Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Goniąc za marzeniami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Goniąc za marzeniami. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lipca 2019

Od Devi do Vinloy'a – Goniąc za marzeniami

Kiedy nieproszony gość wyszedł z mojej sypialni, nie mogłam zasnąć. Wstałam, zarzuciłam coś na siebie i wyszłam z pokoju, do ciemnego korytarza. Chociaż znałam go jak własną dłoń, w ciemności wydawał mi się całkiem inny, groźny. Szłam przed siebie, aż natknęłam się na zamknięte drzwi od gabinetu ojca. Nigdy nie pozwalano mi tam wejść z nieznanych mi powodów.
- Panienka Devi? – usłyszałam głos jednego ze sług.
- Ednit… wystraszyłeś mnie – powiedziałam do niego, zaraz po wzdrygnięciu się z lekkiego strachu.
- Co panienka tu robi? – dopytywał mężczyzna.
- Nie mogłam spać i tak jakoś wyszło…
- Chciałaby jaśnie panienka tam wejść, prawda? – w ramach odpowiedzi, skinęłam głową.
Mężczyzna westchnął. Dobrze wiedziałam, że ma klucze do tego pomieszczenia jak i do wszystkich pokoi w domu. Chciałam się odezwać, ale głos Hejita w mojej głowie pokrzyżował moje plany.
~Ktoś tu jeszcze jest.~
Zaczęłam się dyskretnie rozglądać, ale nic nie zauważyłam. W tym czasie starszy sługa zdążył powiedzieć, jak bardzo chciałby mi udostępnić ten gabinet, ale ze względu na polecenia moich rodziców nie może. Mówił też, że nie jestem jeszcze na to gotowa, ale za bardzo zajęłam się szukaniem potencjalnego zagrożenia. Kiedy Ednit odszedł, jeszcze chwilę zostałam w tamtym miejscu, by ostatecznie wrócić do swojego pokoju.
Właśnie wtedy poczułam charakterystyczne pieczenie na karku, kiedy chciałam już otworzyć drzwi. Zawahałam się, nie byłam pewna, gdzie może się znajdować zagrożenie.
~Nie wchodź do sypialni, ono tam jest~ Hejit jak zwykle służył mi pomocą.
Cofnęłam się od drzwi i ostatecznie zeszłam na dół. Wyszłam na zewnątrz, mimo mojego nieodpowiedniego ubioru. Całkowicie zignorowałam znajomego wilka i ruszyłam przed siebie. Znane mi uczucie na karku na chwile zelżało by po chwili zacząć wracać ze zdwojoną siłą.
~Idzie, ma wsparcie~ mój miecz odzywał się w mojej głowie.
- Ilu? – zapytałam cicho pod nosem.
~Jeszcze jeden~
Miałam tylko dwie możliwości, stanąć do walki lub uciekać. Wiedziałam, że gdyby doszło do starcia, mój towarzysz by mnie poprowadził. Problem jednak był we mnie. Unikałam walk i potyczek jak tylko mogłam, ze strachu. Bałam się ranić innych, nie chciałam tego. Dlatego też próbowałam uciec, schować się. Robiłam wszystko co tylko mogłam.
~Devi nie możesz wiecznie uciekać, wytropią cię tak czy inaczej.~
Wiedziałam, że ma rację, ale nie słuchałam go. Zamknęłam się w jakiejś starej szopie w której, miałam taką nadzieję, spokojnie przeczekam noc.
<Vinloy?>

sobota, 23 marca 2019

Od Vinloy'a CD Devi - Goniąc za marzeniami

Zostałem wprowadzony do całkiem przestronnego pokoju. Był w podobnym klimacie co reszta domu, ale tutaj podobało mi się najbardziej i czułem prawie, że jak u siebie. Stanąłem na miękkim dywanie rozglądając się po pomieszczeniu przy okazji słuchając uprzejmych słów dziewczyny. Ledwo powstrzymałem się od parsknąłem na jej dobre maniery. Gardzę bogatymi rodzinami, których jedyną obawą może być włamanie czy utrata majątku. W moich stronach walczyło się raczej o najmniejszy chociaż kawałek chleba i na ogół o własne życie. Zerknąłem na jasnowłosą, gdy jej usta się w końcu przymknęły. Wyglądała na bardzo spokojną i zrelaksowaną mimo mojej obecności.
- Dobranoc - odrzekłem tylko cicho gdy zbliżyła się do wyjścia.
Znalazłem się sam w sporym pokoju, ale już wcześniej udało mi się zorientować, że tutaj niczego bardziej cennego nie ma. Jak już mam zabrać ze sobą stąd jakąś pamiątkę to niech już będzie trochę warta. Przez drzwi dało się usłyszeć, że domownicy nie leżą jeszcze w łóżkach, więc miałem nieco czasu dla siebie. Zdjąłem swoje torby i kurtkę po czym skierowałem się do łazienki. Odkręciłem zimną wodę, aby ta po brzegi mogła wypełnić sporą wannę stojącą pod ścianą. Zdjąłem bluzkę, a moje spojrzenie przykuło odbicie w lustrze. Dawno siebie nie widziałem, ale nie spodziewałem się, że jestem w aż tak przykrym stanie. Włosy zawsze szaleńczo pokręcone opadały teraz na oczy i nie trzymały się kupy, pod oczami znajdowały się również wielkie sińce. Na klatce piersiowej widniały obszerne blizny... Pamiątka po tatusiu. Wcześniej za bardzo nie interesowałem się swoim stanem fizycznym czy psychicznym, ale teraz obrzydzony odwróciłem wzrok na pełną już wannę. Pozbyłem się reszty ubrań i zanurzyłem się po brodę w lodowatej wodzie. Po całym ciele przeszły mnie ciarki, ale zignorowałem je po prostu ciesząc się z kąpieli. W wodzie było na tyle przyjemnie, że przesiedziałem w niej sporo czasu bezczynnie wgapiając się w wybitnie ozdobioną ścianę przede mną. Gdy w mojej pamięci bezcelowo zapadł już każdy element marmurowej układanki postanowiłem zakończyć kąpiel. Wyszedłszy z wanny od razu wytarłem się ręcznikami i założyłem pierwszy lepszy golf z szafy, z której pozwolono mi coś sobie przywłaszczyć. Spodnie i kurtkę założyłem swoje, gdyż reszta ubrań z wieszaków jakoś do mnie nie przemawiała. Podczas przebierania zorientowałem się, że zza drzwi nie dobiega już chociażby najmniejszy hałas. Uśmiechnąłem się sam do siebie nie mogąc się już doczekać nowej przygody. Zostawiłem swoje rzeczy na łóżku i po cichu wyszedłem na korytarz zostawiając swoje drzwi lekko uchylone. Rozejrzałem się w ciemnościach i z ulgą stwierdziłem, że wszyscy urzędują już w swoich łóżkach. Powolnym i ostrożnym krokiem ruszyłem wzdłuż korytarza stwierdzając, że w pokojach zapewne znajdują się najcenniejsze rzeczy. Dostałem się do pierwszych drzwi i przystawiłem do nich ucho nasłuchując czy w środku panuje zupełna cisza. Na moje szczęście tak właśnie było, więc bezszelestnie nacisnąłem na klamkę i wsunąłem się do środka. Nie zwracając uwagi na osobę zajmującą ten pokój ruszyłem głębiej. W moje oczy od razu rzuciły się błyskotki na wysokiej komodzie. Na specjalnie wymodelowanym stojaku wisiała przeróżna i nie taka tania biżuteria. Musiała ona należeć do... Odwróciłem głowę spoglądając na łóżko, na którym spała nasza panienka. Padało na nią światło księżyca, a ona sama wygodnie leżała zawinięta w koce. Jej długie, jasne włosy zakrywały prawie całą twarz, ale i tak coś utrudniało mi odwrócenie od niej wzroku. Vin! Jesteś w trakcie misji, nie powinieneś się teraz rozpraszać... Zacisnąłem powieki i powróciłem do zdejmowania moim zdaniem najcenniejszych świecidełek z wieszaka. Wsunąłem zdobycze do kieszeni i ruszyłem do drzwi. Będąc w połowie drogi usłyszałem szelest pościeli na co zastygłem w miejscu. Zerknąłem przez ramię na dziewczynę, która jedynie przewróciła się na drugi bok, ale nie miałem pewności, że nadal śpi jak zabita. Mimo tego postawiłem jeszcze kilka kroków przed siebie wychodząc na zewnątrz. Odetchnąłem orientując się, że wstrzymywałem oddech przez kilka dobrych minut. Biżuteria cicho chrzęściła w mojej kieszeni, ale nie chciałem na tym zaprzestać. Chwilę później sterczałem już pod kolejnymi drzwiami, które tym razem były zamknięte na klucz. No cóż, lubimy wyzwania. Wyciągnąłem dwa cienkie druciki i wsunąłem je w dziurkę od klucza. W skupieniu majstrowałem przy zamku, gdy nagle usłyszałem głośne wycie z podwórka. Natychmiast podniosłem się wyglądając za okno obok drzwi i jak się mogłem spodziewać, pod domem siedział wilczur i ujadał w najlepsze. Zacisnąłem zęby i zacząłem wymachiwać rękami nakazując mu się zamknąć.
- Spieprzaj stąd! No już! Zamknij się! - szeptałem chociaż chciałem go nieźle skrzyczeć.
Wilk widząc z dołu moje dziwne gesty tylko na chwilę przechylił łeb po czym zaczął ujadać jeszcze głośniej. Ku*wa! Nie przestawałem go uciszać za pomocą rąk, ale najwidoczniej było już za późno. Zauważyłem, że w jednym pokoju zapaliło się światło, a kroki stają się coraz głośniejsze. Niedługo potem drzwi od sypialni, z której niedawno wyszedłem się uchyliły. Szybko rozejrzałem się dookoła, ale pozostało mi jedynie wyjąć z zamka druty i ukryć się za rogiem, gdzie ciągnęła się dalsza część korytarza. Przywarłem do ściany starając się uregulować oddech. Bez powodu nawet zebrało mi się na śmiech, który i tak musiałem stłumić. Taka akcja pozwalała mi poczuć się jak za dzieciaka, gdy to podpieprzało się bratu zabawki. Nie wiedziałem co dzieje się za zakrętem, ale na wszelki wypadek wyjąłem z kurtki gaz usypiający. W najgorszym wypadku zrobimy z białowłosej śpiącą królewnę.

<Devi?>

środa, 20 lutego 2019

Od Devi do Vinloy'a - Goniąc za marzeniami

Przyglądałam się mężczyźnie w czasie posiłku. Nie bardzo rozumiałam, dlaczego miałam wspominać o wcześniejszej sytuacji. Przecież to był zwykły zbieg okoliczności, a on i tak mi pomógł, przywołując swojego wilka.
Nasza kolacja minęła nam w ciszy i spokoju. Nikt specjalnie nie kwapił się do rozmowy. W tym samym czasie co mój gość skończyłam posiłek.
- Pozwoli pan, że zaprowadzę pana do jego sypialni - odezwałam się pierwszy raz od początku całego spotkania.
Mężczyzna skinął głową i wstaliśmy od stołu. Ruszyłam w stronę schodów na pierwsze piętro. Skręciłam w stronę swojego pokoju, ale nim do niego doszłam, zatrzymałam się mniej więcej w połowie przejścia. Otworzyłam drzwi i weszłam do przestronnej sypialni dla gości. Przez niezasłonięte, duże okno wpadało światło księżyca, oświetlając delikatnie pomieszczenie. Oprócz dużego łóżka na którym zmieściłoby się kilka osób, znajdowała się też spora szafa, kredens i kilka sof przy kominku.
- To jest pana sypialnia. Po lewo znajduje się wejście do łazienki. Może pan spokojnie korzystać z ubrań, które są w szafie. Jeżeli czegoś pan potrzebuje, innych ubrań czy pieniędzy, proszę mówić - odezwałam się jak pan Vinloy obejrzał nowe miejsce.
Dawniej jak mieszkałam z rodzicami, w naszym domu czasem gościli ludzie biedni. Mama i tata ich karmili, odziewali, czasem leczyli i dawali pieniądze jeśli było trzeba. Stąd też moja propozycja nie była dla mnie niczym nowym, czego nie mogę powiedzieć o moim towarzyszu.
~ Devi nie powinnaś być aż tak dobroduszna, on ci groził ~ usłyszałam w głowie głos Hejita.
Zignorowałam go, ponieważ miecz dobrze wiedział jaka jestem i że tak będę robić.
- Ja już tu pana zostawię, miłej nocy - po tych słowach trochę dłużej popatrzyłam na mężczyznę, który zrobił już wcześniej na mnie wrażenie.
Usłyszałam jakąś jego odpowiedź pod nosem po której wyszłam, zamykając za sobą drzwi. Nim wróciłam do swojej sypialni, sprawdziłam czy dawny pokój rodziców i gabinet są zamknięte. Z pewnych względów tata nie chce aby ktokolwiek tam przebywał a ja nie zamierzałam się dopytywać. I tak bym się pewnie niczego nie dowiedziała.
Po upewnieniu się, wróciłam do siebie. Przebrałam się w strój na noc, włosy rozpuściłam i przemyłam twarz. Następnie ułożyła się na swoim łóżku, wcześniej zasłaniając go materiałem z baldachimu i poszłam spać.
W nocy obudziły mnie kroki kogoś, kto był w moim pokoju.

<Vinloy? >

niedziela, 17 lutego 2019

Od Vinloy'a do Devi - Goniąc za marzeniami

Obserwowałem tylko jak dziewczyna wsiada na swojego poszkodowanego konia i czym prędzej odjeżdża w kierunku, w którym sam musiałem zmierzać. Zdziwiło mnie jednak to, że jasnowłosa nie zdawała się uciekać przede mną, a przed czymś co ujrzała gdzieś zza drzew. Sam nieco zdezorientowany rozejrzałem się dookoła, ale jedynymi żywymi duszami w okolicy byłem już tylko ja i ten wilczur. W takich okolicznościach wzruszyłem po prostu ramionami i kontynuowałem swoją podróż, której cel wydawał się być już całkiem niedaleko. Idąc słyszałem za sobą stukot pazurów co dawało mi do wiadomości, że wilk się jeszcze ode mnie nie odczepił. Spojrzałem przez ramię na czarnego futrzaka, który nos miał prawie że przyciśnięty do ziemi intensywnie węsząc. Na jego pysku zaschła już krew, a wzrok widocznie trzymał odwrócony ode mnie jakby mając mi za złe, że przerwałem jego polowanie. Przewróciłem oczami musząc przyznać, że niektóre zachowani zwierzęcia są nadzwyczaj śmieszne i nieco żałosne. Po drodze pozwoliłem sobie wyjąć z plecaka jabłko, po czym pożreć je w kilka minut. Byłem dosyć głodny, a ostatnio nie miałem okazji porządnie zjeść jak to się powinno. Póki co musiałem zadowolić się jabłkiem i małą butelką wody. W końcu po pół godzinie piechoty znalazłem się w tym małym, przeuroczym miasteczku. Było już ciemno, ale ścieżki i chodniki pooświetlane były słabym światłem z latarni. Na ulicach już praktycznie nikogo nie było co pozwoliło mi zachować większą dyskrecję. Zanin udałem się pod zapisany adres, pogoniłem wilczura dochodząc do wniosku, że taka wioska to raczej nie miejsce dla kogoś jego gabarytów i talentu do wpakowywania mnie w kłopoty. Zaczekałem jeszcze chwilę aż futrzak zniknął z mojego pola widzenia. Może zanim wrócę uda mu się na coś zapolować i nie będzie już na mnie taki cięty. Zakryłem strzelbę swoim plecakiem i udałem się przed siebie w poszukiwaniu domu. Nie trudno było mi go namierzyć, gdyż był spory, a z licznych okien biło jasne światło dając znać, że domownicy są jeszcze na nogach. Przytrzymałem się pod drzwiami mając pewne wątpliwości co do wiarygodności zamawiającego. Wolałbym, żeby mnie nie wkopał, w końcu moja działalność nie jest kontrolowana przez żaden rząd czy królestwo. Z drugiej strony dobrze widać, że ich stać na legalne bronie, a jednak ktoś musiał polecić mnie jako tego lepszego. Kiedy zrobiłem się już spokojniejszy zbliżyłem się do drzwi, ale zanim zdążyłem do nich zapukać, ktoś je już szeroko otworzył.
- O, pan Vinloy! Miło mi pana gościć - nieco starszy mężczyzna przywitał mnie lekkim uśmiechem.
- Ta, wzajemnie - odwróciłem wzrok nieco zażenowany iście przyjaznym nastawieniem - Ja z zamówieniem.
- Naturalnie, czekaliśmy na pana - ożywiony pokiwał głową i osunął się na bok, aby zrobić przejście - Zapraszam do środka.
Kiwnąłem głową i niepewnie wszedłem do środka rozglądając się przy tym uważnie. Skoro już zapraszają mnie do takiego mini królestwa mogę skorzystać i wzbogacić się o parę kosztowności. Jak przykro, że nie wiedzą jak lepkie potrafią być moje łapki. Postanowiłem przyjąć odpowiednią postawę, a dzięki temu może zaproponują mi więcej.
- Oto pańska strzelba myśliwska przeznaczona do polowań, głównie na kaczki. Tutaj jest kilka opakowań naboi zrobionych przeze mnie, aczkolwiek podobne, również dobre można zakupić w pobliżu - wyjaśniłem prostując się lekko i wyjąłem zza pleców cały opisany towar.
- Och, wyjątkowa robota - starzec cicho westchnął odwijając materiał po czym obserwując broń z każdej możliwej strony - Mam nadzieję, że działa równie dobrze?
- Naturalnie. Przeszła kontrolę bezpieczeństwa i skuteczności - a raczej dwa strzały w drzewo, dopowiedziałem w głowie chytrze unosząc kąciki ust.
- Świetnie. Zapłata jest przygotowana, aczkolwiek Pani Falguni pozwoliła mi doliczyć do tego nocleg wraz z wyżywieniem. Zechciałby pan zostać u nas na jedną noc w ramach podziękowania za dobrze wykonaną robotę? - zaproponował kamerdyner przewieszając sobie strzelbę przez ramię.
Chwilę się namyśliłem, ale zważając na pewnie nie byle jakie wyżywienie, nocleg oraz moje wcześniejsze zamiary kradzieży, nie miałem zbyt wiele wątpliwości.
- Jeżeli właściciel tej jakże dostojnej posiadłości nie ma nic przeciwko, bardzo chętnie - uśmiechnąłem się teatralnie chcąc stworzyć jak najlepsze wrażenie.
Drzwi do przedpokoju zostały otwarte, a za zapraszającym gestem mężczyzny wszedłem do środka. Dom w środku prezentował się jeszcze lepiej niż z zewnątrz. Po podłogach ciągnęły się długie miękkie dywany, na prawie każdej ścianie znajdował się jakiś obraz, a samo wnętrze było elegancko i bogato ozdobione. Starałem się nie zdradzać za bardzo swoim zamiarów, więc oderwałem wzrok od kosztowności i skupiłem się na słowach faceta.
- Dziękuję panu, że jednak zgodził się pan zostać. Musi pan poznać naszą panienkę, naprawdę niesamowita niewiasta. Jeżeli się zgodzi, może nawet pan zabawić kilka dni u nas - zaproponował prowadząc mnie prawdopodobnie do jadalni, w której miałem poznać tą ,,niesamowitą niewiastę”. Wspomniane przez niego kilka dni mogły być dla mnie dobrym pomysłem. Jak bardzo uda mi się wzbogacić po kilku dniach w tym pałacyku? - Panie Vinloy, oto nasza panienka - dodał, gdy przekroczyliśmy próg jadalni.
Młoda dziewczyna odwróciła się w moją stronę, a gdy ujrzałem jej twarz nieco mnie zamurowało. Otworzyłem szerzej oczy orientując się, że to właśnie z jej konia mój wilk postanowił zrobić sobie kolację. Byłem już prawie pewien, że w tym oto momencie zostanę wydalony, a z mojej zapłaty będą nici. W takim przypadku musiałem odpowiednio zagrać. Zanim jasnowłosa zdążyła otworzyć usta, zbliżyłem się i ujmując jej rękę zbliżyłem do nich usta. Zanim złożyłem pocałunek na wierzchniej stronie jej dłoni, spojrzałem jej w oczy i cicho szepnąłem.
- Jeżeli coś piśniesz to zapewniam, że wilk zaatakuje znowu, a wtedy nie powstrzyma go nawet moja strzelba jak i nie zadowoli go tylko twój koń - szepnąłem po czym musnąłem wargami jej skórę i wyprostowałem się.
Co do wilka mówiłem zupełną prawdę. Zwierzę było przecież bardzo głodne, gdyż nie jadło możliwe od kilku dni usiłując znaleźć sobie odpowiednią ofiarę. To nie tak, że nie potrafił polować. On po prostu był na tyle wybredny, że za króliki czy małe sarny nawet nie chciał się zabierać. Co do jego wytrzymałości też nie było wątpliwości. Przekonałem się o tym, kiedy pierwszy raz go ujrzałem sprzedając mu kilka kulek, którymi niezbyt się przejął szybko pozbywając się ich przy pomocy zębów. Rozejrzałem się po stole zauważając wszystkie ładnie pachnące i wyglądające potrawy po czym spojrzałem na dziewczynę uśmiechając się fałszywie. Jakby mogła mnie teraz nie zaprosić do stołu?


Devi?

sobota, 9 lutego 2019

Od Devi do Vinloy’a – Goniąc za marzeniami

Czułam jak moje znamię, które mam od czasu kiedy pierwszy raz pojawił się Hejit, mnie piekło. Mój miecz mnie ostrzegał przed niebezpieczeństwem. Spojrzałam na mężczyznę i jego wilka, ale to nie o nich chodziło. Był tu ktoś jeszcze. Zaczęłam się rozglądać i zauważyłam ją, kobietę w ciemnej zbroi, takiej samej jaką miał mężczyzna sprzed kilku lat. Cofnęłam się do tyłu, jej wzrok przeszywał mnie na wskroś. Nie wiedziałam co robić, z jednej strony Hejit mówił aby zaatakowała, ale z drugiej… Poczułam ten sam strach co w tamten dzień. Pavan trącił mnie łbem, nie rozumiejąc co się dzieje. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech po czym wskoczyłam na swojego wierzchowca.
- Biegnij Pavan! – nie musiałam się powtarzać, koń od razu ruszył galopem i mimo rany, poruszał się coraz szybciej.
Ruszyliśmy przed siebie, całkowicie zapominając o spotkanym wcześniej mężczyźnie. Nie kierowałam ogierem, ufałam jego instynktowi. Często znajdował jakieś bezpieczne miejsce, dlatego mogłam na nim polegać.  Stało się tak i tym razem.
Po godzinie ostrego biegu przez pola i łąki, zobaczyłam znane mi budynki. Zbliżaliśmy się do wioski Prieve, mojego domu. To był jeden z tych nielicznych razy, kiedy tak bardzo się cieszyłam na jej widok. Bez wahania się, wjechałam w jej granice, kiedy tylko odwołałam Hejita i ruszyłam w stronę posiadłości moich rodziców. Zatrzymałam się dopiero przed okazałym, białym budynkiem, ogrodzonym pięknymi krzakami, będącymi częścią ogrodu. Zsiadłam z konia i po schodach weszłam na werandę, po czym zapukałam do dużych, dwuskrzydłowych drzwi. Nie musiałam długo czekać, aby otworzył mi Ednit, nasz najstarszy sługa.
- Panienka Devi – uśmiechnął się na mój widok i lekko się ukłonił.
Nie zważając na zasady dobrego wychowania, rzuciłam się mężczyźnie na szyję, przytulając go. Byłam całkowicie rozstrojona emocjonalnie, chciało mi się płakać, ale się od tego powstrzymałam.
- No już dobrze panienko – siwy mężczyzna pogłaskał mnie po głowie.
- Pavan jest ranny… - powiedziałam, kiedy się od niego odkleiłam.
- Zaraz kogoś zawołam, a ty wchodź do środka. Zajmiemy się tobą – przepuścił mnie w drzwiach.
Nie zastanawiając się nad niczym zrobiłam tak jak mi powiedziano. Weszłam do jasnego holu, naprzeciwko mnie po obu stronach stały schody, prowadzące do góry, gdzie były sypialnie. Na lewo miałam przejście do kuchni i do pokoi służby. Na wprost była ogromna jadalnia a po prawej wejście do pokoju dziennego, w którym przyjmowaliśmy też gości. Pierwsze co zrobiłam, to ruszyłam na górę do mojej sypialni.
- Panienka Devi! – na korytarzu spotkałam zarządcę, który zajmował się pod naszą nieobecnością posiadłością.
- Miło mi pana widzieć, panie Ishat. Zdrowie dopisuje? – spojrzałam na niskiego i krępego mężczyznę.
- Oczywiście panienko, jak zawsze nie mogę narzekać – wziął moją dłoń i pocałował jej wierzch.
Uśmiechnęłam się do niego, mimo, że był strasznym kobieciarzem, nawet go lubiłam, jak wszystkich tutaj. Nasza służba i zarządca zawsze byli traktowani z szacunkiem i dostawali to, czego im było trzeba. Zawsze czułam się przy nich, jakby byli częścią rodziny.
- Pójdę już, muszę się przebrać i odpocząć – powiedziałam z zamiarem odejścia.
- Panienko, chciałem panienkę uprzedzić, że przyjdzie dziś mężczyzna u którego zamówiłem broń, czy mam zgodę aby zaprosić go na posiłek i poprosić aby został na noc?
- Ma pan – po tych słowach, mężczyzna dziękując mi jeszcze raz ucałował moją dłoń i odszedł.
Poszłam w prawą część domu, w której znajdował się mój pokój. Kiedy do niego weszłam, byłam mile zaskoczona. Wszystko było posprzątane i gotowe na przyjęcie mnie, jakby wszyscy się spodziewali, że jeszcze tu wrócę. Wzruszona, wzięłam z szafy białą suknie i poszłam do łazienki. Widziałam, że w wannie jest już ciepła woda, ale sama musiałam dodać jakieś dodatki. Odwróciłam się i z szafki wyciągnęłam odpowiednie płyny do kąpieli. Wybrałam tym razem ten o zapachu róż. Dodałam go do wody i ręką wymieszałam. Nie musiałam za wiele czekać, aby poczuć zapach tych kwiatów w pomieszczeniu. Rozebrałam się i weszłam do wody, rozkoszując się jej ciepłem.
~ Nie zaufałaś mi ~ w mojej głowie rozległ się głos mojego miecza.
- Hejit… to nie tak.
~ Powinnaś mi ufać, przecież cię chronię i pomagam ci. Dlaczego więc uciekłaś? ~
- Ja… bałam się. Ona wyglądała tak jak tamten mężczyzna sprzed 6 lat. Zresztą dobrze wiesz, że nie lubię walczyć i… zabijać.
~ Wiem, ale czasem inaczej się nie da Devi. Nie każdy jest dobry i da się przekonać, że walka nie jest odpowiednim rozwiązaniem. ~
- Ja uważam inaczej, w każdym z nas jest dobro. Nawet w tobie – mówiłam, patrząc w sufit.
~ Jesteś bardzo naiwna ~ już go nie słyszałam.
Posiedziałam jeszcze jakiś czas w łazience, aż woda nie zaczęła się robić zimna. Sięgnęłam po odpowiedni kosmetyk, który zaczęłam wcierać w swoje ciało aby go później zmyć. Wstałam i opuściłam wannę, szybko zakrywając się ręcznikiem. Po skończeniu pozostałych czynności, związanych z odświeżeniem się i relaksem, zawołałam moją ulubioną służącą, Jasmin, która pomogła mi się ubrać i uczesać.
Wychodząc z łazienki, zdążyłam zobaczyć przez niezasłonięte okno, że już jest ciemno. Wyszłam z pokoju i udałam się na dół.
- Dziękuję panu, że jednak zgodził się pan zostać. Musi pan poznać naszą panienkę, naprawdę niesamowita niewiasta. Jeżeli się zgodzi, może nawet pan zabawić kilka dni u nas – schodząc ze schodów, słyszałam jak pan Ishat komuś dziękował.
Domyśliłam się, że chodzi o tego mężczyznę, który miał mu dostarczyć dziś broń. Chciałam do nich dołączyć w pokoju dziennym, ale zauważyłam jak Ednit zaprasza mnie do jadalni na posiłek.
Ruszyłam do jadalni, mając nadzieję na coś ciepłego do zjedzenia. I nie myliłam się, stół był ładnie zastawiony a znajdujące się na nim potrawy, wyglądały przepysznie. Przyglądałam się tak chwilę temu widoczkowi, kiedy usłyszałam za sobą kroki.
- Panie Vinloy, oto nasza panienka – na te słowa odwróciłam się i od razu mnie zamurowało.
Obok zarządcy stał nie kto inny jak ten czarnowłosy mężczyzna, którego wilk zaatakował dziś mojego Pavana.
<Vinloy?>

czwartek, 31 stycznia 2019

Od Vinloy'a do Devi - Goniąc za marzeniami

Otarłem pot ściekający z mojego czoła i pracowałem dalej. Musiałem skończyć i dostarczyć zamówionego gnata do świtu chyba, że utrata jakiejś kończyny jest mi obojętna. A tak się składa, że wszystkie powinny zostać na swoim miejscu, więc z robotą też nie powinienem się opieprzać. Po kilku dniach składania strzelby w końcu przystąpiłem do końcowych poprawek i ozdabiania. Udało mi się skończyć, gdy już się ściemniało. Jeżeli wyruszę teraz, na pewno dostarczę broń na czas i nawet dobrze mi za to zapłacą. Zostało jedynie przetestować to cudo, z którego byłem niezmiernie dumny. Zawiesiłem pasek od strzelby na ramieniu i odsunąłem się od wielkiego stołu przy mojej tymczasowej chacie. Przewiesiłem przez siebie również plecak, w którym przygotowałem prowiant i sporo broni, gdyby mój powrót miał się nieco przedłużyć. W końcu wyruszyłem niestety w kierunku wioski Prieve. Jak na mój gust jest tam zbyt kolorowo, jasno i przede wszystkim przyjaźnie. Tym bardziej dziwi mnie to, że ktoś z tamtych okolic zamówił u mnie broń palną i to do tego nielegalnie. Cóż, praca to praca, nie ważne czy uczciwa i odpowiednia. Poprawiając bagaż na plecach skierowałem się w stronę lasu musząc udać się dłuższą drogą, żeby przy okazji w jakimś cichym miejscu przetestować nowe cudeńko. Od dwóch dni mój puchaty towarzysz nie zjawiał się, więc pewnie w końcu sam coś upolował albo stwierdził, że nie jestem mu już potrzebny do szczęścia. Może to i lepiej, nie będę musiał martwić się o jego bezpieczeństwo i utrzymanie skoro ledwo potrafię zadbać o siebie samego. Przemierzając gęste lasy coraz bardziej się ściemniało, ale wszystko było jeszcze jakoś widoczne, więc korzystając z tego, przyspieszyłem. Nie miałem czasu na przyglądanie się przyrodzie, która i tak słabo przykuwała moją uwagę, a już na pewno nie kiedy szedłem na ryzykowne spotkanie. W końcu odpowiednio oddaliłem się od gwarnych miejsc i okolic wioski i wyszedłem na rozległą polanę. Po drugiej jej stronie był kolejny las, za którym nie daleko znajdowała się wioska, do której właśnie zmierzałem. Wyciągnąłem z kieszeni kompas i spojrzałem na niego, aby upewnić się, że wszystko jak na razie idzie zgodnie z planem. Uśmiechnąłem się sam do siebie widząc jak dobrze potrafię się zorganizować. Zanim kontynuowałem podróż postanowiłem się przytrzymać i przetestować strzelbę myśliwską. Odwinąłem materiały, w które ją zawinąłem żeby nie stanowiła jakichkolwiek podejrzeń i załadowałem magazynek srebrnymi nabojami. Uniosłem broń przykładając zimny metal do policzka i wycelowałem w samotnie szybującego na niebie ptaka. Idealny cel jak na pierwszy strzał. Odczekałem jeszcze chwilę po czym pociągnąłem za spust i w ciszy wysłuchiwałem, jak nabój trafia ptaszysko, któremu udaje się wydać ostatnie skrzeczenie. Niestety było już zbyt ciemno żebym zdołał ujrzeć spadającą ofiarę, ale i tak chodziło mi tylko o sprawy techniczne. Dla pewności oddałem jeszcze dwa strzały trafiając tym razem w zwykłe pnie drzew. Usatysfakcjonowany skutecznością mojego wyrobu uśmiechnąłem się sam do siebie i począłem na powrót owijać gnata w materiał. Wokół nadal było strasznie cicho, więc bez problemu usłyszałem skradanie się wśród traw jakiegoś większego zwierzęcia. Szybko odwinąłem bandaże i skierowałem lufę w kierunku, z którego dochodziły hałasy. Gdy zwierzę zbliżało się, ja zaś cofałem jakby lekko obawiając się tego, co zaraz może się wydarzyć. Ku mojemu zdziwieniu nie wyskoczyła na mnie wielka puma, tylko mój czarny wilk z postrzelonym wcześniej ptakiem w zębach. Rzucił mi pod nogi zdobycz i prawie niewidocznie zamerdał ogonem jakby dumny ze swojej roboty. Z ulgą wypuściłem z płuc wcześniej wstrzymywane powietrze i schowałem spluwę za plecak.
- To i tak ja go zastrzeliłem - wywróciłem oczami oszczędzając mu satysfakcji i dumy - Poza tym, takim czymś się nie najesz - podniosłem sflaczałe, małe ciałko ptaka i wyrzuciłem daleko w krzaki.
Wilk warknął jakbym właśnie odebrał mu najcenniejszą rzecz w jego życiu. Ja natomiast tylko wzruszyłem ramionami i ruszyłem w stronę lasu naprzeciwko. Naderwany emocjonalnie przybłęda chcąc nie chcąc i tak ruszył za mną. Gdy przemierzaliśmy już las wyszukiwałem głównej ścieżki prowadzącej do wioski, a odgłos stukotu kopyt tylko mi to ułatwił. Ruszyłem w owym kierunku i instynkt mnie nie zmylił, gdyż wystąpiłem na wydeptaną ścieżkę. Po czasie zorientowałem się również, że zagrodziłem drogę ogierowi i jego jeźdźcowi. Spłoszony koń gwałtowanie się zatrzymał zrzucając przy tym swoją właścicielkę i niepewnie wpatrywał w coś za mną. Odwróciłem się i zrozumiałem. Wilk stojący o krok za mną wyszczerzył się chwaląc się ostrym uzębieniem i nie czekał dłużej. Wyminął mnie i wskoczył koniowi na zad od razu zatapiając zębiska w jego skórze. Śmiertelnie wystraszony koń zaryczał z bólu i zaczął wymachiwać tylnymi kopytami starając się jakoś strącić wilczura. Dziewczyna, która zaliczyła spotkanie z ziemią również popadła w panikę i podniosła się, aby coś zrobić, ale widocznie strach ją sparaliżował. Jedynie spojrzała na mnie i błagała, abym coś zrobił. Ja jedynie wzruszyłem ramionami stwierdzając, że wilk tak naprawdę nie należy do mnie i nie mogę wydawać mu poleceń. Obserwowałbym tą scenę dłużej, ale cały ten hałas i zamieszanie przyprawiało mnie już o mdłości, więc przewróciłem oczami i skrzyżowałem ramiona na piersi.
- Zostaw już, wielkoludzie! - uniosłem głos w taki sposób, że wilczur momentalnie położył uszy po sobie i zeskoczył z wierzchowca zostawiając po sobie tylko kilka ran na jego boku, z których sączyła się ciemna krew. Czworonożny podbiegł do mnie, a z jego pyska kapała krew i ślina. Obrzydzony odwróciłem od niego wzrok i spojrzałem ponownie na zdezorientowaną jasnowłosą. Powoli zbliżyłem się do niej pilnując, aby wilk pozostał za mną. Dziewczyna nie zwracała na mnie uwagi, gdyż całą poświęciła swemu towarzyszowi, więc skorzystałem z okazji i bez wahań zdjąłem jej świeżo upleciony wianek.
- Urocze, prawda? - uśmiechnąłem się sztucznie do wilka o czarnej sierści, który podskoczył przejmując kwieciste nakrycie głowy i w mig rozerwał je na strzępy.
Zaśmiałem się cicho poprawiając strzelbę na ramieniu i ruszyłem dalej przed siebie nie przejmując się wcześniejszą sytuacją. Miałem pewność, że będę mógł w spokoju o tym zapomnieć i ruszyć dalej, ale zatrzymały mnie pewne słowa kobiety, którą zostawiłem w tyle. Brzmiała bardzo pewnie siebie, więc znacznie zaciekawiony odwróciłem się i uniosłem brew widząc w jej rękach całkiem ładnie wyglądający miecz. Parsknąłem jedynie głuchym śmiechem i przechyliłem głowę wyczekując jej kolejnego ruchu, którego już nie mogłem się doczekać.

<Devi?>

wtorek, 29 stycznia 2019

Od Devi do Vinoly’ego - Goniąc za marzeniami

To był kolejny dzień w siodle. Kilka miesięcy temu opuściłam rodzinną wioskę - Prieve i wyruszyłam w podróż aby poznać świat i znaleźć swoje miejsce. Chciałam się też uwolnić spod opiekuńczych skrzydeł moich rodziców. I w ten oto sposób wylądowała tutaj z moim kochanym, karym koniem - Pavanem oraz z Hejitem - pięknym, srebrnym mieczem, który obecnie znajdował się w ukryciu, niedostrzegalny dla zwykłych ludzi.
Mijałam łąki, usłane trawą o żywym, zielonym odcieniu, w której rosły też wielobarwne kwiaty. Znajdowały się tam wszystkim znane stokrotki, mleczne czy mąki, ale wśród tej kolorowej zgrai widziałam też rośliny, których nie znałam, a które zachwycały pięknem swoich delikatnych płatków lub swoimi barwami. Czasem zatrzymywałam się na chwilę aby móc napawać się zarówno widokiem jak i przebajecznym zapachem. W takich chwilach cieszyłam się, że postanowiłam podążać swoją własną drogą. Kto wie, może gdybym zdecydowała się na podróż z rodzicami do miasteczka Qua'Hena, nigdy nie zobaczyłabym takich widoków.
Zdecydowałam, aby się na chwilę zatrzymać. Kiedy Pavan stał w miejscu, ja z niego zeszłam i poszłam w stronę kwiatów. Usiadłam na ziemi, zajęta ich podziwianiem. Naszła mnie ochota na zrobienie wianków, za co od razu się wzięłam. Zerwałam kwiaty i zaczęłam splatać ze sobą ich łodygi, tworząc dosyć popularną wśród dziewcząt ozdobę na głowę. Pamiętałam też o moim ogierze, dla niego też przygotowałam odpowiednich rozmiarów nakrycie głowy. Kiedy skończyłam założyłam sobie i mojemu zwierzęcemu towarzyszowi wianek. Następnie wspięłam się na jego grzbiet i dalej ruszyliśmy przed siebie.
Niedaleko musiałam jechać, aby łąki zaczęły ustępować polom uprawnym, na których rosły różne gatunki zboża. Otaczał mnie srebrno-złoty ocean owsa, pszenicy czy żyta. Ten widok również robił wrażenie, a grzejące słońce tylko potęgowało miłe doznania. Zaczynałam się zastanawiać, czy nie osiąść w jakiejś pobliskiej wiosce czy miasteczku.
~ Nie wytrzymałabyś tam zbyt długo, Devi - w jej głowie rozległ się znany jej i tylko jej głos.
- Pewnie jak zwykle masz rację, Hejit - odpowiedziałam niby do siebie, ale tak naprawdę moje słowa były skierowane do mojego niezwykłego miecza.
Tak naprawdę nie musiałam odpowiadać mu na głos, Hejit słyszał moje myśli, ale czułam się pewniej, kiedy mówiłam coś na głos. Popędziłam swojego ogiera, aby trochę przyspieszył, wolałam znaleźć jakieś zaludnione miejsce jeszcze przed zachodem słońca. Ale chyba nie było mi to dane. Kiedy już zachód słońca się zbliżał, na mojej drodze pojawił się pewien mężczyzna. Wyszedł nagle przed mojego konia, przez co ten się wystraszył i stanął dęba. Nie miałam wystarczająco siły aby się utrzymać w siodle przez co zaliczyłam twarde lądowanie.

<Vinoly?>
Template by...