Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piękne zachody słońca.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piękne zachody słońca.... Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 marca 2019

Od Isariona do Miry - Piękne zachody słońca/Całkiem inny dzień

Nie sądziłem, że poczuję takie bolesne odczucie na swoim ciele, początkowo sądziłem że może mi coś dolegać gorszego ale nie byłem pewien co. Po "akcji ratunkowej" podeszła do mnie Mira, zaczęła mówić coś o rozdzieleniu się ale nie za bardzo jej słuchałem, bardzo bolał mnie żołądek razem ze skrzydłem, które zostało trafione przez tamtego strażnika. W pewnym momencie właśnie usłyszałem coś, czego nigdy w życiu nie usłyszałem, kobiecy głos który był spokojny i łagodny jak powiew wiatru na plaży... "Idź", to rzekła kobieca mowa, po tym słowie wszystko nagle wróciło do normy. Dotarły do mnie słowa Miry dopiero po chwili gdy moja męka się zakończyła, odpowiedziałem na jej pytanie, które brzmiało "Wszystko okej?" kiwając tylko głową, że nic mi nie jest. Dziewczyny widocznie bardzo spieszyły się ku swojemu przeznaczeniu, ja zaś tylko wzruszyłem ramionami i ruszyłem w swoją stronę, dziewczyna zdziwiła się moim zachowaniem kiedy tak bez namysłu odszedłem. Nie wiedziałem co się akurat ze mną dzieje, poczułem coś nowego czego nigdy w życiu nie czułem. Przez moje ciało przechodziło ciepło, które było bardzo przyjemne a jednocześnie uspokajające. Przystanąłem na chwile pod jakimś drzewem i zsunąłem się na ziemię opierając się o wielką roślinę. Przymknąłem oczy i zacząłem nasłuchiwać ćwierkanie ptaków, szelest liści a także biegające zwierzęta gdzieś w dali. Nie minęło dużo czasu, ale to co stało się potem znów mnie zaskoczyło... Kolejny kobiecy głos, tym razem chłodniejszy. Przemówił: "Idź, podążaj, nie zostawiaj". Mój zmysł zaczął szaleć, wystraszyłem się tego na tyle, że gwałtownie się przewróciłem na ziemię. Oczy miałem całkowicie otwarte a skrzydła rozprostowane, oddech był bardzo niespokojny a moje ciało drżało. Co się ze mną działo?!
To było tak nieprzyjemne uczucie, że czułem jakby coś zżerało mnie od środka a jednocześnie chciało mi coś powiedzieć. Wstałem gwałtownie i aż odskoczyłem od drzewa, przez mój nagły ruch wszystko wróciło do normy. Nie wytrzymałem już tego i zacząłem biec przed siebie, mając nadzieję że to wszystko jest tylko schizą, która powinna zaraz minąć... Taką miałem przynajmniej nadzieję...
Dopiero po dotarciu do jakiegoś lasu, którego nigdy nie widziałem, wszystko się uspokoiło. Byłem zdyszany oraz strasznie wyczerpany po tak długiej wędrówce, która odbyła się długim maratonem. Złapałem się pobliskiego drzewa i w końcu mogłem nieco odetchnąć od tego co mnie spotkało, co gorsza nie wiedziałem co się właściwie stało tego czasu. Nie obchodziło mnie dopóki nie uświadomiłem sobie, że odczułem znajomy zapach dochodzący właśne z tego lasu... Czy to właśnie nie ten las o którym mówiła Mira? Zdziwił mnie ten bardzo mocny przypadek, rozejrzałem się i zauważyłem ludzkie ślady, które prowadziły w głąb lasu. Niby powinienem zostawić te dziewczyny, ale jednak coś mi nie dało spokoju... Nie chciałem ich jakoś zostawić, więc po prostu ruszyłem za ich tropem.

<Mira??>

wtorek, 12 lutego 2019

Od Miry do Isariona - Piękne zachody słońca/Całkiem inny dzień

Gdy wyciągnęłam strzałę z tego skrzydła, myślałam, że zwymiotuję. Ale jemu potrzebna była pomoc, także starałam się, aby moje myśli krążyły wokół wszystkiego innego, byleby nie na tym, co teraz robię. Tenge opatrzyła przebite skrzydło, po czym obie nas przedstawiła nowo poznanemu. Po chwili ciszy, przez którą słychać było tylko szumy liści i hałasy ptaków z oddali, Tenge odwróciła się bardziej w moją stronę.
- Czyli tu też mieli zwiadowców z gildii... - powiedziała nieco zdenerwowana. Nie dziwię się jej, też mnie już zaczęły denerwować te ataki.- Ale ci nie mogą być z tej samej grupy, skoro jak widać od razu zabili nawet innych ludzi.- wskazała głową na ciała leżące w oddali. Reii w tym czasie przyleciała i gdy usadowiła się na ramieniu Tenge, zrobiła sobie pelerynkę z włosów przyjaciółki. Ja nadal nie mogłam się ogarnąć po zaistniałej sytuacji, więc nawet zapomniałam podziękować krukowi za ocalenie nam życia. Nawet zapomniałam o tym, że zgłodniałam, a to już była na prawdę niecodzienna sytuacja, że zapomniałam o drugiej najważniejszej rzeczy w życiu.
- Ej, ale może się stąd lepiej zmywajmy... Zanim ten gościu powstanie...- wskazałam kciukiem na tego, który chwilę temu ustrzelił Isariona.
- Hmm... Czekaj chwilę, rzucę tylko szybko okiem na jego naramiennik, na pewno ma tam znak (...)- reszty nie zrozumiałam, bo Tenge już pognała w stronę gościa, kóry jeszcze przed chwilą miał zamiar nas pozabijać. Ja zmarszczyłam tylko brwi, no i pot mnie znowu oblał. Chwilę poczekałam, no bo nie będę się kurde odwracać plecami, jakby coś się miało stać. Gorzej, jakby nas od tylca zaatakowali, to już by było pozamiatane...  Na myśl o tym włosy stanęły mi dęba. No i w końcu mój żołądek przypomninał o swoim istnieniu donośnie wołając o pomstę do kucharza, na co się tylko skrzywiłam. Gdy ujrzałam, jak Tenge już wraca, podeszłam do Isariona, który zamyślony w swoim wymiarze siedział parę metrów dalej. Dziwiłam się, że jeszcze nie odszedł gdzieś do siebie, albo coś w tym stylu. Ale wygądał na zestresowanego, bo siedział zgięty w pół, jakby bolał go jeszcze brzuch. Może też zgłodniał od tego wszystkiego? A może się zgubił i go przy okazji próbowali upolować? Ogólnie to jestem dosyć słaba w odgadywaniu ras, ale u niego to już chyba odrzuciłam połowę dla mnie znanych możliwości rasowych, ale to nie ważne.
- Hej, Isarion, słuchaj, ty sobie poradzisz z powrotem do domu?- podrapałam się po szyi, chyba uchwyciła się mnie jakaś cholerna pchła. Przykucnęłam przy plecaku, by zawiązać supeł. - Bo wiesz, stąd to wypadałoby się już oddalać moim zdaniem. Ja i Tenge idziemy w stronę lasu Duhaki, ale tak czy siak się chyba po drodze zatrzymamy, bo jestem już tak cholernie głodna... -w tym momencie już połowicznie zwróciłam się do Tenge, która dołączyła do naszego kółeczka naradzeniowego. Tak szczerze, to miałam cichą nadzieję, że chociaż ona ma coś przy sobie do wszamania, albo chociaż zna miejsce, gdzie jakiś przystojny piekarz... znaczy się, miejsce, gdzie można zjeść jakieś normalne jedzenie. - ...Tak w ogóle, to wszystko w porządku? - zwróciłam się tutaj znowu do Isariona, no bo powiedzmy sobie szczerze- nie wyglądał najlepiej, ale to najprawdopodobniej przez to jego biedne skrzydełko... Chyba mi ślinka cieknie na myśl o skrzydełkach z kurczaka.

<Isarion?>

wtorek, 5 lutego 2019

Od Isariona do Miry - Piękne zachody słońca/Całkiem inny dzień

Skrzydło krwawiło coraz bardziej, z bólem było podobnie. Po tej całej akcji próbowałem wyrwać strzałę, ale szczerze to miałem lekkiego pietra... Nigdy nie było sytuacji bym był ranny i nie potrafił sobie sam pomóc, niższa dziewczyna spojrzała na mnie i od razu ściągnęła ze swoich pleców nie całkiem duży plecak. Wyciągnęła z niego kawałek materiału i bandaż, podeszła do mnie i kazała rozprostować skrzydło, z dużym bólem wykonałem jej polecenie a dziewczyna powolnym krokiem podeszła do strzały, która była wbita dość głęboko. -To zaboli...- powiedziała ostrzegająco, na chwilę przymknąłem oczy i zacisnąłem zęby. Dziewczyna prawdopodobnie powtórzyła czynność po mnie, widocznie obrzydzał ją widok krwi. Po chwili wahania, pociągnęła za strzałę a ja z wielkim wrzaskiem ugryzłem się w rękę, druga dziewczyna zaś przytkała moją ranę bandażami i opatrunkami. Po czystych opatrunkach już nie czułem tak bólu jak wcześniej. Schowałem delikatnie skrzydło i sprawdziłem czy wszystko się trzyma. Byłem lekko zdziwiony zachowaniem tych osób, co one tu robiły?
-Jestem Tenge, a to Mira- odpowiedziała ta pewniejsza a druga tylko pomachała w moją stronę.
Nic nie odpowiedziałem, ale przytaknąłem głową, że zrozumiałem wszystko. Dziewczyny były dość niespokojne i zastanawiały się co dalej robić, ja sam nie wiedziałem i po prostu spojrzałem w niebo, i zacząłem nasłuchiwać ptaki oraz wyczuwać ciepłe powietrze. Zauważyłem, że nowe poznane osóbki zaczęły głębszą rozmowę, nie chcąc im przeszkadzać po prostu oddaliłem się parę kroków i usiadłem na pieńku. Obok mnie leżała ta sama strzała, którą mnie postrzelono, widocznie Mira (czyli tak która mu wyciągała tą strzałę), ją tutaj porzuciła. Podniosłem ją i zacząłem się przypatrywać, całkiem zaciekawił mnie kolor mojej krwi, była bardziej fioletowa niż czerwona a w posmaku była słodka. Westchnąłem i zacząłem się bawić tą strzałą jak jakieś małe dziecko, dopiero po przypadkowym obróceniu strzały zauważyłem dziwny symbol wyryty jej końcówce... Przypominało to dziwny krąg. Zainteresowałem się tym aż do momentu kiedy ogarnął mnie dziwny strach, tak jakbym już ten symbol gdzieś widział. Szybkim ruchem wyrzuciłem daleko tę strzałę a mój oddech nie potrafił się uspokoić, poczułem nieprzyjemne pieczenie w sercu. Nie wiedziałem co do końca się dzieje, bo nigdy takiego czegoś nie miałem i z tego powodu zacząłem się coraz bardziej stresować. Poznałem świat nie taki jaki trzeba...
Lekko się zgiąłem z bólu by próbować się choć trochę uspokoić, do czasu aż usłyszałem głos miry.

<Mira?>

piątek, 1 lutego 2019

Od Miry do Isariona - Piękne zachody słońca/Całkiem inny dzień

Uspokoiłam się trochę po tym, jak ogólne emocje z zaistniałej przed chwilą sytuacji nieco opadły. Podziwiam, że Tenge miała tyle sił, żeby spokojnie zapytać o imię. Mimo, że nawet uciekł ode mnie częściowy strach spowodowany nietypowym zdarzeniem, to nadal czułam, jak moje serce szaleńczo próbuje się wydostać na zewnątrz. Ale to było przez kogoś innego, nie przez Tenge ani tego Isariona.
Nagle nowo poznany mężczyzna niczym grom z jasnego nieba stworzył obok mnie parawan ze swojego skrzydła. W pierwszych milisekundach myślałam, że boi się, żeby mnie słońce nie przypiekło. Jednak już po niecałej sekundzie miałam przed nosem kawałek ostrej, gigantycznej strzały. Zdołałam się tylko podnieść i odsunąć, ja myślałam, że tutaj na zawał padnę, a moje serce to chyba jeszcze większych palpitacji dostało. Mimo, że wpadłam w popłoch, to dotarło do mnie, że Isarion ma zranione skrzydło...
Znienacka uczucie strachu zostało wykopane w kosmos przez poczucie złości. A, jednak nie, strach jednak chyba uczepił się aorty. W każdym razie wstałam. Mimo tego, że trzęsły mi się nogi, to zadzierając nos, górna warga drgała pod wpływem innych emocji, które przed chwilą zmieszały się ze sobą, tworząc gigantyczną, świecącą kulę, niczym ta na potańcówkach. Zauważyłam, że ten gościu, który trafił Isariona, ma podobny znak na chroniącej go odzieży, jak tamten, przed którym uciekałyśmy razem z Tenge jeszcze w wiosce. Nie było czasu na oglądanie sobie ubrań innych zebranych, ponieważ teraz już cała trójka przygotowywała się, aby ponownie zaatakować.
Gwałtownie zerwałam kawałek kłującego, sztywnego krzaku... No, może nie aż tak gwałtownie, po prostu starałam się złapać za miejsce przy ziemi, bo tam widziałam najmniej kolcy. Widziałam kątem oka, jak Tenge w pośpiechu coś szepce do Reii, a ja zebraną wiązkę włożyłam już w tym momencie wąsaty pysk.
Naraz ujrzałam, że jeden z facetów, którzy stali naprzeciwko nas, zdezorientowany spojrzał na stado kruków, które zaskakująco szybko się zleciało i całą rzeszą rzuciło się jak jeden mąż w stronę uzbrojonych chłopów. Dwóch z nich patrzyło z niedowierzaniem, co się dzieje, lecz jeden bez wzruszenia już mierzył w naszą stronę. W centkowanym futrze podbiegłam w mig do deikwenta, podskoczyłam, i w czasie lotu dałam mu po oczach garścią nadzianych przez kolce patyków. Nie zamierzałam go za bardzo zranić, ale niestety mi to nie wyszło, ponieważ kilka patyków zatrzymało się w jego twarzy, bo poczułam, że z lekkim szarpnięciem wyleciały mi z zębów. Pierwszy raz w całym życiu zdobyłam się na atak z tak bliska, ale nie miałam czasu szukać jakichś kamieni albo czegokolwiek, abym mogła w niego rzucić. W tym czasie bez problemu mógłby nas wszystkich trafić, a później już wolę nie myśleć, co by się mogło stać z całą naszą trójką.
Zahamowałam, by się odwrócić, po czym ujrzałam przed sobą rozstępujące się morze ptaków czarnych jak smoła, które zasypywały swoimi pędzącymi ciałami dwóch pozostałych facetów, którzy odchylając się do tyłu, w panice próbowali się odgarnąć od atakujących ich kruków. Gdy obok odbywała się bitwa, ujrzałam, że zaatakowany przeze mnie mężczyzna odzyskał równowagę i ze stęknięciem wyjął kolce, które jeszcze przed chwilą utknęły w jego twarzy. Przymykając oko, z którego lała się krew, wziął w ręce szablę i natychmiast rzucił się w moją stronę. Ze strachu wydałam z siebie ćwierk i ledwo uciekłam od chwiejnego ataku. Zatoczyłam koło, tworząc przy tym niewielką zasłonę dymną, po czym przyspieszając, skoczyłam na plecy faceta. Na szczęście ziemia na którą upadł głową nie była miękka, więc na chwilę powinien się nie podnieść.  Z tego całego zamieszania, niechcący skoczyłam jeszcze na jego głowę, po czym jak najprędzej udałam się spowrotem do przyjaciółki i nowo poznanego Isariona.
Tamtych facetów przeganiali przyjaciele Tenge i Reii, dzięki czemu spadł mi kamień z serca. Nawet po odmianie spowrotem w człowieka czułam, że mam zwiotczałe kończyny, bo jeszcze nie do końca docierało do mnie to, co się właśnie stało. Jednak teraz niemalże cała moja uwaga spadła na cierpiącego faceta, który jeszcze przed chwilą uratował mój mózg przed przebiciem, a teraz jego biedne skrzydło było zranione. Nie wiedziałam zupełnie, co robić z tą raną, spoglądałam to na Isariona, to na Tenge.

<Isarion?>

czwartek, 31 stycznia 2019

Od Isariona do Miry - Piękne zachody słońca/Całkiem inny dzień

Śmierć tego strażnika nie była dla mnie czymś nowym ani starym. Czułem się jakoś obojętnie względem jego śmierci, pomimo że tak na serio to była moja pierwsza ofiara...
Spojrzałem nijako na zwłoki tej osoby i zacząłem rozmyślać. Westchnąłem gdy nagle usłyszałem kobiecy głos, podniosłem ze zdziwienia jedną brew i spojrzałem w stronę dźwięku. Zauważyłem dwie dziewczyny, jedną oblał pot a druga patrzyła zdziwiona. Sam spojrzałem nieco zakłopotany, po dłuższej chwili podszedłem do miejsca gdzie obie siedziały.
Jedna z nich w szybkim tempie odsunęła się a druga gwałtownie wstała osłaniając tą drugą. Patrzyłem z dużą ciekawością w ich stronę, dziewczyny jednak nie były zachwycone moją obecnością.
-KIM TY JESTEŚ?!- krzyknęła jedna z nich dość wystraszona, nic nie odpowiedziałem a nadal obserwowałem ich reakcje. Druga się bardziej zdenerwowała i zrobiła 2 kroki w moją stronę przez co ja się cofnąłem.
-NIE SŁYSZAŁEŚ?!- Krzyknęła druga, nie miałem pojęcia co nawet powiedzieć. Poprawiłem swój jedyny ubiór i rozprostowałem delikatnie skrzydła. Dziewczyny coraz bardziej się denerwowały, jedna ze strachu a druga prawdopodobnie z mojego zachowania. Nie byłem pewny co mam dokładnie odpowiedzieć, czym jestem, jak mam na imię czy skąd jestem...
Schowałem swoje skrzydła i spojrzałem na dziewczynę co była przede mną, ponownie zapytała.
-Kim jesteś?- tym razem jej głos się uspokoił, poczułem się jakby pewniej względem spokojniejszego pytania.
-I s a r i o n- odpowiedziałem jakoś tak literując swoje imię, szczerze nawet nie wiem dlaczego to zrobiłem... Poczułem się dość inaczej względem obu dziewczyn. Obie nieco się uspokoiły ale nie do końca, ta co się skrywała za tą drugą dziewczyną wciąż patrzyła na mnie jak na mordercę, którym... w sumie zresztą byłem. Nie czułem się jakoś z tym źle, ale to wszystko było dla mnie czymś nowym niż całe te "stare" życie. Zrobiłem się dość niespokojny, pomimo że nie było tego po mnie widać... Wyczułem, że parę kroków od nas są jeszcze 3 żołnierze, jeden wycelował kuszą w stronę przestraszonej dziewczyny. Gwałtownym i szybkim ruchem ochroniłem jej ciało skrzydłem w które wbiła się wielka i ostra strzała. Syknąłem z bólu i warknąłem w stronę strażników, spojrzałem na nich z agresywną miną, druga dziewczyna stanęła obok mnie kiedy zauważyła obce osoby w jej otoczeniu, zaś tamta którą osłoniłem w końcu wstała z pozycji siedzącej i cofnęła się do tyłu.
Warknąłem dość agresywnie w stronę strażników, którzy celowali w nas kuszami... Byłem gotowy na wszystko


<Mira??>

Od Miry do Isariona - Piękne zachody słońca/ Całkiem inny dzień

Wystraszone ptaki okazały się być tylko fałszywym alarmem. Uff... całe szczęście. Jednak ta ulgowa sielanka nie trwała długo. Bowiem chwilę po tym po całym lesie rozległ się krzyk. Później za nim kolejne, które usłyszałyśmy razem z Tenge. Serce zabiło mi szybciej, bo te dźwięki były przerażające, jakby ktoś obdzierał kogoś ze skóry. Przyjaciółka oczywiście ani chwili nie czekała, tylko natychmiast ruszyła w stronę krzyków, co spowodowao, że serce podskoczyło mi do gardła.
- Tenge!?! Czyś ty zwariowała?!??! - złapałam się za głowę patrząc przerażona, jak znika za jednym z drzew. Spanikowałam, bo krzyki rozchodziły się echem po całym lesie. Nie wiem, czy potrzebowała jakichś informacji o krzykach, które rozlegały się na terenie tego lasu, czy o co chodzi... Rozglądnęłam się jak najszybciej wokoło, szukając jakiejkolwiek kryjówki, ale do kitu to było, bo za chiny nie znam tego terenu, a wszędzie dookoła drzewa. Drzewa w lesie, no kto by się spodziewał.
-Japiernicze japiernicze japiernicze- powtarzałam szeptem, gdy dogoniłam Tenge. Ta po chwili skryła się za kłującym krzaczorem, po czym pociągnęła mnie za sobą w dół. Po krzykach nie było śladu. Ja natomiast patrzyłam wielkimi oczami na towarzyszkę, a po chwili gały rozszerzyły mi się jeszcze bardziej, gdy popatrzyłam w tę samą stronę, co ona.
Otórz jakiś facet, który był nieco podobny do jednego ze strażników, którzy w nas strzelali, stał i wykrzykiwał jakieś słowa. Nie dość, że były przeplatane obelgami, to jeszcze były skierowane w stronę jakiegoś człowieka, który spokojnie sobie stał na czubku pagórka. Zobaczyłam, że ten zdenerwowany gościu własnie upuszcza jakąś ciężką broń, która cała była pokryta czerwoną mazią. Ostrym końcem wylądowała w brzuchu jakiegoś martwego człowieka, który leżał w nienaturalnie wygiętej pozie. Ktoś mógby to uznać za idealny przykład figury serpentinata, ale mnie się od tego zachciało tylko wymiotować. Już wolałam na to nawet nie patrzeć, mimo, że tak bardzo mimowolnie ciągło mi do tego wzrok.
Przez chwilę też przyglądałam się postaci stojącej przed zabójcą. To definitywnie nie był człowiek, miał przecież skrzydła jak jakiś gigantyczny nietoperz... No i jakąś podartą spódnicę... Kurde, szkoda, że zgubiłam tamte spodnie, bo może bym mu podrzuciła, żeby sobie zabrał na zmianę...
Jako, że słońce lekko już chyliło się ku zachodowi, to cała panująca sceneria nabrała bardziej masakrycznego wyglądu. Włosy przeciwników powiewały na wietrze, no i ta szata, a ja po prostu modliłam się w myślach, żeby nas nie zauważyli. Miałam jednak ochotę zabrać sobie kukurydzę i oglądać całe to przedstawienie... gdyby odbywało się w teatrze. Mężczyzna pochwycił kuszę w dłonie, po czym bez ostrzeżenia wystrzelił strzałę w stronę tego skrzydlastego w majestatycznej kiecce.
Nagle, ja z pokerową twarzą, Tenge ze zdziwioną miną, byyśmy świadkami, jak skrzydlasty nie dość, że się teleportnął i uniknął strzały, to jeszcze chyba zabił tego, który jego chciał zabić... Ej, właściwie, to nie mam zielonego pojęcia, co tu się odpączkowało, ale natychmiast złapałam Tenge za ramię i zaczęłam nią potrząsać.
- Ej chodźmy Tenge błagam Cię, jasny gwint, jak on nas zauważy, omatko, ej błagam cie...- szeptałam do przyjaciółki w tempie, którego żaden raper by się nie powstydził.
-  Przecież dla... - towarzyszka chciała coś powiedzieć, ale odjęło jej mowę odjęło mowę, z resztą mnie też, i mnie aż ciary przeszły. Nieznajomy, przed którym właśnie padł ten facet, który próbował go zabić, odwrócił głowę w naszą stronę.
"W MORDE JEŻA ON NAS ZABIJE. ON. NAS. ZABIJE."- zsunęłam się niżej za kszak, niczym spocony ninja. "Tenge, dziękuję ci za te godziny przyjaźni..." -w myślach panikowałam i spisywałam już testament.
-Ała!- wydobyłam z siebie szeptany okrzyk bólu, ponieważ ukłułam się kolcem w zadek.

<Isarion?>

piątek, 25 stycznia 2019

Od Miry do Tenge - Piękne zachody słońca

Nie przewidziałam, że podczas, gdy się tak nagle zatrzymam, Tenge może polecieć dalej... W końcu jeśli dla mnie coś wygląda na spokojne lądowanie, to niekoniecznie może oznaczać to samo dla pasażera. Przemieniłam się niezwłocznie w moją ludzką formę i już chciałam ją przeprosić, jednak widząc jej zdenerwowanie na twarzy po tym, jak masowała swój obolały tyłek, przełknęłam głośno ślinę i podniosłam brwi, uśmiechając się przepraszająco. Po chwili już dostałam serdecznego przytulasa od towarzyszki. Ulżyło mi, że nie dostanę kolejny raz, od kolejnej osoby z liścia. Przyznałam jej rację, że to nie było przemyślane, bo to W OGÓLE nie było przemyślane. No, poza masakrycznie szybkim "zaplanowaniem" od czego po drodze się odepchnąć.
Uspokajając jeszcze serce, któremu najwyraźniej już nie starczało miejsca na szaleństwa po tej wcześniejszej sytuacji, pozwoliłam prowadzić całe swoje ciało w biegu za przyjaciółką. Cieszyłam się, że Tenge jest tak wyrozumiałą osobą. Mimo towarzyszącego jeszcze lekkiego stresu, na twarzy miałam uśmiech. No bo jak ktoś się cieszy, albo śmieje, to jak tu się nie uśmiechać.
O lesie Duhaki dosyć dużo słyszałam, jednak gdy miałam okazję już w nim być, to nie przebywałam tam zbyt długo. Bardzo chętnie bym go znów odwiedziła. Nagle usłyszałam kolejne burcznenie dobiegające z mojego żołądka. Natychmiast zaczęłam buszować w plecaku, czy przypadkiem nie zostawiłam w nim jakiegoś jedzenia. Niestety, o zgrozo, nie znalazłam niczego zdatnego do spożycia. No tak... przecież zjadłam wszystko wcześniej i nie spakowałam nic na później... A przez tych wszystkich strażników nie poszłyśmy od razu na jakieś jedzenie, tylko trzeba było od razu wiać.
- Tenge?... - gdy się odwróciła w moją stronę, już chciałam spytać, czy gdzieś nie możemy się zatrzymać, albo cokolwiek, żeby coś zjeść, jakieś owoce by się może znalazły po drodze, ale mój brzuch stanowczo mnie wyprzedził i zaburczał, jakby się w nim działy niestworzone rewolucje.- ... No właśnie. Właśnie to chciałam powiedzieć... heh...
Nagle zwróciłam głowę w stronę korony jednego z drzew, gdzie zrobiło się jakieś zamieszanie i ptaki się rozleciały na wszystkie strony, jakby je coś wystraszyło.

<Tenge?>

czwartek, 24 stycznia 2019

Od Tenge do Miry - Piękne zachody słońca...

Stojąc i wpatrując się w strażników bramy staram się obmyślić plan wydostania się z tego przeklętego miejsca. Widzę, że Mira trzęsie się i nie może skupić myśli na czymkolwiek.. Raczej nie mam, jak zmotywować jej do działania, w szczególności, że to jej pierwszy raz. Uciekanie przed tak potężną armią jest nie lada wyzwaniem, patrząc, że siedzimy w paszczy lwa zupełnie same.. bez żadnej możliwości ucieczki, a przynajmniej tak rozsądnej by przeżyła chociaż jedna z nas. Poczułam delikatne muskanie tkaniny po moim lewym boku. Obracając głowę dostrzegłam Mirę w wyprostowanej pozycji gotową do sprowokowania strażników. Jeszcze nigdy tak mocno nie strzeliłam się w dekiel patrząc jak moja nowa przyjaciółka próbuje nas zabić.. Genialnie, lepiej być nie może. Po chwili jednak upadła i zaczęła zmieniać swoją postać. Nie zdążyłam się zorientować, kiedy już byłam na plecach wielkiego geparda gotowego do szarży. No tak, przecież całe życie jestem sama i pracuję sama. Nie wzięłam pod uwagę, że teraz mam kogoś z takim potencjałem, jednak ten plan nie za bardzo mnie przekonał. Co zrobię teraz gdy już jestem w ciemnej dupie razem z Mirą. Jedyne co mogę powiedzieć to pędź gepardzie, pędź. Jednak zanim wypowiedziałam te słowa, poczułam szarpnięcie i już byłam w locie, razem ze swoją kocią przyjaciółką. Zapindalała tak szybko, że łucznicy postrzelili kilku swoich.
- No to ładnie, co to za posrańcy… dać im broń dystansową i zabiją samych siebie. MIRAAA!!! Daleko jeszcze masz zamiar biec? Jesteśmy już za lasem. Haloo proszę o lądowanie.
Mira słysząc to naglę zatrzymała swój zwierzęcy pęd, a Ja (jak to ja) wyleciałam na jakieś pierdyliard metrów do przodu, uderzając swoim tyłkiem o pobliską skałę.
- Niech to dunder świśnie… AŁA jak to boli – trzymając się za dupę lamentowałam nad swoim losem.
Miałam tego dość. Z każdej misji muszę wychodzić właśnie w ten sposób. Ostatnio jak przydzielili mnie do jakiegoś idioty to nie dość, że zmuszeni byliśmy rozwalić całe archiwum gildii kupców to jeszcze przypalił skrzydło mojej Reii… totalna masakra. Ale wiem, że na tą dziewczynę, która teraz jest obok mnie mogę liczyć bez żadnego „ale”. To cudowna dziewczyna tylko brak jej dyscypliny. Jednak to co zrobiła było tak lekkomyślne, że nie mogę pozostawić tego w ten sposób. Spojrzałam się na Mirę i prześwidrowałem ją swoim rozwścieczonym wzrokiem. Jednak po chwili przeszło mi i podchodząc do niej mocno ją przytuliłam. Cieszę się, że nic jej się nie stało, głupiutka z niej istotka jednak jest silna i taka „Wow”
- Dziękuję Mira, jesteś genialna. Może to nie było przemyślane do końca, ale jak doszło co do czego to świetnie dałaś sobie radę. To co teraz? Chcesz pójść ze mną do lasu Duhaki, a potem spotkać się z Gildią? Czy omijamy moje miejsce na ziemi i lecimy prosto do siedziby Gildii?
Nie zamierzałam mimo wszystko czekać aż się zastanowi. Chwyciłam ją za rękę i roześmiana pobiegłam z nią przez polanę znikając w kolejnym gęstym zalesieniu.

<Mira?>

środa, 23 stycznia 2019

Od Miry do Tenge - Piękne zachody słońca...

Kiwałam głową, gdy Tenge tłumaczyła mi poszczególne rzeczy. Akurat ze współpracą z innymi nigdy nie miałam problemu. Zapisywałam informacje w mózgu i muszę przyznać, że za bardzo się nad nimi zamyśliłam, bo gdy Tenge chwyciła i pociągnęła moją rękę, omal się nie wywróciłam... znowu...
W każdym razie już po chwili kitrałyśmy się przy wyjściu, gdzie ponoć straży było mniej niż przy pozostałych. Mnie się jednak zdawało, że wszędzie jest tak samo dużo strażników, ale stres robił swoje. Z nerwów już kończyły mi się paznokcie do obgryzania, a moje czoło i klatka piersiowa były tak mocno oblane potem, że można było z niego nalać pełno wody do basenu. Tenge jeszcze do tego dała znać, że czasu nie mamy za wiele, nawet na wezwanie jej przyjaciół do pomocy. Cholera jasna, wiedziałam, że muszę się najpierw ogarnąć, bo nas przerobią na szaszłyki.
- Dobra! - powstałam, napięłam mięśnie całego ciała... no i zdradziłam naszą kryjówkę. Słyszałam, jak Tenge przybija dłonią w swoje czoło. Ja za to natychmiast padłam na brzuch na ziemię i udawałam, że mnie nie ma.
- Hej! Wy tam!- kilku strażników zaczęło podążać w naszą stronę. Na szczęście nie dali rady zbyt szybko nawet biec w tym czymś co mieli na sobie, jako odzież ochronna.
- Nosz ty w przeterminowane pieczarki! Dobra, nie ma czasu, wsiadaj szybko, bo za chwilę mogą nas tak stłuc, że nas babcia rodzona nie pozna!- powiedziałam szeptem do Tenge, lekko się jąkając. Po tym moje ręce przeistoczyły się w łapy z czarnymi, wysuniętymi pazurami. Po krótkiej chwili przeobraziłam się już cała w geparda, kucając i czekając na towarzyszkę. Dałam łbem znak, żeby wsiadała, a łapami już ze stresu przebierałam w miejscu. Po chwili poczułam, jakby ktoś mi chciał wyrwać futro z szyi. No ale trudno, trzeba jakoś się przedostać, a jako, że to ja spartaczyłam, to trzeba się śpieszyć.
"Mocno się trzymaj"- to powiedziałam tylko w myślach, gdy Tenge już usadowiła się na moim grzbiecie, bo w tej formie niestety nie potrafiłam mówić.
"Do wszystkich na pokładzie: przewidujemy turbulencje..."- strażnik już wyciągał miecz, ja za to napięłam tylne kończyny i skończyłam nad głową zdziwionego strażnika. Wokół szyi poczułam zaciskające się ręce. Wydawało mi się, jakby czas na chwilę spowolnił. Widziałam, jak dwóch spośród zebranych strażników napina łuki, inni wyciągali miecze z pochew, a na ich twarzach było widać zamieszanie z poplątaniem. Mam nadzieję, że Tenge zakryła twarz, żeby nas jakoś nie rozpoznali w późniejszym czasie. W sumie to chyba i tak mamy trochę przerąbane, bo zmieniłam się tak jakby na ich oczach, chociaż i tak mam nadzieję, że wcześniej nas nie zauważyli...
Gdy moje łapy tylko dotknęły rogu kamiennego budynku naprzeciwko nas, od razu się odepchnęłam. Rozciągnęłam cały tułów i łapy w locie nad strażnikami, a po chwili już nad murami miasteczka. Po zrobieniu obrotu, by ustabilizować skok oraz aby nabrać lepszego rozpędu, odepchnęłam się kolejny raz, ale tym razem już od drzewa, które rosło sobie spokojnie kawałek za miedzą. Mam nadzieję, że Tenge nie ma choroby lokomocyjnej. Tylne łapy zaczęły się poruszać w powietrzu jak galaretki, a całym ciałem wystrzeliłam jak z procy dzięki mocnej gałęzi drzewa.
Zaczęłam biec już po ziemi, która przez moje pazury trochę była zmasakrowana w pewnych miejscach. "Jeszcze chwilka...". Z każdą sekundą strażnicy znikali z pola widzenia, a po ominięciu dosyć dużej ilości drzew, aby ich zgubić, wybiegłam wraz z przyjaciółką na wielką polanę, skąd widać było piękne doliny i słońce powoli zbliżające się ku zachodowi. Uwielbiam widoki tak rozległych miejsc, skąd widać nawet góry w oddali. Przystanęłam na chwilę  i spojrzałam za siebie sprawdzając, czy aby na pewno żaden z facetów nie chwycił się mojego ogona i nie leciał na nielegalu. Na szczęście nawet miasto było dosyć daleko, więc nawet nie było słychać krzyków strażników, które niewątpliwie miały tam miejsce. Nagle z mojego brzucha dobiegł jakże straszliwy ryk wołania o jedzenie. Ja na to wydałam z siebie krótki ćwierk i podwinęłam przednią łapę pod pierś.

<Tenge?>

Od Tenge do Miry - Piękne zachody słońca

Po wysłuchaniu mojej propozycji zauważyłam, że Mira jest dość pozytywnie nastawiona do niej. Niepokoiły mnie w niej tylko te chwilowe stany, które doprowadzały do zastopowania procesów logicznego myślenia i oceny sytuacji, na chaotyczne i pełne niepewności czyny. Jednak jest dopiero świeża i beztroska w tej dziedzinie. Po przedstawieniu mi swojego nazwiska w dość humorystyczny sposób wiedziałam, że już gdzieś je wcześniej słyszałam. Dopiero po wyjawieniu mi swoich umiejętności, zdałam sobie sprawę z tego kim naprawdę jest osoba stojąca przede mną. Jest potomkiem jednego z najlepszych zmiennokształtnych w historii kontynentu. Jednak tak długo jak o tym nie wie… jest lepiej, bo nie uderzy jej sodówka do głowy. Po mojej chwilowej rozkminie poczułam dłoń na moich plecach, a po chwili gwałtowne pchnięcie w stronę drzwi… Mimo że nie za bardzo mi się to podobało, wiedziałam jaki jest powód tego czynu. Po wysłuchaniu rozterek i obaw swojej nowej towarzyszki i jednocześnie przyjaciółki, przypomniała sobie jak to wyglądało gdy uciekałą przed Inkwizycją i dołączyła do Gildii, jako informatorka. Idąc dalej ulicami miasta starała się wytłumaczyć jeszcze bardziej, na czym będą polegały ich zadania i na co ma zwracać uwagę:
- Pamiętaj o tym, że zarówno ty jak i ja nie rozkazujemy sobie. Jesteśmy na równi i tylko współpracą możemy dojść do porozumienia i zwiększymy swoje szanse na powodzenie misji.
Patrząc teraz na bramę wioski można było dostrzec straż, która już wiedziała że doszło do zamieszek w mieście.
- Teraz musimy znaleźć inną drogę… Albo przeczekać ale nie uśmiecha mi się to wiedząc, że z miasta nie wyszli jeszcze pomocnicy tego sukinsyna.
Chwyciłem ją mocno za dłoń i pobiegłam w kierunku pobliskiej kuźni, umiejscowionej przy samym wyjściu z wioski. Jedyne co było dobre w wyborze tej drogi to mała ilość straży pod bramą boczną. Tym przejściem może nam się udać. Problem wynika w tym, że tylko Mira da radę uciec zamieniając się w geparda, Ja jestem tylko człowiekiem i nie mogę zamienić się w swoją przyjaciółkę, by odlecieć stąd bezpiecznie. Muszę coś wymyślić, bo z minuty na minutę może być tylko gorzej, a na wezwanie swoich towarzyszy jak i pomocy od Reii i jej gatunku nie mam czasu.

<Mira?>

sobota, 19 stycznia 2019

Od Miry do Tenge - Piękne zachody słońca

Siedziałam obok sztyletu wbitego w ścianę i lekko skołowana słuchałam tego, co mówi Tenge. Myślałam nad każdym zdaniem, które wypowiedziała. A więc ten pieróg to pewnie była Reii, albo jedna z jej przyjaciół... a to ci historia. Osobiście byłam pod wielkim wrażeniem zdolności Tenge. Przyłożyłam dłoń do podbródka i przytakiwałam; może czas zmienić plany, których tak na prawdę wcale nie miałam. Nie zaprzeczę, że zaproszenie na pączki zapunktowało. Najbardziej jednak z tego wszystkiego zdziwiła mnie jej opinia na temat siły. Jednak Tenge mogła mieć rację, że na razie być może nawet nie zdaję sobie sprawy, ponieważ do tej pory zdolności nie próbowałam jakoś bardzo doszlifować, czy nawet poszerzyć ich zakresu.
- Dobra, no to czas zmienić kompas. - podniosłam się do pozycji stojącej, strzepnęłam ewentualny kurz ze spodni- Moje nazwisko to Comodín. Tak tak, wiem, brzmi jak komoda, ale tak czy siak rzadko jest mi potrzebne.- uśmiechnięta, machnęłam ręką.
- A jak już powiedziałaś o swoich zdolnościach, to chyba też chcesz, abym wspomniała coś o swoich... więc jak już wiesz, jedną z moich form jest zwykły dachowiec. Drugą co do wielkości jest serval- wyliczałam na palcach- a ostatnią gepard. Do kruków nie mam nic, jeśli o to chodzi, najlepiej smakują wieczorem, takie dobrze wypieczone.- zachichotałam- Żartuję, nikogo nie mam zamiaru zjadać, a i tak mięsa nie jem zbyt często.  A omówienie wszystkiego jak najbardziej mi pasi, przyjaciółko.- założyłam plecak na ramiona- To może stąd chodźmy...- oparłam dłonie na łopatkach Tenge i wypchnęłam z pomieszczenia. Widziałam, że nie jest z tego powodu zadowolona, bo cały czas trzymała ciało sztywno jak kłoda, przez co wyryła butami koryto po drodze, ale chciałam prędko stamtąd wyjść - ... zanim jacyś jego ziomkowie zorientują się, że coś z nim jest nie tak i go tutaj znajdą.  Wracając, to mój tata miał tę zdolność wyczuwania niebezpieczeństwa i tego typu rzeczy. Ja mam bardziej nosa do jedzenia... a raczej zwykle go używam w ten sposób.
Propozycja współpracy wydała mi się całkiem w porządku. Jedyne moje zamierzenia do tej pory, to zwiedzanie świata, a na to zawsze można znaleźć czas. Ale może na misje są wysyłani w różne miejsca, co też byłoby fajną opcją. Jedyna rzecz, której się obawiałam, to że nie podołam jakiemuś zadaniu i przeze mnie jeszcze wpakujemy się w jakieś tarapaty. Patrząc jednak z drugiej strony, jeśli nęka mnie ta niepewność, to wiadomo, że teraz w takim samym stopniu obawiam, jak i ekscytuję się zupełnie innymi dla mnie rzeczami. W każdym bądź razie zamierzałam o wszystkim opowiedzieć pokrótce Tenge, bo jak to tak na wstępie nie poinformować o rzeczach, które mogą mieć jakiś wpływ. Moje nastawienie jednak do wszystkiego było jak na razie pozytywne, najwyżej jak mi coś nie wyjdzie, to będę się uczyć na błędach.

<Tenge?>

piątek, 18 stycznia 2019

Od Tenge do Miry - Piękne zachody słońca

Po chwili otrzymałam od dziewczyny dziwnego koloru koszulkę. Miała biały odcień jednak nie był on śnieżnobiały. Jednak nie zamierzałam narzekać na prezent, który mógł mi pomóc wyglądać lepiej. Mimo że mieszkam w lesie nie znoszę brudów tego typu. Przyglądając się jak Mira pochyla się nad martwym ciałem Łowcy zdałam sobie sprawę, że jest tym wydarzeniem wstrząśnięta i nie do końca pojęła kto stoi po czyjej stronie. Nareszcie… było widać, że już oprzytomniała i czuje się lepiej. Siadając przede mną zadawała mi pytania odnośnie do gildii i wyraziła swoją aprobatę i dezaprobatę dołączenia do niej. Nie zamierzam jej jednak siłą zmuszać do usługiwania w danej gildii więc na spokojnie zamierzam jej wszystko wyjaśnić. Na czym polega ta gildia i z czym trzeba się zmierzyć. Zanim jednak to zrobiłam zmusiłam ją, żeby pokazała kim jest naprawdę.
- Wiesz są różne profesję. mówiąc to powoli zaczęłam się poruszać po pokoju, w którym byliśmy niektórzy pracują w niej jako likwidatorzy, nie muszę chyba Ci tłumaczyć na czym polega ich zadanie. Są też informatorzy, radni oraz pospolici, czyli członkowie, którzy zajmują się wszystkim i niczym. To Rada wyznacza kto, co i z kim będzie pracował. Jednak są przyjaźnie nastawieni i otwarci na propozycję. Dlatego też kazali mi znaleźć sobie partnera lub partnerkę mówiąc to trzymałam i bawiłam się sztyletem łowcy, który przed chwilą podniosłam, gdy nagle uderzyłam nim w drewniane oparcie blisko dziewczyny, a ta instynktownie syknęła na mnie Wybacz to Miro musiałam się upewnić czy naprawdę jesteś tym kim uważałam. Jesteś zmiennokształtną, a po twoim słodkim syknięciu mogę stwierdzić, że idealnie widzisz w ciemności jak i pewnie poruszasz się szybko i zwinnie. Mam nadzieje, że kot taki jak ty nie ma nic przeciwko krukom. W końcu ptaki i koty nie za bardzo za sobą przepadają.
Kończąc na tym dialogu zauważyłam, że moje zachowanie lekko zraziło dziewczynę do mnie jednak nie chciałam jej wystraszyć. Czułam po prostu, że nie powie mi kim jest, bojąc się, że też mogę być kimś na wzór łowcy. Zamierzam się odpłacić za tą informację, dlatego wezwałam Reii, która przyleciała do mnie w mgnieniu oka.
- Widzisz nie należę może do zmiennokształtnych i jestem tylko człowiekiem, ale moje nazwisko zobowiązuje. Raven – Quinn… tak to idealne nazwisko dla kogoś kto opiekuje się jak i współpracuje z krukami. Postawię sprawę jasno. Nikt do niczego Cię nie będzie zmuszać. Nie musisz być członkinią gildii, jednak zależałoby mi na tym. Jako informatorka i moja partnerka byłybyśmy niepokonane w pełni swych sił. Pomyśl ja patrolująca i widząca z lotu ptaka wszystko. Byłabym naszymi oczami i miała informacje wyszpiegowane przez Reii i jej przyjaciół, a ty Kochana mogłabyś dać nam węch, który wyczuje zagrożenie i jego rodzaj oraz siłę, bo twoja przemiana wydaje się być jedną z silniejszych jakie spotkałam. Może nie zdajesz sobie z tego sprawy i jesteś płochliwa, ale to zapewne przez jakieś wydarzenia z przeszłości. Też nie miałam łatwo w życiu, dlatego chciałabym współpracować z taką osobą jak ty. Z potencjałem, silną i rozważną.
To jak przyłączysz się? Zabiorę Cię na pączki i wszystko omówimy co ty na to… Przyjaciółko??

<Mira :D czekam na odpis>

czwartek, 17 stycznia 2019

Od Miry do Tenge - Piękne zachody słońca...

W momencie, gdy usłyszałam od nieznajomej o przypadkowym trąceniu w ramię, wyraz mojej twarzy zmienił się w przeprosinowy "poker face". Wcześniej nie zauważyłam, że plama na jej ubraniu to sprawka napoju...
- Eeeee..- uniosłam palec do góry- Prze...- nie zdążyłam dokończyć, gdy moją wypowiedź przerwała strzała, która wyskoczyła jak Filip z konopi. Momentalnie odwróciłam głowę w kierunku, skąd leciała strzała, ale za chiny nikogo nie mogłam zobaczyć. Nie minął nawet moment, a atak się ponowił.
- ŁOSZTY!- już po chwili spylałyśmy przed jakimś pacanem, a jednej strzały na szczęście udało mi się uniknąć dzięki skokowi. Wykluczone, abym się teraz zmieniła i zwiała, bo nie chciałam, żeby cholera jasna jej samej czegoś nie zrobili. Ale dlaczego nas ścigali?? Na szczęście chyba się mu łuk zaciął, to chwilowo nie próbował nas zestrzelić.
Chyba po drodze zgubiłam kawałek racjonalności przez tą ucieczkę. Nie byłam zmęczona samym biegiem, ale ciężko mi było złapać powietrze, bo na prawdę nieczęsto zdarzało mi się być tak blisko celu jakiegoś ataku. Albo co gorsza sama być celem... Aż mnie ciarki przeszły na samą myśl, że jakimś cudem mogłabym być na jakimś liście gończym. Podczas ukrywania się, pomógł nam chyba jakiś znajomek tej dziewczyny, bo wymienili się uśmiechami. "Cotusiedziejegdziejawogóleprzyszłam"- nie wiedziałam już tak na prawdę kto jest z kim w drużynie. Gdy po chwili dziewczyna mi się przedstawiła i powiedziała mi trochę więcej o co jej chodzi, to pokiwałam głową, że przyjęłam wiadomość do świadomości.
-No tak... przez chwilę nie myślałam o tych wszystkich gildiach, ale rzadko też zdarza mi się rozpoznać, a tym bardziej poznać osobiście ich członków. Ale zanim co...- buszowałam jeszcze chwilkę w plecaku. Wyciągnęłam zapasową odzież i położyłam ją obok- ...to niestety mam tylko samą koszulkę. Spodnie straciłam na bagnach... A to były moje ulubione. Szkoda. Jak chcesz, możesz jej użyć, dopóki nie wyczyścisz swojej. A za szturchnięcie Cię przepraszam Tenge, głodna byłam...- podniosłam brwi i podrapałam się w tył głowy.
Przypomniałam sobie, że przecież tu leży ten gościu, który nas próbował zestrzelić! Wychyliłam się i spojrzałam na nieruchome ciało tego chuligana. Podczas, gdy nowo poznana osoba przyglądała się tej bluzce białej jak pieczarki, to ja w tym czasie przypadkiem przyjżałam się dokładniej znaczkowi umieszczonym na jego klacie. Coś mi przypominał ten herb. Wtem poczułam, że nogi mam jak z waty, jednak starałam się tego nie pokazywać. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że wcześniej mógł mnie ktoś śledzić... Myślałam, że plotki o atakach Łowców również na inne osoby, a nie tylko zwierzęta, to tylko plotki. Jak to mówią: Nie zrozumiesz w całości albo nie uwierzysz, póki samemu nie doświadczysz. Możliwe było zarówno to, że próbował zestrzeić nas obie, jak i jedną z nas. Ale nie dziwi mnie to, w końcu sama poczułam na ramieniu, że towarzysząca mi dziewczyna jest dosyć silna.- A ten mam nadzieję, że już się nie podniesie... Wracając do wcześniejszych nie skończonych rozmów...- usadowiłam się wygodniej na starym miejscu i ponownie zwróciłam się do Tenge- ... to: tak, masz rację, jestem z zachodu, ale aktualnie jestem na wycieczce, a co do dołączenia do gildii, to nie jestem do końca przekonana.- westchnęłam - Nigdy w gildii żadnej nie byłam i nie wiem jak to działa. Z druuuugiej strony, spotykałam się na prawdę z różnymi opiniami czy relacjami, więc myślę, że jeśli jest jakieś wolne miejsce, to mogłabym się zapisać. Ale jeśli trzeba usługiwać jakimś bezczelnym ludziom w stylu tego knypka tu o- wskazałam na leżącego mężczyznę-  to ja serdecznie dziękuję za takie coś.- wykonałam gest "obronny" rozłożonymi dłońmi- No i też zależy czym Ty się zajmujesz, a jednocześnie jakie ja miałabym zadanie.
Tenge chyba się nad czymś zamyśliła, ale nie przeszkadzało mi to, każdy ma prawo do namysłu. Tak, myślenie jest potrzebne. Musiałam dopytać o te rzeczy, bo chyba nikt nie lubi wyzyskiwania ludzi na zasadzie niewoli.

<Tenge?>

Od Tenge do Miry - Piękne zachody słońca...

Prowadząc nieznajomą przez wąskie uliczki bacznie przyglądałam się czy nie jesteśmy śledzeni. Ku mojemu zdziwieniu nic jednak się nie wydarzyło. Musiałam ich zgubić w drodze do wioski, a gdy odziałam się w kaptur nic już nie mogło się złego wydarzyć. Nie wierzę do teraz, że Insaorb zaproponowała właśnie mi wyszukanie nowego członka do oddziału informatorów… Nie sądziłam, że pierwszą osobą, która mi przypadnie do gustu będzie ta oto dziewczyna. Jest inna niż te z wioski i na pewno nie jest człowiekiem. Myśląc o tym chciałam bardzo rozpracować kim tak naprawdę jest. Nagle bez żadnego ostrzeżenia poczułam uścisk dłoni i usłyszałam imię niewiasty, którą jeszcze kilka chwil temu poturbowałam za wytrącenie mi z rąk mojego ulubionego trunku. Gdy próbowała mnie pouczyć, jak to powinnam rozegrać, odwróciłam się na pięcie i spojrzałam nie do końca przyjaznym wzrokiem:
- Wybacz zapewne zareagowałabym normalnie gdybyś nie szturchnęła mnie barkiem i nie wytrąciła mi z rąk kubka, który dość obficie poplamił mnie swoją zawartością. Mira tak? Ciekawe imię na pewno nie jesteś stąd. Brzmi bardziej jak imię kogoś z zachodu.
Mówiąc to czułam się dziwnie. Nie miało to być przesłuchanie a jedynie moja Ciekawość. Chce wiedzieć co tak naprawdę potrafi. Znam wiele osobistości i wiem, że te najbardziej niepozorne z reguły są niebezpieczne. Słysząc to omal nie dostałam w twarz z nadlatującej strzały. Uchylając się przed nią zdałam sobie sprawę, że przez roztargnienie nie wyczułam obecności wroga, a teren, na którym jestem nie jest mi przychylny.
- Musimy wiać później Ci opowiem o co chodzi.
Chwyciła za rękę nieznajomą, a może już znajomą osobę i ruszyła wbiegając w kolejną uliczkę, a następnie wpadając do dawno opuszczonego domu. Zastawiając pułapkę przy drzwiach ukryła się za szafą i czekała na sygnał od swojej przyjaciółki. Nie doczekała się go, gdyż na dworze rozległ się huk i napastnik z łukiem, noszący na piersi herb łowcy wleciał do środka na plecach, a w drzwiach stał jeden z członków Insaorbu, Fairn. Wilkołak o potężniej budowie Ciała, znany też jako zdrajca watahy, ponieważ po ataku swoich pobratymców na niewinnych ludzi, stanął w ich obronie rozszarpując wroga na drobne kawałki. Odwzajemniając mój uśmiech bez słowa zniknął w następnej uliczce.
- Wybacz to zajście. Nie zdążyłam się jeszcze przedstawić. Jestem Tenge. Jestem tu, ponieważ poszukuję nowego członka gildii, który będzie również moim partnerem czy partnerką. Co o tym sądzisz? Zainteresowana?
Widząc zawahanie na jej twarzy zdałam sobie sprawę kim jest. Zabójcy polują na wszelkiego rodzaju cele jednak po co miałby nas atakować Łowca. Reii na pewno nie jest warta aż tyle by się fatygować. To mały kruczek. Jednak Łowcy polują na wielkie okazy. Na pewno jest kimś bardzo silnym. Myśląc o tym patrzyłem jak Mira w strachu i zdezorientowana szuka czegoś w swojej torbie.

<Ciekawy masz sposób pisania, podoba mi się i nie mogę się doczekać odpowiedzi :D>

Od Miry do Tenge - Piękne zachody słońca...

Trochę wątpiłam, że ktoś zechce odkupić ode mnie te zające. Kroki stawiałam dosyć szybko, bo już byłam tak cholernie głodna, a te szaraki chciałam mieć z głowy. Po drodze chyba trąciłam parę osób, ale raczej nikt nie zwrócił na mnie większej uwagi. Całe szczęście, że kucharz w knajpie przyjął ode mnie towar bez większych przeszkód.
Po chwili już odpoczywałam przy stoliku, spokojnie konsumując drugie śniadanie. Moje myśli były w pełni zajęte zachwycaniem się smakiem pączków. Nie mogam uwierzyć, że udało mi się gwizdnąć dwa z nadzieniem jagodowym... to teraz jest sezon na jagody? Z moich myśli wyrwało mnie znienacka drastyczne szarpnięcie.
"Hmpfhmf?!?!"- nawet w myślach jeden z pączków mnie zatkał. W pierwszych sekundach spanikowałam, bo myślałam, że to któryś ze strażników widział, jak rąbnęłam kilka pączków po drodze. Krew zaczęła mi odpływać z mózgu z tego stresu, czułam, że się robię blada. Jakież było moje zdziwienie, gdy łotrzykiem okazała się być zupełnie inna osoba, niż bym się spodziewała. Dziewczyna, od której można było poczuć nieco woni lasu, wywaliła mnie z knajpy, trafnie oskarżyła o niszczenie gałęzi... Nie no, bez przesady, tak dużo ich nie złamałam. Patrzyłam na czarnowłosą dziewczynę, rozłożyłam ręce i spojrzałam na nią pytająco. Byłam zdezorientowana jej zachowaniem, bo ani "hej", ani "dzień dobry", tylko z marszu wezwanie na rozmowę. No cóż, ciekawa sytuacja na poznanie nowej osoby.
Dreptałam za szczupłą niewiastą i przy okazji dojadłam pączka. Wygląd nieznajomej bardzo mnie zauroczył, fryzurę też miała wypasioną. Moim zdaniem wyglądała na bardzo poukładaną osobę, dlatego zdziwiło mnie tym bardziej jej zachowanie. Ciekawiło mnie, czy chce pogadać tak po prostu, czy może chodzić o coś innego. "Czy ona chce mi sprzedać narkotyki? Czy ja wyglądam na ćpuna?"- nie wiem skąd się pojawiały te pytania w mojej głowie, przecież to bez sensu. Przez ten natłok myśli automatycznie dałam sobie z liścia. "A może potrzeba jakiejś pomocy?". Nawet jej przecież nie znam, nie wiem jakie ma zamiary, pewnie tak na prawdę jest w porządku. Gdy dziewczyna prowadziła naszą dwuosobową pielgrzymkę przez boczne uliczki, modliłam się tylko, żeby nas nikt tutaj nie napadł. Tak... czasami zdecydowanie mam za dużo obaw.
- Jestem Mira.- przedstawiłam się w końcu, ponieważ mimo wszystko poczułam się dziwnie krocząc tak bez słowa. Podałam jej rękę na to spóźnione przywitanie.- A i wiesz, wystarczyło podejść i zapytać- zachichotałam na myśl, jak to musiało śmiesznie wyglądać, gdyby stało się obok całej sytuacji.

<Tenge?>

Od Tenge do Miry - Piękne zachody słońca...

Kolejny dzień spędzony na infiltracji „starych śmieci”, bo jak nazwać inaczej wioskę, w której się mieszkało za dziecka, a teraz można w niej stracić głowę przez staruszków.
- Ehhhh - westchnęłam ciężkim głosem. Odziana w płaszcz z kapturem zakrywającym moją twarz poprosiłam kelnerkę o kolejny kubek pitnego bezalkoholowego miodu.
- Po co ja dołączyłam do tej gildii.. musiałam opuścić las Duhaki tylko po to by pozdobywać informacje.
Gdy brałam ostatnie łyki mojego ulubionego trunku, jakaś dziewczyna wbiła się we mnie barkami wytrącając mi kubek z rąk... Nie dość, że zwróciłam na siebie uwagę to jeszcze poplamiłam swoje ubranie. Dziwna osóbka o ciekawych rysach twarzy trzymająca w dłoni dwa szaraki szła zamówić swoją strawę.
- Co do jasnej… - powiedziałam do siebie w myślach, po czym bez większego namysłu i komentarza odwróciłam się na pięcie i opuściłam lokal. Po przebyciu kilkunastu metrów na moim barku wylądowała Reii, czyli mój ukochany mały szkrab, którym opiekuje się jak starsza siostra. Po nasłuchaniu tego co miała do powiedzenia, uśmiechnęła się sama do siebie i cofnęła do karczmy. Ujrzała tą niewiastę, która za nic w świecie nie mogła być tutejszą dziewczyną i widząc jak na pełnym rozpędzie wpierdziela 5 z rzędu pączka, podeszłam do niej, szarpnęłam za ramię i wręcz wyrzuciłam z lokalu. Zdezorientowana dziewczyna, trzymająca jeszcze kawałek pączka w pysku, z lekkim niezadowoleniem spojrzała w moją stronę. Wiedziałam, że to ta osoba, której właśnie szukam, a raczej jest duża szansa, że to ona.
- Słyszałam, że podobno dewastujesz okoliczne lasy, pozbawiając drzew gałęzi Uśmiechnęłam się i sprawnym ruchem uniosłam dziewczynę do pozycji stojącej.
- Chodź ze mną, musimy pogadać .
i ruszyłam razem z dziewczyną w boczną. Dziewczyna w lekkim szoku nie zaprzeczyła i ruszyła za mną

<Sorka Mira, że tak mało, obiecuje że jak bliżej się poznamy to będę w stanie się odpalić, jeszcze będziesz miała mnie dość :D>

wtorek, 15 stycznia 2019

Od Miry - Piękne zachody słońca...

Poranne promienie słońca, które przebijały się przez liście ogromnego drzewa, zaczęły mnie kłuć w oczy. Lubię słońce, ale nie wtedy, gdy rozkazuje mi wstawać. "Jeszcze godzinka..."- pomyślałam, po czym ziewnęłam i leniwie przeniosłam łeb na drugą stronę gałęzi. Całkiem wygodnie się spało jako kot. Nie jest tak zimno, a i miękko. Nie było mi jednak dane w spokoju się wyspać po wczorajszym męczącym dniu, ponieważ jeden z większych ptaków wylazł ze swojej rodzinnej dziupli i zaczął melodyjnie skrzeczeć nad moimi uszami. Podniosłam powieki z tak wielkim trudem, jakby były do nich przyczepione kowadła.
"Krrrrrrrraaaaaa krukru... KAAAAAAAAAAAAAAA!" - po dźwięku ptasiej syreny zerwałam się na równe nogi, natychmiastowo zmieniłam postać na ludzką...
- Słuchaj no, Ty pierogu głupi... - stojąc na dosyć cienkiej gałęzi, wskazałam palcem na wrzeszczącego ptaka- ... ludzie tu chcą spać, ty wiesz która jest godzina?! Dopiero dziesiąta rano dochodzi! - wskazałam na nadgarstek, gdzie wcale nie było zegarka, bo w zasadzie tak na prawdę nawet nie wiedziałam, która jest godzina...  Świdrowałam kruka, czy co to w ogóle było, spojrzeniem, na co on tylko pusto na mnie spojrzał, wydał z siebie najgorsze "kha", jakie słyszałam, po czym odeciał dając mi w twarz z ostrego skrzydła.
- Ech...- zdenerwowana na zwierzę podeszłam trochę bliżej końca gałęzi, aby sięgnąć po swój plecak. Nie przemyślałam jednak sytuacji, gałąź pod moim ciężarem się złamała i zanim mój niewyspany mózg cokolwiek zdołał zrobić, wylądowałam na czterech literach pod drzewem, plecak upadł mi na głowę, a gałąź dała mi z liścia w drugi policzek.
- Drogi pamiętniczku... dzisiaj zaś dostałam od kruka i gałęzi... - po chwili już zapisywałam kolejne fantastyczne wydarzenia. Całkiem niedawno mijałam tereny wieży Zehal, moim zdaniem to bez sensu, że jest tak obszernie strzeżona, w końcu chciałam ją tylko pozwiedzać. Ale z drugiej strony, jakbym coś popsuła...
Śniadanie z chleba sprzed czterech dni nie jest takie złe. Przydałoby się jednak w końcu zjeść coś porządnego... Całe szczęście, że wioska Prieve jest niedaleko. Zaczęłam więc kopytkować w stronę pobliskiego miasteczka. Po drodze, w skórze geparda, udało mi się upolować dwa średniej wielkości szaraki. Może jednego uda mi się sprzedać komuś, komu się przyda. Sama bym najchętniej go upiekła, gdybym przy okazji nie potrzebowała trochę drobnych do sakiewki.

<Ktoś?>
Template by...