich warg mimowolnie uniósł się do góry, kiedy dziewczyna wydała z siebie cichutki jęk. Czerpałam z tego ogromną przyjemność. Drugą ręką sprawnie rozpięłam jej górną część garderoby i rzuciłam ją gdzieś w kąt. Nie była w końcu do niczego potrzebna. Nachyliłam się nad jej uchem cicho szeptając kilka sprośnych słów. Zjechałam nieco niżej, składałam na jej szyi delikatne pocałunki na przemian z ślicznymi różowymi malinkami.

<Rinka, kochanie? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>

wtorek, 29 stycznia 2019

Od Riny do Hasharian - A więc tak/Poszukując celu

Byłam podrażniona tym, że właśnie zostałam związana do drzewa, Hasharian chyba za bardzo ceni sobie słowa "Połączenie z naturą"... Żarty, żartami ale byłam na tyle zdezorientowana, że nie wiedziałam co powiedzieć. Na pierwsze pytanie Hashi miał odpowiedzieć Kiran. Po 10 minutach nie doczekaliśmy się żadnej odpowiedzi ze strony Kirana, jego zachowanie było karygodne... Tylko się rozglądał jakby miał nas w dupie, zaczęłam nieco ocierać sznurem o drzewo by ten mógł się chociaż poluzować lub przynajmniej odrobinę przeciąć bym mogła się uwolnić. Niestety, moje zachowanie zostało szybko odkryte przez Hasharian, dziewczyna zauważyła, że chcę się wydostać więc spojrzała na mnie poważniejszym wzrokiem.
-Twoja kolej na wyjaśnienia...- odpowiedziała patrząc na mnie.
Westchnęłam dość głośno i spojrzałam na Kirana.
-Wiem co nieco... O tym czymś...- Odpowiedziałam nieco pogardliwie.
Kiran po chwili zrobił wielkie oczy, tak jakby właśnie szukał odpowiedzi na jakieś pytanie.
Hasharian zdziwiła się, w sumie nie tylko ona.
-To normalne, kiedy samica Furii chce zaatakować samca... Tu chodzi już o pewną rywalizację i dominacje względem naszego gatunku.- Odpowiedziałam znów patrząc na Kirana. Po jego twarzy stwierdziłam, że nawet nie wiedział że jest potomkiem Furii. Oczywiście, wiedziałam na temat Kirana o wiele więcej niż on sam. Po mojej odpowiedzi z całej siły, jeszcze będąc wilkołakiem, rozerwałam sznur do którego byłam przywiązana. Hasharian już chciała reagować ponowną strzałą, ale podeszłam do niej i zatrzymałam ją tym.
-Lepiej go uwolnij.- Odpowiedziałam odchodząc z jakieś 10 kroków dalej w stronę ruin. Widać było, że mój kochany Słowik wykonał "rozkaz" i z uważną miną powoli go
odwiązywała. Hasharian cały czas mnie obserwowała, zdziwiła ją moja nagła reakcja, która z agresji przerodziła się w obojętność. Wiedziałam jednak swoje, że nie mogę się zbliżać na bliższą odległość do Kirana. Zauważyłam, że Hasha wzięła Kirana ze sobą... Ale w jakiej sprawie?

<Hasharian?>

Od Kirana do Riny - Poszukując celu/A więc tak

Wpatrywałem się tępo w Hasharian. Musiałem chwilę poczekać aby słowa elfki do mnie dotarły, a kiedy tak się stało wzruszyłem jak zwykle ramionami.
- Kiran, nie możesz cały czas tak siedzieć i nic nie mówić - zaczęła mnie próbować przekonać.
Ja jednak uparcie milczałem, bo co miałem odpowiedzieć? Że sam chciałbym wiedzieć co się dzieje? Byłem tak samo zdezorientowany jak dziewczyna. Chyba jednak ona nie zdawała sobie z tego sprawy, bo cały czas próbowała mnie nakłonić do wydobycia z siebie głosu.
Czasem zastanawiałem się, po co inni zmuszają mnie do mówienia. Robię to kiedy chce, jak czuje potrzebę. A ponieważ rzadko kiedy mam na to ochotę to najzwyczajniej w świecie milczę. Co prawda, nie jeden raz przez to wpakowałem się w kłopoty lub ciężko się było ze mną dogadać, ale taki już jestem. Wiele osób próbowało to zmienić, ale wszyscy się poddali.
Zamiast patrzeć na kobietę, stojącą przede mną, zacząłem się rozglądać po okolicy. Otaczały nas ruiny budowli, która kiedyś była jedną z najwspanialszych na kontynencie. Obecnie, mając lata świetności za sobą, z roku na rok są w coraz gorszym stanie. Szczerze powiedziawszy, nie lubię tego miejsca, czuję się tu dziwnie. Ale coś mnie zmusiło abym ruszył w tę stronę. Jakieś uczucie, coś podobnego do tropu. Jednak im dłużej tu byłem to zaczynałem nabierać większej pewności, że to nie tutaj powinienem zacząć szukać tylko dalej.
Hasharian zdała sobie sprawę, że nic ze mnie nie wyciągnie, dlatego zapytała tym razem Rinę a ja zacząłem nasłuchiwać.

<Rina? >

Od Hasharian do Kirana - A więc tak/Poszukując celu

Byłam zdezorientowana całą tą sytuacją i zupełnie nie wiedziałam co na to wszystko powiedzieć  ani co zrobić. Spoglądałam przez chwilę a to na Kirana, a to na Rinę. Widziałam gniew w jej oczach, jednak nie potrafiłam znaleźć jego źródła. Dziewczyna jakby oszalała w momencie jak już go zobaczyła. Przez chwilę zastanawiałam się co ja tu właściwie robię i gdzie ja jestem i czy aby to na pewno dobry świat. O Stwórco...sięgnęłam po łuk i szybko wystrzeliłam dwie strzały, jedna trafiła w nogę Riny a druga w nogę Kirana. Oboje nie wiedzieli co powiedzieć, łapiąc się z bólu za nogi.
- Spokojnie kruszynki, gdy tylko wyjmuje się tą strzałę rana zasklepia się automatycznie, ale jest jedno małe ale. Pójdziecie teraz oboje ładnie spać. - Rina spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, a ja tylko się uśmiechnęłam. Oboje bardzo szybko zasnęli, nie sądziłam, że w ogóle przydadzą mi się kiedyś te strzały, ale w końcu znalazłam dla nich idealne zastosowanie. Przywiązałam dwójkę specjalnym sznurem do drzew i czekałam, aż się obudzą. Trwało to naprawdę długo, ale miałam czas by wszystko dobrze sobie przemyśleć. Przypomniałam sobie jeszcze raz rozmowę z dziewczyną, a później to jak zachowywała się w stosunku do Kirana, jak tylko go zobaczyło. Rany...to wszystko jest takie dziwne. W końcu się zbudzili. Wymieniłam z nimi spojrzenia, przy okazji ich cudownego snu wyjęłam strzały z ich nóg. Wyglądali na lekko zdezorientowanych ale szybko wyjaśniłam im całą zaistniałą sytuację.
- Nie zamierzam stać z boku, do tego słuchać jak Rina co chwilę warczy na Ciebie Kiranie z powodu, którego nie znam. Czuję się lekko ogłupiona tym wszystkim i wybaczcie, ale żądam wyjaśnień z waszej strony i nie puszczę was póki mi wszystkiego nie powiecie. - nie wiem czy byłam zła czy po prostu miałam po kilku tych chwilach dosyć tego wszystkiego. Westchnęłam cicho czekając na wyjaśnienia. - Kiranie myślę, że to dobry moment abyś przestał milczeć.

<Kiran?>

niedziela, 27 stycznia 2019

Od Riny do Hasharian - A więc tak/Poszukując celu

Widząc kogoś nieznajomego i jeszcze to osoba, która jest z mojego gatunku... Prawie... Chłopak wydawał się o wiele inny niż reszta samców Furii. Był o wiele spokojniejszy i mniej zadziorny, jednak jego najmniejszy ruch sprawiał, że miałam ochotę go zamordować. Prawie do tego doszło, dopóki Hasharian mnie nie odciągnęła. Czułam się jakbym miała zaraz rozpierdolić mu łeb i wyrwać flaki z żołądka, w sumie miałam małą myśl "Dlaczego to robię? Przecież on jednak może być inny", jednak mój instynkt stwierdzał, że jest to nieproszony intruz. Obserwowałam tego całego Kirana od góry do dołu by wiedzieć o nim wszystko, z niepokojem wyprostowałam się i stojąc dwa kroki za Hasharian obserwowałam każdy jego ruch. Źle wykonany krok skończyłby się jego śmiercią jeśli by tylko ją tknął... Nie spodobało mi się to, że mu na tyle ufa, nie wiadomo co mógł jej zrobić... Taki brak rozmowy nie był dla niego zbyt dobry w tym momencie, nie odzywając się tylko się pogrążał a moja nienawiść do niego wzrastała. Kiran patrzył prosto na Hasharian a ta na niego, widocznie oboje byli zdezorientowani i nie wiedzieli co do końca mają zrobić.
-Co tutaj robisz?- Zapytała Hasharian.
Kiran spojrzał na nią z większymi oczami, które po chwili wróciły do normalności a chłopak po prostu wzruszył ramionami. Hasharian westchnęła i kątem oka spojrzała na mnie czy nie zamierzam znów dostać napadu wścieklizny i zaatakować chłopaka. Miałam wyraz twarzy typu: "No co?"
Dziewczyna miała lekko poważną minę, ale nie wyglądała jakby była zła... Bardziej była zmieszana gdyż nie wiedziała jaki był powód mojej agresji, wiedziałam że muszę jej to wytłumaczyć. Już bardziej spokojna przymknęłam oczy i zaczęłam wsłuchiwać się w ich rozmowę. Hasharian wolała poznać nowego "znajomego", którego poznałyśmy.
Kiran początkowo nie był skłonny do niczego, ani do rozmów ani nawet do jakiejkolwiek odpowiedzi w podobnym stylu jak napisał na ziemi swoje imię. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że on nic prawie o sobie nie wiedział... To mnie bardziej zaniepokoiło, wydałam z siebie cichy zgrzyt zębami ze względu, że może coś nam zrobić. Hasharian postanowiła podejść bliżej chłopaka, sam Kiran podszedł bliżej i znowu zaczął powoli obwąchiwać Hasharian. W tym momencie pękła mi żyłka, nerwy mi puściły nawet nie wiem z jakich powodów... Przemieniłam się w formę wilkołaka i wydałam z siebie okropny ryk, Hasharian słysząc i widząc to aż odskoczyła tak samo jak i Kiran... Odepchnęłam chłopaka od niej, w moich oczach istniał gniew jakiego jeszcze nigdy nie doznałam... Patrzyłam wprost na Kirana, który znowu się podniósł z ziemi. Wyglądało na to, że było mu to obojętne co się właśnie stało, zaczęłam głośno dyszeć oraz drapać jedną nogą w ziemię jak rozwścieczony byk... Męski odpowiednik Furii spojrzał na mnie obojętnie...

<HASHARIAN RATUJ KIRANA>

sobota, 26 stycznia 2019

Od Kirana do Riny - Poszukując celu/A więc tak

Siła uderzenia, z jaką rzuciła się na mnie brązowowłosa powaliła nas na ziemię. Nie bardzo wiedziałem co się dzieje i jedyne co robiłem to broniłem się przed atakującą i warczącą dziewczyną. A musiałem przyznać, że była silna.
- Rina, zostaw go - jej towarzyszka, chyba elfka, zaczęła ją odciągnąć ode mnie.
Skorzystałem z okazji i wstałem, przyglądając się im. Szczerze to byłem dość zaskoczony, że kogokolwiek spotkałem w ruinach. Kilka razy już tu byłem i zawsze było pusto, poza mną nikogo nie było. Ale przecież od mojej ostatniej wizyty w tym miejscu minęło ponad rok, a to wystarczająca ilość czasu, aby coś mogło się zmienić. Rina - czyli dziewczyna, która się na mnie rzuciła, cały czas na mnie patrzyła z wrogością w oczach, warcząc.
- Wybacz za nią, nie wiem co w nią wstąpiło - zaczęła tłumaczyć swoją koleżankę ta druga.
A może to były partnerki? Były dosyć blisko siebie, nawet jak na przyjaciółki, ale nie mnie to oceniać. Dlatego też tylko wzruszyłem ramionami w ramach odpowiedzi, gdyż nie widziałem sensu mówienia czegokolwiek. Kiedy elfka się przedstawiła - miała całkiem ciekawe imię, jeszcze takiego nie spotkałem, zaczęła patrzeć na mnie, jakby czegoś ode mnie oczekiwała. Nie bardzo rozumiałem, co chciała, dlatego zbliżyłem się do niej i nie wiedząc czemu, zacząłem ją wąchać. Miała całkiem miły, delikatny zapach. Harashian - czyli ta która się przedstawiła, wyglądała na równie zaskoczoną moim zachowaniem co ja sam. Próbowałem postąpić podobnie z Riną, ale kiedy tylko się zbliżyłem, dostałem w twarz, wysłuchując potoku przekleństw i wyzwisk w moją stronę. Ale i tak poczułem jak ona pachnie. Miała intensywny, ale również całkiem przyjemny zapach.
- A ty… Jak się nazywasz? - spytała po tej jakże dziwnej i prawdopodobnie dla innych kosmicznej scenie elfka.
Ja oczywiście jak zwykle tylko wzruszyłem ramionami i spojrzałem w ziemię. Była pokryta piaskiem, dlatego od razu nogą zacząłem na niej pisać swoje imię. Rozmówczyni to zauważyła i spojrzała się w to samo miejsce w którym tworzyłem napis.
- Kiran… Jesteś niemową? - zadała mi kolejne pytanie, na które ja pokręciłem przecząco głową.
Zapytany o powód, przez który nie chce mówić tylko wzruszyłem ramionami i zacząłem je obie bacznie obserwować. Musiałem przyznać, że obie były dosyć ciekawe a w mojej duszy, jeżeli ją posiadam, zakiełkowała nadzieja, że pomogą mi odkryć prawdę.

<Rina?>

piątek, 25 stycznia 2019

Od Hasharian do Kirana - A więc tak.../Poszukując celu

Spojrzałam na dziewczynę jeszcze lekko zaspanymi oczami. Zastanawiałam się gdzie tak się wybiera, że pakuje wszystkie rzeczy. No tak...przecież musimy iść dalej. Z rozmyśleń wyrwał mnie jej ciepły ton głosu.
- Chyba nie za dobrze spałaś? - zapytała mnie śmiejąc się delikatnie.
Posłałam Rinie gniewne spojrzenie jakby chcąc ją skarcić za żarty na mój temat jednak po chwili podniosłam się i ucałowałam ją w policzek. Im szybciej się stąd zwiniemy tym lepiej. Zagasiłam ledwo dychające już ognisko i ruszyłyśmy przed siebie. Naszym celem było dotarcie do ruin sprzed których dopiero niedawno uciekłyśmy. Mam nadzieję, że nie spotkamy już więcej tego plemienia, nie marzy mi się potrawka z elfa lub wilczycy. Zaśmiałam się w duchu mimo wszystko. Dużo przez ten czas rozmawiałyśmy, poznałyśmy się jeszcze bardziej. Starałam się uważnie wsłuchiwać w każde jej wypowiadane słowo. Patrząc na wszystko z perspektywy czasu nie spodziewałabym się, że przyjdzie taki moment kiedy moje serce zabije kiedykolwiek mocniej niż zwyczajniej. Czułam uraz do miłości w jakiejkolwiek postaci. Do teraz mam wątpliwości, że może jednak się mylę, ale staram się o tym nie myśleć. Spoglądałam od czasu do czasu na Rine. Zastanawiałam się o czymś czasami myśli robiąc tak poważne miny. Nim się spostrzegłyśmy, byłyśmy już niedaleko ruin. Przystanęłam na chwilę, by szybko przebrać się w jakieś bardziej wygodniejsze ciuchy. Zgarnęłam z torby spodnie, parcianą bluzkę, która zasłaniała tylko biust i związałam włosy tak by nie przeszkadzały w ewentualnej ucieczce....wolałam się przygotować. Resztę ekwipunku schowałam i ruszyłyśmy dalej. Cała podróż łącznie zajęła nam kilka dni, nie było tak źle jak podejrzewałam. Dotarłyśmy do ruin. Było strasznie cicho, a to nie wróżyło nic dobrego. Złapałam za łuk jednak po chwili trzymałam już Rinę. Dziewczyna o mało nie rzuciła się w zębiskami na mężczyznę, który przez moment chyba sam nie wiedział co się właściwie stało.
- Rina, spokojnie on nic nam przecież nie zrobił. - Próbowałam ją uspokoić lecz bezskutecznie.

<Kiran?>

środa, 23 stycznia 2019

Od Kirana - Poszukując celu

Od trzech lat wędrowałem bez celu po całym świecie. Kiedy zostałem wyrzucony z mojej ostatniej „rodziny” stwierdziłem, że kolejni mnie nie przyjmą więc wyruszyłem w wieczną podróż. Miałem nadzieję, że odnajdę miejsce, w którym będę mógł się osiedlić. Ale nigdzie takiego nie było, nigdzie nie pasowałem. Byłem… dziwadłem. Przez całe życie myślałem, że jestem człowiekiem a tu nagle się okazuje, że jestem kimś innym. Mieszańcem. Jakoś mi to bardzo nie przeszkadzało, ale chciałem wiedzieć o sobie coś więcej. Dlatego szukałem po wioskach. Byłem wszędzie, dosłownie, ale nigdzie nie znalazłem nawet najmniejszej wzmianki o moich rodzicach. Nawet informacji, czy żyją. Z takimi przemyśleniami podróżowałem od wioski do wioski w deszczu. Od kilku dni na zewnątrz panowała ulewa, a ja nie miałem się gdzie za bardzo schować. Moje włosy, ubrania i buty były nasiąknięte wodą. Nie przeszkadzałoby mi to gdyby nie fakt, że nigdzie nie mogłem zdobyć jakiegokolwiek jedzenia. Wszędzie, gdzie udało mi się trafić na miejsce zasiedlone przez inne rasy, wszelkiego rodzaju stragany i karczmy były pozamykane, przez szalejącą nawałnice. Czasem widziałem jak matki, stojące w drzwiach swoich domów, wołają swoje pociechy, bawiące się na dworze, aby się nie pochorowały. Widząc takie scenki przypominało mi się moje dzieciństwo, a raczej wyobrażałem sobie, jakby mogło wyglądać, gdyby to rodzice mnie nie porzucili. O dziwno, nie czułem do nich żadnego urazu czy pretensji. Nie zamierzałem ich nigdy oceniać, dopóki nie poznałbym całej sytuacji, jaką wtedy mieli. Może mieli słabą sytuację finansową? Może musieli uciekać przed kimś? A może po prostu nie żyją. Takie myśli często zaprzątały mi głowę, kiedy próbowałem zasypiać.
- Ech – westchnąłem, opuszczając kolejną wioskę.
To był czwarty dzień bez jedzenia. Gdybym spotkał na swojej drodze jakieś zwierzę, to może bym je upolował, ale one również poukrywały się przed deszczem. Nie mając wyjścia, szedłem dalej w akompaniamencie burczącego brzucha. Uważnie rozglądałem się po otoczeniu, z nadzieja, że może znajdę chociażby jakąś jadalną roślinę. Mijałem wysokie trawy i rzadko rosnące wśród nich drzewa. Czasem nawet mogłem zobaczyć przepiękne kwiaty, ale nigdzie nic pożywnego dla mnie. Powoli zaczynałem się godzić z myślą, że prawdopodobnie jak nie znajdę jakiegoś lasu, to sobie nie poradzę. Siły zaczęły mnie powoli opuszczać, ale musiałem iść dalej. Chociażby po to aby znaleźć jakieś w miarę suche miejsce na odpoczynek. Po kilkunastu minutach marszu, niedaleko mnie pojawiło się drzewo na tyle duże, że pod nim było względnie sucho. Ponieważ powoli zaczynało się ściemniać, wszedłem pod jego gałęzie i usiadłem na ziemi, opierając się o jego pień. Nawet nie próbowałem rozpalać ogniska, bo wiedziałem, że nic to nie da. Tylko zamknąłem oczy, zapadając w czujny sen.
Obudziłem się razem ze wschodem słońca. A przynajmniej mi się wydawało, że słońce dopiero się zaczęło pojawiać na niebie, bo przez chmury nie wiele go docierało do mnie. Wstałem, pomimo już silnego bólu brzucha i jego głośnego domagania się o jakiekolwiek pożywienie. Po południu dotarłem do kolejnej wioski, większej niż pozostałe, które od jakiegoś czasu spotykałem na swojej drodze. Lecz tu też, wszystko było pozamykane. Już chciałem odchodzić, kiedy drzwi jednego z budynków się otworzyły.
- Ej, chłopcze, wchodź do środka bo się pochorujesz! – powiedział do mnie starszy mężczyzna z brodą, trochę otyły.
Nie musiał zachęcać mnie jeszcze raz, od razu skorzystałem z okazji. Minąłem mężczyznę w drzwiach i wszedłem do ciepłego budynku, który okazał się być karczmą.
- Siadaj przy kominku, chcesz cos do jedzenia? – spojrzał na mnie.
Kiwnąłem tylko głową na tak, a jak zapytał co, to wzruszyłem ramionami. Kiedy mężczyzna odszedł, zająłem miejsce przy wolnym stoliku, będący blisko kominka i zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu. Ściany jak i podłoga były wykonane z drewna. Poza mną, mężczyzną i jego pomocnicą w karczmie było jeszcze kilku klientów, ale wolałem przyglądać się obrazom, wiszącym na ścianach, oraz trofeach myśliwskich. Przez długi czas patrzyłem się w namalowany krajobraz, przedstawiający las, kiedy moją uwagę przykuła jedna rzecz. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że nad kominkiem wisi przepiękne jelenie poroże. Kiedy na nie patrzyłem, czułem dziwne kłucie w sercu. Nie bolało bardzo, ale nie wiedziałem o co chodzi ani co się dzieje. Byłem zdezorientowany, ale nie mogłem oderwać oczu od tego trofeum. Z mojego letargu wyciągnął mnie dopiero ten sam mężczyzna, który zaprosił mnie do środka. Podał mi talerz z ciepłym jedzeniem. Kiwnąłem mu aby mu podziękować i zabrałem się za spożycie mojego posiłku. Musiałem jeść powoli, nie chciałem go w końcu zwrócić. Kiedy skończyłem, dostałem jeszcze coś ciepłego do wypicia. Po powąchaniu napoju i upewnieniu się, że nie jest to alkohol, dosyć szybko opróżniłem naczynie. Czułem, jak przyjemna fala ciepła rozlewa się po moim ciele, ogrzewając mnie od środka. Nareszcie od wielu dni, mogłem spokojnie odpocząć. Z kieszeni wyciągnąłem monety i podszedłem do baru aby zapłacić. Później, po namowach jak się okazało, właściciela, wróciłam na swoje miejsce, aby jeszcze chwilę móc zakosztować rozkosznego uczucia, jakim była temperatura koło ceglanego kominka. Kiedy tak siedziałem i rozmyślałem nad całym moim dniem, usłyszałem obce kroki, rozlegające się za mną. Ktoś obcy za mną stał.

<Ktoś?>
Template by...