Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rina. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 marca 2019

Od Riny do Kirana - A więc tak/Poszukując celu

Minęły już godziny odkąd się rozdzieliliśmy, nie byłam pewna czy to dobry pomysł by zostawiać Hash samą w tym lesie... No, ale cóż... Tak wybrało przeznaczenie. Szwędałam się gdzieś za lasem próbując wytropić gdzieś tego mieszańca, który uciekł z ruin nie patrząc na niebezpieczeństwo. Boże... A mogłam po prostu go zabić i by nie było problemu. Doszłam do dróżki, której jeszcze nigdy tu nie widziałam. Zaciekawiona poszłam jej śladem, aż doszłam do wniosku, że poznaje okolice. Nie wiedziałam jednak skąd ze względu, że czułam bardziej takie deja vu. Droga była jednolita, prowadziła w stronę innych ruin. Nie byłam pewna, gdzie dokładnie jestem ani dokąd zmierzam ale coś kazało mi iść ku ponurym zgliszczom. Czułam bardzo duży niepokój kiedy tylko przechodziłam przez "opuszczone miasto", które wyglądało przerażająco pomimo, że nikogo tu nie było, co było jeszcze bardziej straszne niż się spodziewałam. Pierwszy raz poczułam taki mocniejszy strach, nigdy nie sądziłam że taki niepewny niepokój zamieni się w coś bardziej niepokojącego. Czułam jak coś za mną chodzi, jednak nie wiedziałam do końca co. Chwyciłam ręką za sztylet, który miałam w pochwie i wolałam jednak mieć go blisko siebie na wypadek gdyby jednak coś mi wyskoczyło na twarz, jeszcze ten śmiech tego pieprzonego cwela w moim ciele...
Po wędrówce dopiero po chwili ujrzałam, że poznaję te miejsce, były to ruiny Calenhad ale dlaczego ich wcześniej nie poznałam? Zaczęła mnie boleć głowa przez ten stres, jednak nie przeszkodziło mi to w dalszej wyprawie. Zaraz za ruinami zauważyłam ścieżkę, która prowadziła do jakiejś krypty. Dość śmierdziało mi tutaj tym skunksem, którego poznałyśmy ze Słowikiem. Otworzyłam kryptę i postanowiłam zejść niżej. Okazało się, że właśnie dostałam się do lochów jakimś innym wejściem. Na ziemi zobaczyłam krople krwi, które należały do innej osoby, spojrzałam w górę i zauważyłam wisielca, który miał wiele cięć na całym ciele. Pokręciłam głową i ruszyłam dalej, miałam delikatną nadzieję że jednak z Kiranem wszystko dobrze. Idąc dalej wyczułam, że nie jestem tu sama... Bardzo szybko schowałam się za jakąś ścianą, z drugiej strony wyszło paru mężczyzn przebranych w dziwne stroje. Zaczęłam im się przyglądać, zauważyłam że odprawiają jakieś kurwa modły do jakiejś celi. W mgnieniu oka dostrzegłam posturę mężczyzny, był to Kiran, jednak prawie coś mi umkło... Obok Kirana była jeszcze jedna osoba, której nie mogłam dostrzec tej osoby. Jeden z gangu debili podszedł do celi z ostrym sztyletem. Wyczułam krew, która skapła z jednej ofiary z celi, olśniło mnie kiedy tylko poczułam zapach... Ta krew należała do Hasharian. Zacisnęłam pięść, że właśnie ktoś ją jak kolwiek skrzywdził... Ogarnęło mnie całe piekło, przez adrenalinę właśnie przemieniłam się w krwiożerczą bestię, która zaatakowała grupkę ludzi. Doszło do takich rękoczynów, że każde ciało rozrywałam na części, flaki jak i inne organy były porozrzucane po całym korytarzu zaś dwójka z nich straciła łby. Po ratunkowej akcji doszłam do siebie, po napadzie szału nie zauważyłam że owe debile właśnie poharatały mi ciało w bardzo ostry sposób, mój żołądek był podziurawiony przez dźgnięcia nożem a ramiona były całe pocięte. Podeszłam do pomieszczenia gdzie wisiały dwa gamonie... To był moment mojej słabości, słabości strachu że mogę stracić osobę mojego życia... Udało mi się ich ściągnąć jednak musiałam się bardzo spieszyć, nie wiadomo kiedy wróci reszta tych dzikusów a właśnie miałam dwie nieprzytomne osoby... No świetnie.
Próbowałam jakkolwiek dobudzić Kirana bo był o wiele mniej ranny niż Hasharian, cudem mi się to udało...

<Kiran?>

środa, 6 lutego 2019

Od Riny do Kirana - A więc tak/Poszukując celu

Tym razem to ja poczułam tą całą rozkosz, którą "zaproponowała" mi Hash. Czułam się o wiele lepiej kiedy tym razem Słowik nade mną dominował, od tej sytuacji z Kiranem nieco się uspokoiłam. Przez całą noc zabawa była przednia, ale już nad samym ranem moja partnerka spała jak zabita, jednak w moim przypadku było inaczej. Nie spałam od dłuższego czasu gdyż w głowie krążyła mi jakaś dziwna myśl, której nie mogłam zrozumieć. Nawet szczerze nie wiedziałam o czym myślę, miałam tylko jakiś kształt wysokiej kobiety. Kobieta była wysoka i posiadała prawie identyczny kolor włosów co ja, jednak były nieco jaśniejsze, oczy były natomiast złote a ubrana była w całkiem eleganckie i bogate ciuchy. Po dłuższym czasie tylko zastanawiało mnie to, kim jest ta kobieta i czemu tak o niej myślę? Głowę miałam w chmurach i za bardzo nie przykładałam się do tego co się właściwie teraz dzieje i co mnie otacza. Z moich myśli wyrwał mnie czyjś dotyk, który głaskał moje włosy, z wielkim uśmiechem przymknęłam oczy i tylko czułam jak Hash gładzi moją głowę. Dziewczyna uśmiechając się, wtuliła się we mnie i sama przymknęła oczy. Już chyba dawno tak bardzo nie czułam się dobrze jak w jej towarzystwie, od dłuższego czasu nie miałam uśmiechu na twarzy a teraz to wszystko się zmienia. Delikatnie się o nią oparłam i liznęłam ją w ucho, Słowika zaś przeszły przyjemne dreszcze kiedy to zrobiłam. Ogarnęłam jak mogę się odegrać
na tej niewinnej dziewczynce, wsadziłam jej język do ucha a ta od razu mnie delikatnie odepchnęła.
-Przestań Rina!- odpowiedziała łapiąc się za ucho. Słyszałam w jej głosie nieco śmiechu, widocznie taka zabawa jej się nawet podobała a ja tylko poczułam satysfakcje z własnej wredoty. Przewróciłam ją delikatnie na materac, dziewczyna się zarumieniła i sądziła, że chce na niej odwetu... Jednak prawda była nieco inna, zaczęło i się od niewinnych i delikatnych pocałunków a potem przeszłam do lizania jej po twarzy jak jakiś pies, dziewczyna nie miała szans by mnie odtrącić czy chociaż pokonać. W ciekawy sposób zaczęłam ją głaskać po brzuchu oraz ocierać się o nią własnym ciałem, dziewczynie nad wyraz się to znowu spodobało. Kontynuowałam lizanie jej po twarzy, szczerze to bawiło mnie to, że mogę się z nią trochę powredzić. Dopiero po chwili poczułam jak Hasharian odepchnęła mnie od wykonywania mojej czynności. Otrząsnęłam się i zdziwiłam dlaczego to zrobiła, dopiero po chwili dziewczyna złapała się za głowę patrząc w stronę drzwi. Moim oczom ukazał się Kiran, który patrzył na nas zdziwiony z przekrzywioną miną, myślałam że wybuchnę ze wstydu jak i gniewu... Myślałam, że rozszarpię tego gnoja i jego łeb wrzucę do rzeki, z wielkim burakiem na twarzy szybko się odwróciłam do nich plecami, myślałam że zaleje mnie jakiś sztorm. Chłopak jednak wyglądał na bardziej zdziwionego niż obrzydzonego, jednak nadal to sprawiało że mam ochotę mu wpierdolić... Hasharian też była czerwona ze wstydu... W końcu Kiran podszedł bliżej.

<Kiran?>

niedziela, 27 stycznia 2019

Od Riny do Hasharian - A więc tak/Poszukując celu

Widząc kogoś nieznajomego i jeszcze to osoba, która jest z mojego gatunku... Prawie... Chłopak wydawał się o wiele inny niż reszta samców Furii. Był o wiele spokojniejszy i mniej zadziorny, jednak jego najmniejszy ruch sprawiał, że miałam ochotę go zamordować. Prawie do tego doszło, dopóki Hasharian mnie nie odciągnęła. Czułam się jakbym miała zaraz rozpierdolić mu łeb i wyrwać flaki z żołądka, w sumie miałam małą myśl "Dlaczego to robię? Przecież on jednak może być inny", jednak mój instynkt stwierdzał, że jest to nieproszony intruz. Obserwowałam tego całego Kirana od góry do dołu by wiedzieć o nim wszystko, z niepokojem wyprostowałam się i stojąc dwa kroki za Hasharian obserwowałam każdy jego ruch. Źle wykonany krok skończyłby się jego śmiercią jeśli by tylko ją tknął... Nie spodobało mi się to, że mu na tyle ufa, nie wiadomo co mógł jej zrobić... Taki brak rozmowy nie był dla niego zbyt dobry w tym momencie, nie odzywając się tylko się pogrążał a moja nienawiść do niego wzrastała. Kiran patrzył prosto na Hasharian a ta na niego, widocznie oboje byli zdezorientowani i nie wiedzieli co do końca mają zrobić.
-Co tutaj robisz?- Zapytała Hasharian.
Kiran spojrzał na nią z większymi oczami, które po chwili wróciły do normalności a chłopak po prostu wzruszył ramionami. Hasharian westchnęła i kątem oka spojrzała na mnie czy nie zamierzam znów dostać napadu wścieklizny i zaatakować chłopaka. Miałam wyraz twarzy typu: "No co?"
Dziewczyna miała lekko poważną minę, ale nie wyglądała jakby była zła... Bardziej była zmieszana gdyż nie wiedziała jaki był powód mojej agresji, wiedziałam że muszę jej to wytłumaczyć. Już bardziej spokojna przymknęłam oczy i zaczęłam wsłuchiwać się w ich rozmowę. Hasharian wolała poznać nowego "znajomego", którego poznałyśmy.
Kiran początkowo nie był skłonny do niczego, ani do rozmów ani nawet do jakiejkolwiek odpowiedzi w podobnym stylu jak napisał na ziemi swoje imię. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że on nic prawie o sobie nie wiedział... To mnie bardziej zaniepokoiło, wydałam z siebie cichy zgrzyt zębami ze względu, że może coś nam zrobić. Hasharian postanowiła podejść bliżej chłopaka, sam Kiran podszedł bliżej i znowu zaczął powoli obwąchiwać Hasharian. W tym momencie pękła mi żyłka, nerwy mi puściły nawet nie wiem z jakich powodów... Przemieniłam się w formę wilkołaka i wydałam z siebie okropny ryk, Hasharian słysząc i widząc to aż odskoczyła tak samo jak i Kiran... Odepchnęłam chłopaka od niej, w moich oczach istniał gniew jakiego jeszcze nigdy nie doznałam... Patrzyłam wprost na Kirana, który znowu się podniósł z ziemi. Wyglądało na to, że było mu to obojętne co się właśnie stało, zaczęłam głośno dyszeć oraz drapać jedną nogą w ziemię jak rozwścieczony byk... Męski odpowiednik Furii spojrzał na mnie obojętnie...

<HASHARIAN RATUJ KIRANA>

środa, 23 stycznia 2019

(+18) Od Riny do Hasharian - A więc tak...

Nie spodziewałam się takiego skoku akcji, Hasharian pocałowała mnie na tyle namiętnie, że mi się to spodobało pomimo, że jeszcze tak na serio się nie całowałam...
Złapałam ją za biodra i odwzajemniłam namiętny pocałunek, trwał on tylko chwilę kiedy nabrała mnie dziwna myśl...
- Ja... - Odpowiedziałam zarumieniona zaś oczy Hasharian się zaszkliły... Widocznie nie spodziewała się ona takiej reakcji i myślała, że jednak mi się to nie podobało.
- To było przyjemne... - Odpowiedziałam nadal zarumieniona i z lekkim uśmiechem, Hasharian odwzajemniła uśmiech i przymknęła oczy. Na mojej twarzy pojawiła się chęć pragnienia, pragnienia właśnie tego uczucia... Udało mi się delikatnie ją przewrócić na ziemię tak aby o nic nie uderzyła, moje serce biło szybciej niż zwykle ze stresu gdyż tego nigdy nie robiłam ale zawsze jakoś wiedziałam sporo na ten temat. Powoli włożyłam rękę pod sukienkę Hasharian gdzie udało mi się dotknąć jej pięknych piersi... Były takie jędrne oraz przyjemne w dotyku, lekko je ściskałam tak by nie zabolało jej to, zauważyłam tylko że przeszły ją dreszcze. Dalej masowałam jej pierś przechodząc z jednego cycka na drugi.
Po jakimś czasie zaczęłam dobierać się do szyi gdzie zaczęłam delikatnie ją lizać przechodząc
nieco niżej. Udało mi się ściągnąć jej sukienkę bym mogła dalej wykonywać swoją pracę. Nie minęła chwila a już zaczęłam ssać jej piersi zaś ona obmacywała moje jak ja jej wcześniej, dodatkowo całując mnie po twarzy. Hasharian ściągnęła moje stare łachmany gdyż też były bardzo problemowe podczas naszych czynności, moja ręka skierowała się niżej ale chwilowo miałam ją na jej biodrach gdzie zaczęłam ją powoli głaskać a nasze ciała zaczęły się nawzajem ocierać. Hasharian wplątała swoje palce w moje włosy i zeszła z całowaniem nieco niżej, zaczęła ssać moje piersi na tyle mocno, że wydałam z siebie przyjemny i nieco bolesny jęk, zabawa zaczęła się coraz bardziej rozkręcać bo moje ręka już masowała jej pochwę a pomału zbliżałam się do dalszych osiągnięć, obie dość jęczałyśmy z przyjemności oraz rozkoszy, nie zwlekając zaczęłam pomału wsadzać swoje palce w intymną część kobiety, delikatnie masowałam a drugą ręką trzymałam jedną z piersi Hasharian, dziewczyna jęknęła mocniej i przybliżyła się do mnie w taki sposób, że zniżyła moją głowę w stronę jej pochwy. Z wielką rozkoszą zaczęłam wylizywać jej piękną część ciała a po chwili zaczęłam ją ssać. Hasharian znowu jęknęła i złapała mnie za rękę ściskając ją mocno z przyjemności. Te ssanie doprowadziło do tego, że poczułam, że moje usta są mokre... Hasharian zamoczyła!
Od ponad paru godzin uprawiałyśmy seks, który był dla mnie wielką przyjemnością, dzięki temu zapomniałam o problemach, bólu oraz o tym jebanym demonie...
Późno w nocy zakończyłyśmy naszą ciętą przygodę, która była prawdziwą rozkoszą!
Po tym wszystkim szybko zasnęłam będąc przytuloną w towarzyszkę, która również była zmęczona całym tym naszym szczęściem. Z samego rana obudziłam się wcześniej niż ona i spojrzałam na nią z uśmiechem i pocałowałam ją delikatnie w głowę. Udało mi się jakoś ubrać w moje ubrania i wstając wyprostowałam się. Nie odczuwałam już bólu oka ani nogi, wyglądało to wszystko jak dawniej kiedy byłam jeszcze w pełni zdrów. Kiedy już się ubrałam zauważyłam, że Hasharian zaczyna się budzić.
- Chyba nie za dobrze spałaś? - Zapytałam z lekkim śmiechem.

<Hasharian?? JAK PO UPOJNEJ NOCY?>

wtorek, 22 stycznia 2019

Od Riny do Hasharian - A więc tak...

Dziewczyna spojrzała na mnie pytająco, jakoś nie bardzo miałam ochotę opowiadać o moim życiu, ale ona już tyle dla mnie zrobiła więc nie zaszkodziło odpowiedzieć... W sumie to czułam się nawet miło w jej otoczeniu, zawsze gdy byłam w kręgu innych byłam niecierpliwa, agresywna i przeważnie wredna, tym razem było inaczej. -Byłam wychowywana przez przyszywanych rodziców, tak do 12 ludzkich lat. Moje dzieciństwo było w sumie podobne do twojego, ojciec zawsze faworyzował swoją kochaną córeczkę czyli moją przyszywaną siostrę, Jessicę. Matka była obojętna względem nas, ale jednak miała mnie trochę na oku, czasami bywała opiekuńcza. Często ojciec z siostrą mnie poniżali jak mogli, przez co większości czasu spędzałam sama w lasach na ziemi gdzie aktualnie mieszkałam, pewnego dnia moje oko zaczęło dziwnie nasiąkać czarną substancją, która sprawiała mi ból... To samo stało się dzisiaj z moim okiem.-Odpowiedziałam dotykając delikatnie swoje oko. Dziewczyna wsłuchiwała się dalej w moją historię. -Jak ludzie się o tym dowiedzieli wraz z rodzicami, na ulicach wioski ogarnęła panika... Wszyscy zaczęli przezywać mnie wiedźmą i chcieli nawet spalić na stosie, nie udało im się ponieważ uciekłam, tym czasem udało mi się odkryć moją historię kim jestem... I o co chodzi z okiem... Inny demon w nim siedzi...-Odpowiedziałam. Pod koniec zaczęłam tylko krótką historię o tym demonie, który się zagnieździł w moim ciele jak w nowej kamienicy... Raghnarock, czyli ten demon to jeden z Demonów Zagłady, który przeczytał księgę o Czarnej Magii przez co stał się zły, przez jeden incydent został chwilowo
pokonany jednak nie na długo... Powrócił bez sił przez co był zmuszony ugnieździć się w moim ciele by móc zregenerować swoje moce i siły.
Hasharian wysłuchała mojej historii jak ja wysłuchałam jej, nasze historie były lekka do siebie podobne, podobnie jak i z okiem... Heh...
Położyłam się na ziemi gdyż zapadał zmrok, ból w oku był już do zniesienia jednak nie wiedziałam czy dam radę zasnąć z tym wszystkim. Westchnęłam i spojrzałam na Hasharian, ona sama się położyła obok mnie jak ostatniej nocy. Od czasu kiedy się spotkałyśmy męczyło mnie jedno pytanie, które chciałam jej zadać... Byłam nieco zestresowana, jednak wzięłam się na odwagę i zapytałam wprost.
-Słuchaj... Może i znamy się już trochę lepiej, tylko.. Nurtuje mnie jedno pytanie...- Odpowiedziałam.
-Jakie?- Spojrzała na mnie pytająco.
-Dlaczego... Dlaczego tak mi pomagasz? Tak od samego początku... Ledwo mnie poznałaś i byłaś pierwsza skłonna do pomocy... To dość miłe ale... Czemu?- Zapytałam nieco zestresowana, mam nadzieję że jednak nie wzięła mojego pytania za "dziwne" lub takie, które mogłoby ją obrazić.

<Hasharian? Odpowiedz zabłąkanej owieczce xD>

czwartek, 17 stycznia 2019

Od Riny do Hasharian - A więc tak...

Hasharian zniknęła gdzieś w tłumie, mówiąc szczerze nie wiedziałam CO DOKŁADNIE miała na myśli przez zarobienie paru monet... Też byłam lekko zdziwiona, że chciała mi pomóc lub chociaż kupić mi jakieś jedzenie bym mogła żyć dalej. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, prawdopodobnie długo zajmie jej czas zbieranie pieniędzy, prawdopodobnie zejdzie to do wieczora a ja w tym czasie nie mam gdzie się podziać. Postanowiłam zagłębić się w stronę gór gdzie była jaka kolwiek zwierzyna, pomimo obaw, że zaraz jakiś kłusownik mnie namierzy jako zwykłego i przerośniętego wilka, i będzie miał ochotę przestrzelić mi łeb. Po dłuższym spacerku, w górach zaczęłam skradać się w zmienionej formie wilkołaka by upolować zwierzynę. Ku mojemu zdziwieniu, nigdzie nie było nawet jebanego węża... Poczułam się z tym wszystkim bardzo dziwnie, tak jakby wszystko zniknęło lub czas się zatrzymał. Ruszyłam dalej z myślą, że chociaż znajdę jakiegoś zająca czy królika, jednak coś innego mnie jeszcze bardziej zdziwiło niż brak jakiej kolwiek zwierzyny, mianowicie krew. Przede mną ukazała się wielka ściana w raz z paroma większymi skałami, wyglądało to jak jakaś lawina lub coś w tym rodzaju. Wokół tych skał rozprzestrzeniała się krew, flaki a nawet jedno wyrwane serca a wokół tego wszystkiego dwaj zabici żołnierze. -Co tu się stało...- Odpowiedziałam lekko zdziwiona tym wszystkim, nie odczuwałam strachu ani jakiegoś
obrzydzenia ale jednak mnie to lekko zaniepokoiło, ale warto skorzystać z okazji, z głodu zrobię wszystko... Prawie...
Podeszłam to wyrwanych organów i żywcem zaczęłam je jeść, przeważnie przypiekam cokolwiek ogniem zanim to zjem, tym razem jednak sytuacja była inna.
Pomimo zjedzenia tego wszystkiego, lekko zabrało mnie na wymioty a głód nadal nie był na tyle nasycony bym mogła normalnie funkcjonować. Usiadłam pod jedną skałą i zaczęłam gwałtownie oddychać, dopiero po chwili uspokoiłam oddech i na moment przymknęłam swoje oczy. Dopiero po godzinie się ocknęłam widząc kompletną ciemność, nie wiedziałam co dokładnie się dzieje ale znów usłyszałam jego śmiech, ten jebany chuj znów coś planował...
-ZAMKNIJ MORDĘ!- Krzyknęłam zdenerwowana, wstając złapałam za swoją poniszczoną torbę. Z niej wyciągnęłam pewien sztylet (taki który ma na profilówce). Oko, które było zakryte zaczęło mnie napierdalać jak nie wiem co, ból zawsze był nie do zniesienia i tym razem było to samo, ściągnęłam moją chustę wbrew pozorom nie mogłam otworzyć oka, zaciskając w ręce sztylet, wbiłam jego końcówkę w swoje oko, krzyk było słychać chyba w całych górach, po zadanym ciosie chwyciłam się za twarz i zacisnęłam kły z bólu trzęsąc się przy tym, na swoje oko zawiązałam z powrotem chustę po czym chwiejnym krokiem wróciłam w stronę wioski gdzie pewnie Hasharian wykonała swoją robotę i zarobiła nieco pieniędzy, usiadłam pod murkiem za wioską gdzie nikt mnie nie widział, ale miałam nadzieję że moja towarzyszka mnie znajdzie w tym miejscu, innego wyboru nie miałam... Moja chusta była całkiem zamoczona krwią i czarną mazią, które sprawiały mi dyskomfort i nadal gorzkie cierpienie, zsunęłam się lekko z dreszczami jakie zadałam sobie sama, z ledwością chowając sztylet do torby, czekając aż Hasharian wróci z jakimkolwiek łupem.

<Hasharian? Jak tam twoje zabawy z innymi?>

wtorek, 15 stycznia 2019

Od Riny do Hasharian - A więc tak...

Pomimo schronienia oraz większej ilości płomienia, który cały czas palił się, chłód nie przestawał nam dokuczać, patrząc na Hasharian sądziłam, że zimno ją dobija. Fakty jednak były takie, że dziewczyna zasnęła a ja jeszcze leżałam obok niej zaczynając pogrążać się w myślach. Pomyślałam o tym spotkaniu oraz zabitych strażnikach, kto mógł ich zabić? Jakieś stworzenie? Trudno w to uwierzyć ale bym wyczuła niebezpieczeństwo... No dobra tamtymi czasy byłam rozkojarzona przez głód i pragnienie, nie jadłam od ponad... Tego nawet nie wiem, ale od bardzo dawna. Westchnęłam cicho i udało mi się usiąść pomimo bólu nogi, która została opatrzona. O dziwo, ból był mniejszy a rana widać mniej krwawiła, ta kobieta zna się na rzeczy. Zauważając, że jedno ognisko właśnie zaczyna pomału gasnąć, dołożyłam "do pieca", mój ciemno-niebieski ogień trafił w ledwo już palące się ognisko i wielka fala płomieni podniosła się wzwyż a potem wróciło do normalnego rozmiaru. Mimo tego nadal nie mogłam zasnąć i tylko się wierciłam z moimi myślami, które czyhały mi w głowie.
Co mnie napadło?! Czułam jakby zaraz miała mi eksplodować głowa z tych wszystkich myśli, złapałam się za głowę a z moich ust poleciała ciemniejsza krew. Padając na kolana widziałam tylko mgłę oraz słyszałam dziwne śmiechy... Jego śmiechy... Gwałtownie wstałam cofając się i o mało nie straciłam przytomności, łeb mnie napierdalał jak jakby ktoś mnie podeptał z 30 razy, jednak miałam lekko świadomość, że mogę obudzić towarzyszkę, która spała obok...
Jak jej jeszcze nie obudziłam to cud, nie panowałam nad sobą a nawet poczułam jak napływa mnie chęć wymiotów, przechyliłam się do przodu po czym wielkim tryskiem rzygnęłam żółcią prosto w krzaki, żółć z domieszką krwi, no jeszcze lepiej. Pomimo braku jedzenia nadal potrafiłam zwrócić obiad, który zjadłam może z 2 miesiące temu? Pomimo zwymiotowania poczułam się trochę lepiej, poczułam się o wiele bardziej osłabiona niż wcześniej... trzymałam się drzewa, które było obok ze względu, że czułam jak zaraz jebnę koziołka lub kopnę w jebany kalendarz... Po paru minutach uspokoiłam się jednak bardzo ciężko oddychając, czułam jakby zaraz mi miały pęknąć kości a serce wybuchnąć... I te pieczenie w środku... On znowu chce mnie doprowadzić do śmierci lub po prostu się mną bawi.
Udało mi się w końcu usiąść przyglądając się moim kolorowym wymiocinom (życzę wszystkim smacznego xD), po chwili ogarnęłam, że obudziłam śpiącą królewnę.
-Ughh... Wybacz jeśli cię obudziłam...- Odpowiedziałam i sama się położyłam, dziewczyna patrzyła na mnie wzrokiem pytającym... Próbowałam się wytłumaczyć, że to tylko niestrawność i tym podobne rzeczy, nie wyglądało na to by mi jakkolwiek uwierzyła ale no.. Obie po dłuższej rozmowie poszłyśmy spać aż do wczesnego ranka gdy owa dziewczyna zaczęła mnie z jakiegoś powodu budzić...

<Hasharian! DLACZEGO BUDZISZ DRUGĄ ŚPIĄCĄ KRÓLEWNĘ?>

Od Riny do Hasharian - A więc tak...

Strzepnęłam z siebie część kurzu, która latała w powietrzu wtedy jak elfica wybiegła szybciej ciągnąc mnie przy tym za rękę, nie wiedząc że mam nadal poranioną nogę. Nie byłam pewna czego się tak wystraszyła ani przed kim uciekała, nie zauważyłam też tych wszystkich ciał... To dość dziwne... Być może byłam taka zmęczona i nie zdałam sobie sprawy z tej całej sytuacji?
Wbiegłyśmy obie do lasu ciężko oddychając, byłyśmy cholernie zmęczone ucieczką przed strażnikami, po chwili złapania oddechu przedstawiłyśmy się sobie, ja zaś skrzyżowałam ręce i spojrzałam na elfice, wyglądała na lekko przygnębioną.
-Tak więc... może chociaż ty wiesz jak wyjść z tego lasu?- zapytała patrząc na mnie, rozglądnęłam się po gęstym lesie, który nas otaczał i spostrzegłam przyjemniejszą dla oka część lasu.
-Hmmm...- Odparłam z myślą zmiany w wilkołaka, przez przemianę moje mięśnie się powiększyły a na ciele pojawiła się brązowa sierść z domieszką "złotej".
Dziewczyna cofnęła się o dwa kroki gdyż zabrakło miejsca w którym stała kiedy doszło do mojej zmiany, otrzepałam trochę głową patrząc nadal w tamtejszą stronie lasu.
-Tedy...- Rzekłam ruszając nadal powolnym, dziewczyna spojrzała na mnie pytająco.
-Jesteś pewna?- Zapytała.
-Innego wyboru nie mamy...- Odpowiedziałam, idąc ku kierunkowi.
Przez dłuższy czas nie rozmawiałyśmy, cisza po prostu była tak głośna, że nie dało jej się słuchać. Odkaszlnęłam prostując się i patrząc na Hasharian.
-Pójdziemy na wschód.- Podałam sugestię.
-Nie możemy tam iść, na wschodzie są góry gdzie jest pełno polowań a kłusownicy od razu zawiadomią strażników, którzy nas gonili. To jest zły pomysł.- Odpowiedziała dziewczyna, mimo że trudno było mi przyznać jej racje, kiwnęłam głową na zrozumienie.
-Nie wiem jak to z drogą na północ, jest gęstsza ale krótsza, oraz damy radę się wydostać z tego pieprzonego lasu... Jednak uwaga na krzewy.- Odpowiedziałam po czym zmieniłam się w cielesną formę by mieć mniej obdarte ciało przez różne rośliny, które były tak gęste jak mgła. Nie obyło się bez moich wrzasków typu "KURWA!" "JA PIERDOLĘ!" ze względu na kłujące krzaki, jednak moja towarzyszka miała lekki ubaw z mojego cierpienia... No pięknie.
Po krótszej wędrówce w końcu wyszłyśmy z pierdolonych gówien, nienawidzę chodzić przez krzewy a zwłaszcza tych, których końca nie widać. Widać było, że jednak Harashian nie była zadowolona z tej całej wędrówki pomimo wcześniejszego podśmiechiwania. Wyprostowałam obolałe kości spoglądając na dziewczynę, która właśnie sprawdzała swój łuk po czym wzrok skierowała na mnie, dopiero teraz ogarnęła, że coś jest nie tak z moją nogą.
-Kto ci to zrobił?- Zapytała ciekawa.
Spojrzałam na nogę, która była owinięta starym bandażem i z nieco przeciekającą krwią.
-Gryfy... Wampiry... Wszystko na raz...- Odpowiedziałam patrząc na ranę.
Akurat po tej krótkiej rozmowie ogarnęłam, że znam te tereny, niedaleko znajdywały się te ruiny w których akurat się ukrywałam, jednak nie do końca pamiętałam drogę do "domu".
-Niedaleko znajdują się pewne ruiny, tam się ukrywam od wczoraj... Może wiesz coś na ich temat?- Zapytałam

<Hasharian? Odpowiedz na bardzo trudne pytanie Riny!>

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Od Riny do Hasharian - A więc tak...

Już mijały długie dni odkąd wędrowałam z lasu do lasu by tylko odnaleźć jakieś chwilowe miejsce do zamieszkania. Wszędzie wiał zimny wiatr, a nawet moja sierść nie dała rady mi pomóc uchronić się przed zimnem. Wędrówki między wymiarami były bardzo nieprzyjemne tudzież bolesne jak i czasem krwawe... W jednym z nich byłam goniona przez stado rozwścieczonych wampirów, które tylko na mój widok zaczęły szarżować niczym konie. Dzisiaj było podobnie, stado zajebanych gryfów uszkodziło mi nogę kiedy próbowałam się dostać na jedną z wyższych gór... Do tej pory kuleję nie mogąc znaleźć własnego miejsca. Niestety, taki jest mój los. Po całym tym dniu ledwo widziałam na oczy... W sumie oko, bo drugiego kurwa nie mam! Nie ważne... Musiałam chwile odpocząć by na następny dzień mieć jakiekolwiek siły na polowanie, od paru dni nic nie jadłam pomimo bycia tym kurewskim demonem. Po dalszej podróży zaszłam na jakieś wzgórze z którego zaczęłam się rozglądać. Ledwo widząc na oczy dostrzegłam jakąś wieżę, która była schowana za mgłą, która była tak gęsta jak zupa. Pokręciłam głową i zsunęłam się ze wzgórza a potem ruszyłam w kierunku wieży, którą było ledwo widać. Po krótkim spacerze, zauważyłam, nie tylko wieżę, a wielkie oraz zniszczone królestwo, które było opuszczone... Skąd to wiem? Bo kurwa mam zajebisty węch! Od razu bym wyczuła intruza, który już by siedział w tych zgliszczach. Niezwłocznym, ale i wolnym krokiem ruszyłam dalej, by móc znaleźć jakiekolwiek schronienie albo chociaż odpocząć na jedną noc. Wchodząc na te tereny zaczęłam się rozglądać za jakąś kryjówką, po chwili zauważyłam kraty w ziemi, które mnie zaciekawiły. Podeszłam do nich widząc, że jest to przejście prawdopodobnie do lochów lub jakichś piwnic... Przemieniając się w bezlitosną bestię, chwyciłam za kraty i zaczęłam szarpać jak najmocniej potrafiłam, zgrzyt krat był na tyle
głośny, że aż było słychać w całych ruinach ich pękniecie. Odstawiłam kraty na bok i spojrzałam do środka, zobaczyłam schody na dół, więc postanowiłam iść tymi schodami by znaleźć miejsce dla siebie. Kiedy miałam już schodzić, spojrzałam na kraty które zostały wyrwane i podnosząc je zakryłam owe wejście by nikt nieproszony nie zauważył, że coś jednak się tu stało i zacząłby mnie szukać. Razem ze swoją torbą poszłam schodami w dół, nie byłam zdziwiona bo droga była dość dłuższa niż inne drogi do lochów... Jednak byłam blisko, miejsce nie było lochami lecz bardzo dużą piwnicą, która posiadała wiele korytarzy, istny labirynt...
Po krótkiej wędrówce zobaczyłam, że są jakieś lekko uchylone drzwi, podchodząc do nich zauważyłam większe pomieszczenie ze starymi półkami i... Materacem? Prawdopodobnie ktoś tu kiedyś przebywał, może jakiś alchemik coś tworzył i przechowywał różne rzeczy... Rzuciłam torbę na ziemię i od razu jebłam w materac swoim ciałem, od dłuższego czasu tak szybko nie zasypiałam, nawet do końca nie zwiedziłam tych ruin a już poczułam, że zasypiam. Spałam dość długo, bo następnego dnia wybiło południe... No cóż, przynajmniej się nieco wyspałam. Wstałam lekko obolała przez moją zakrwawioną nogę, na której ledwo stałam jak i chodziłam, to była dość mocna męczarnia. Nadal jednak nie miałam na tyle siły by ruszyć na polowanie i w końcu pożreć jakieś durne zwierzę i przespać dalsze dni by tylko móc wypocząć i być w pełni sprawna. Wstałam obolała przy czym wpadłam na pomysł, że nie muszę się jednak tak wysilać i mogę spróbować stworzyć własne pułapki na chociaż jakieś mniejsze zwierzęta, byłoby o wiele łatwiej jednak wymagało by to cierpliwości oraz czasu... Kuśtykając ruszyłam do wyjścia a potem w stronę najbliższego lasu lub chociaż jakiejś polany gdzie mogłabym znaleźć odpowiednie materiały na zbudowanie nawet najmniejszej pułapki! Po paru godzinnym konaniu w końcu doszłam do
rzeki... Rzeki... RZEKI?! Nie mogłam uwierzyć, że w końcu znajdę chociaż trochę jakiegokolwiek posiłku... Mianowicie woda to dla mnie zbawienie, szybszym krokiem (lecz nadal kuśtykając) podeszłam do niej i zaczęłam pić, pragnienie wreszcie zgasło ale głód nadal pozostawał. Już prawie kończyłam popijać wodę z rzeki, nie zdając sobie sprawy, że właśnie ktoś mnie obserwował... Nie byłam czujna, dopiero po chwili dotarło do mnie, że muszę wykonać unik. Odskoczyłam, cofając się lekko zdyszana, spojrzałam na przedmiot który mnie właśnie miał zaatakować... Była to strzała, za drugim razem spojrzałam w stronę napastnika, a raczej napastniczki... która trzymała w ręku łuk.

<Hasharian oddaje ci głos XD>
Template by...