Na moje policzki wdał się wielki, czerwony niczym dorodny pomidor, rumieniec. Nie spodziewałam się Kirana wbiegającego do tego pomieszczenia o poranku. To zdecydowanie była najbardziej dziwna sytuacja jaką dotychczas przeżyłam i zdecydowanie najbardziej żenująca. Przerwało to mi i Rinie miłosne zaloty. Obie szybko się ubrałyśmy. Zaniepokoiło mnie zachowanie mężczyzny i jego szybka ucieczka z pokoju, nie wydawał się przecież zbytnio przejęty całą sytuacją, którą tutaj zastał. Myślę, że widział coś co niestety często zwodzi tutejszych przybyszów, a jeśli mam racje Kiran jest w ogromnym niebezpieczeństwie. Złapałam ukochaną za rękę i wbiegłam na schody. Myślałam, że nigdy się nie skończą, jednak w końcu dotarłyśmy do wyjścia. Oślepił nas blask promieni słonecznych. O mało się nie wywróciłam, zawsze tak jest kiedy na chwilę tracę wzrok. Niby powinnam się przyzwyczaić do połowicznej ślepoty ale jednak czasami czuję jakbym miała obie pary oczu. Nerwowo wbiegłyśmy do lasu chcąc jak najszybciej znaleźć towarzysza. Rina pobiegła w jedną stronę, a ja w drugą, chociaż przyznam, że nie był to najlepszy pomysł na świecie. Elfy miały poniekąd dar do wyczuwania energii innych istot, a zatem ja czułam te których nigdy nie chciałabym spotkać. W pewnym momencie biegu odbiłam się od kogoś po czym upadłam na ziemię. To był on, nasz ucieczkowicz.
- Kiran... - zaczęłam ledwo łapiąc powietrze - Mógłbyś tak więcej nie znikać bez słowa? Ten las roi się od niebezpie...
Nie zdążyłam dokończyć a za mężczyzną stanął gigantyczny stwór. Nie zdążyłam nic powiedzieć bo oboje z nas powalił swoją wielką łapą. Kiedy nas zabierał posłałam tylko głuchy krzyk w wielką, leśną przestrzeń.
Obudziłam się przykuta do ściany metalowymi łańcuchami. Rzekłabym, że widziałam już kiedyś to miejsce, ale nie wiem czy przy tym bym nie skłamała. Może o tym czytałam? Sama już nie wiem, lochy jak lochy, co na znowu bredzę. Rozejrzałam się dookoła. Kiran wisiał prawie obok mnie. Jego ciało było pokryte świeżymi ranami...musiałam chyba coś przegapić. Najwyraźniej całkiem przypadkiem, w wyniku niefortunnych zdarzeń i ucieczki wielkiego odkrywcy świata trafiliśmy do niewoli jakiś dzikusów. Fantastycznie...dopiero po chwili poczułam jakbym została ugodzona co najmniej kilka razy jakimś tępym nożem. Po mojej sinej nodze spływała krwisto czerwona ciecz, zemdlałam.
<Rina?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hasharian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hasharian. Pokaż wszystkie posty
sobota, 2 marca 2019
wtorek, 5 lutego 2019
+18 Od Hasharian do Riny - A więc tak/Poszukując celu
Odciągnęłam chłopaka na bok. Nie miało to jednak większego znaczenia, bo Rina i tak jakby chciała, to wszystko usłyszy. Zaproponowałam mu krótko - pomoc w dostaniu się do ruin, które nie akceptowały każdego i nie było nawet mowy, aby wejść tam od tak. Uprzedziłam też go o plemionach, które niestety zamieszkują lasy, które otaczają stertę już prawie zgruzowanego królestwa.
- Słuchaj, nie chcę być niegrzeczna, ale dobre by było, gdybyś nie milczał dwadzieścia cztery godziny na dobę. - westchnęłam zrezygnowana.
Wróciliśmy do Riny a ja wyjaśniłam jej całą sytuację. Udaliśmy się w stronę ruin, jednak w mojej głowie krążyły ogromne obawy co do tego miejsca. Nigdy nie czułam się tam zbyt dobrze.
<Rinka, kochanie? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
- Słuchaj, nie chcę być niegrzeczna, ale dobre by było, gdybyś nie milczał dwadzieścia cztery godziny na dobę. - westchnęłam zrezygnowana.
Wróciliśmy do Riny a ja wyjaśniłam jej całą sytuację. Udaliśmy się w stronę ruin, jednak w mojej głowie krążyły ogromne obawy co do tego miejsca. Nigdy nie czułam się tam zbyt dobrze.
~*~
Zagłębiliśmy się w zniszczone struktury jednego z wielu tutejszych budynków, nie ważne obok którego przechodziłam, czułam się obserwowana. Być może była to kwestia przywidzenia, ale nie byłam się w stanie pozbyć tego wrażenia. Pałacyk - bo tak wnioskuję po resztkach konstrukcji miał całkiem dobrze ostałe piwnice, wydaje mi się, jakby zatrzymał się tutaj czas. Gdybym nie znała świata na zewnątrz pomyślałabym nawet, że wszystko jest jak najbardziej w porządku. Cóż...nikt nigdy nie przypuszczał, że kiedyś to królestwo zamieni się w kupę gruzu. Mimo tego niektóre budynki dalej stoją, a przyroda coraz bardziej je pochłania. Jakby chciała odzyskać to, co ktoś kiedyś jej odebrał. Nie ukrywam, że wydawało się to odrobinę straszne. Schodząc po schodach prawie z nich spadłam, a to wszystko przez leżący na nich szkielet. Mruknęłam tylko coś pod nosem i schodziłam dalej. Kiedy dotarliśmy na sam dół, stwierdziliśmy...ja z Riną stwierdziłam, Kiran tylko kiwnął głową - czas na odpoczynek. Weszłyśmy z dziewczyną do pierwszego lepszego pomieszczenia, a mężczyzna wybrał te obok nas. Na środku zakurzonego pokoju stał pokaźnych rozmiarów materac. W mojej głowie zrodziły się sprośne myśli. Pociągnęłam Rinę za sobą po czym pchnęłam ją na posłanie, nie minęło dużo czasu a znalazłam się nad nią. Oblizałam lubieżnie wargi po czym wpiłam się w jej słodkie, malinowe usta. Całowałam ją zachłannie, chcąc coraz więcej i więcej. Nie wystarczyła mi już tylko jej obecność. Wsunęłam dłoń pod jej bluzkę, delikatnie złapałam jedną z piersi, idealnie mieściła się w mojej dłoni. Dziewczyna pisnęła, wybacz kochanie, nie zamierzam teraz odpuścić. Kącik moich warg mimowolnie uniósł się do góry, kiedy dziewczyna wydała z siebie cichutki jęk. Czerpałam z tego ogromną przyjemność. Drugą ręką sprawnie rozpięłam jej górną część garderoby i rzuciłam ją gdzieś w kąt. Nie była w końcu do niczego potrzebna. Nachyliłam się nad jej uchem cicho szeptając kilka sprośnych słów. Zjechałam nieco niżej, składałam na jej szyi delikatne pocałunki na przemian z ślicznymi różowymi malinkami.<Rinka, kochanie? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
wtorek, 29 stycznia 2019
Od Riny do Hasharian - A więc tak/Poszukując celu
Byłam podrażniona tym, że właśnie zostałam związana do drzewa, Hasharian chyba za bardzo ceni sobie słowa "Połączenie z naturą"... Żarty, żartami ale byłam na tyle zdezorientowana, że nie wiedziałam co powiedzieć. Na pierwsze pytanie Hashi miał odpowiedzieć Kiran. Po 10 minutach nie doczekaliśmy się żadnej odpowiedzi ze strony Kirana, jego zachowanie było karygodne... Tylko się rozglądał jakby miał nas w dupie, zaczęłam nieco ocierać sznurem o drzewo by ten mógł się chociaż poluzować lub przynajmniej odrobinę przeciąć bym mogła się uwolnić. Niestety, moje zachowanie zostało szybko odkryte przez Hasharian, dziewczyna zauważyła, że chcę się wydostać więc spojrzała na mnie poważniejszym wzrokiem.
-Twoja kolej na wyjaśnienia...- odpowiedziała patrząc na mnie.
Westchnęłam dość głośno i spojrzałam na Kirana.
-Wiem co nieco... O tym czymś...- Odpowiedziałam nieco pogardliwie.
Kiran po chwili zrobił wielkie oczy, tak jakby właśnie szukał odpowiedzi na jakieś pytanie.
Hasharian zdziwiła się, w sumie nie tylko ona.
-To normalne, kiedy samica Furii chce zaatakować samca... Tu chodzi już o pewną rywalizację i dominacje względem naszego gatunku.- Odpowiedziałam znów patrząc na Kirana. Po jego twarzy stwierdziłam, że nawet nie wiedział że jest potomkiem Furii. Oczywiście, wiedziałam na temat Kirana o wiele więcej niż on sam. Po mojej odpowiedzi z całej siły, jeszcze będąc wilkołakiem, rozerwałam sznur do którego byłam przywiązana. Hasharian już chciała reagować ponowną strzałą, ale podeszłam do niej i zatrzymałam ją tym.
-Lepiej go uwolnij.- Odpowiedziałam odchodząc z jakieś 10 kroków dalej w stronę ruin. Widać było, że mój kochany Słowik wykonał "rozkaz" i z uważną miną powoli go
odwiązywała. Hasharian cały czas mnie obserwowała, zdziwiła ją moja nagła reakcja, która z agresji przerodziła się w obojętność. Wiedziałam jednak swoje, że nie mogę się zbliżać na bliższą odległość do Kirana. Zauważyłam, że Hasha wzięła Kirana ze sobą... Ale w jakiej sprawie?
<Hasharian?>
-Twoja kolej na wyjaśnienia...- odpowiedziała patrząc na mnie.
Westchnęłam dość głośno i spojrzałam na Kirana.
-Wiem co nieco... O tym czymś...- Odpowiedziałam nieco pogardliwie.
Kiran po chwili zrobił wielkie oczy, tak jakby właśnie szukał odpowiedzi na jakieś pytanie.
Hasharian zdziwiła się, w sumie nie tylko ona.
-To normalne, kiedy samica Furii chce zaatakować samca... Tu chodzi już o pewną rywalizację i dominacje względem naszego gatunku.- Odpowiedziałam znów patrząc na Kirana. Po jego twarzy stwierdziłam, że nawet nie wiedział że jest potomkiem Furii. Oczywiście, wiedziałam na temat Kirana o wiele więcej niż on sam. Po mojej odpowiedzi z całej siły, jeszcze będąc wilkołakiem, rozerwałam sznur do którego byłam przywiązana. Hasharian już chciała reagować ponowną strzałą, ale podeszłam do niej i zatrzymałam ją tym.
-Lepiej go uwolnij.- Odpowiedziałam odchodząc z jakieś 10 kroków dalej w stronę ruin. Widać było, że mój kochany Słowik wykonał "rozkaz" i z uważną miną powoli go
odwiązywała. Hasharian cały czas mnie obserwowała, zdziwiła ją moja nagła reakcja, która z agresji przerodziła się w obojętność. Wiedziałam jednak swoje, że nie mogę się zbliżać na bliższą odległość do Kirana. Zauważyłam, że Hasha wzięła Kirana ze sobą... Ale w jakiej sprawie?
<Hasharian?>
Od Hasharian do Kirana - A więc tak/Poszukując celu
Byłam zdezorientowana całą tą sytuacją i zupełnie nie wiedziałam co na to wszystko powiedzieć ani co zrobić. Spoglądałam przez chwilę a to na Kirana, a to na Rinę. Widziałam gniew w jej oczach, jednak nie potrafiłam znaleźć jego źródła. Dziewczyna jakby oszalała w momencie jak już go zobaczyła. Przez chwilę zastanawiałam się co ja tu właściwie robię i gdzie ja jestem i czy aby to na pewno dobry świat. O Stwórco...sięgnęłam po łuk i szybko wystrzeliłam dwie strzały, jedna trafiła w nogę Riny a druga w nogę Kirana. Oboje nie wiedzieli co powiedzieć, łapiąc się z bólu za nogi.
- Spokojnie kruszynki, gdy tylko wyjmuje się tą strzałę rana zasklepia się automatycznie, ale jest jedno małe ale. Pójdziecie teraz oboje ładnie spać. - Rina spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, a ja tylko się uśmiechnęłam. Oboje bardzo szybko zasnęli, nie sądziłam, że w ogóle przydadzą mi się kiedyś te strzały, ale w końcu znalazłam dla nich idealne zastosowanie. Przywiązałam dwójkę specjalnym sznurem do drzew i czekałam, aż się obudzą. Trwało to naprawdę długo, ale miałam czas by wszystko dobrze sobie przemyśleć. Przypomniałam sobie jeszcze raz rozmowę z dziewczyną, a później to jak zachowywała się w stosunku do Kirana, jak tylko go zobaczyło. Rany...to wszystko jest takie dziwne. W końcu się zbudzili. Wymieniłam z nimi spojrzenia, przy okazji ich cudownego snu wyjęłam strzały z ich nóg. Wyglądali na lekko zdezorientowanych ale szybko wyjaśniłam im całą zaistniałą sytuację.
- Nie zamierzam stać z boku, do tego słuchać jak Rina co chwilę warczy na Ciebie Kiranie z powodu, którego nie znam. Czuję się lekko ogłupiona tym wszystkim i wybaczcie, ale żądam wyjaśnień z waszej strony i nie puszczę was póki mi wszystkiego nie powiecie. - nie wiem czy byłam zła czy po prostu miałam po kilku tych chwilach dosyć tego wszystkiego. Westchnęłam cicho czekając na wyjaśnienia. - Kiranie myślę, że to dobry moment abyś przestał milczeć.
<Kiran?>
- Spokojnie kruszynki, gdy tylko wyjmuje się tą strzałę rana zasklepia się automatycznie, ale jest jedno małe ale. Pójdziecie teraz oboje ładnie spać. - Rina spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, a ja tylko się uśmiechnęłam. Oboje bardzo szybko zasnęli, nie sądziłam, że w ogóle przydadzą mi się kiedyś te strzały, ale w końcu znalazłam dla nich idealne zastosowanie. Przywiązałam dwójkę specjalnym sznurem do drzew i czekałam, aż się obudzą. Trwało to naprawdę długo, ale miałam czas by wszystko dobrze sobie przemyśleć. Przypomniałam sobie jeszcze raz rozmowę z dziewczyną, a później to jak zachowywała się w stosunku do Kirana, jak tylko go zobaczyło. Rany...to wszystko jest takie dziwne. W końcu się zbudzili. Wymieniłam z nimi spojrzenia, przy okazji ich cudownego snu wyjęłam strzały z ich nóg. Wyglądali na lekko zdezorientowanych ale szybko wyjaśniłam im całą zaistniałą sytuację.
- Nie zamierzam stać z boku, do tego słuchać jak Rina co chwilę warczy na Ciebie Kiranie z powodu, którego nie znam. Czuję się lekko ogłupiona tym wszystkim i wybaczcie, ale żądam wyjaśnień z waszej strony i nie puszczę was póki mi wszystkiego nie powiecie. - nie wiem czy byłam zła czy po prostu miałam po kilku tych chwilach dosyć tego wszystkiego. Westchnęłam cicho czekając na wyjaśnienia. - Kiranie myślę, że to dobry moment abyś przestał milczeć.
<Kiran?>
piątek, 25 stycznia 2019
Od Hasharian do Kirana - A więc tak.../Poszukując celu
Spojrzałam na dziewczynę jeszcze lekko zaspanymi oczami. Zastanawiałam się gdzie tak się wybiera, że pakuje wszystkie rzeczy. No tak...przecież musimy iść dalej. Z rozmyśleń wyrwał mnie jej ciepły ton głosu.
- Chyba nie za dobrze spałaś? - zapytała mnie śmiejąc się delikatnie.
Posłałam Rinie gniewne spojrzenie jakby chcąc ją skarcić za żarty na mój temat jednak po chwili podniosłam się i ucałowałam ją w policzek. Im szybciej się stąd zwiniemy tym lepiej. Zagasiłam ledwo dychające już ognisko i ruszyłyśmy przed siebie. Naszym celem było dotarcie do ruin sprzed których dopiero niedawno uciekłyśmy. Mam nadzieję, że nie spotkamy już więcej tego plemienia, nie marzy mi się potrawka z elfa lub wilczycy. Zaśmiałam się w duchu mimo wszystko. Dużo przez ten czas rozmawiałyśmy, poznałyśmy się jeszcze bardziej. Starałam się uważnie wsłuchiwać w każde jej wypowiadane słowo. Patrząc na wszystko z perspektywy czasu nie spodziewałabym się, że przyjdzie taki moment kiedy moje serce zabije kiedykolwiek mocniej niż zwyczajniej. Czułam uraz do miłości w jakiejkolwiek postaci. Do teraz mam wątpliwości, że może jednak się mylę, ale staram się o tym nie myśleć. Spoglądałam od czasu do czasu na Rine. Zastanawiałam się o czymś czasami myśli robiąc tak poważne miny. Nim się spostrzegłyśmy, byłyśmy już niedaleko ruin. Przystanęłam na chwilę, by szybko przebrać się w jakieś bardziej wygodniejsze ciuchy. Zgarnęłam z torby spodnie, parcianą bluzkę, która zasłaniała tylko biust i związałam włosy tak by nie przeszkadzały w ewentualnej ucieczce....wolałam się przygotować. Resztę ekwipunku schowałam i ruszyłyśmy dalej. Cała podróż łącznie zajęła nam kilka dni, nie było tak źle jak podejrzewałam. Dotarłyśmy do ruin. Było strasznie cicho, a to nie wróżyło nic dobrego. Złapałam za łuk jednak po chwili trzymałam już Rinę. Dziewczyna o mało nie rzuciła się w zębiskami na mężczyznę, który przez moment chyba sam nie wiedział co się właściwie stało.
- Rina, spokojnie on nic nam przecież nie zrobił. - Próbowałam ją uspokoić lecz bezskutecznie.
<Kiran?>
- Chyba nie za dobrze spałaś? - zapytała mnie śmiejąc się delikatnie.
Posłałam Rinie gniewne spojrzenie jakby chcąc ją skarcić za żarty na mój temat jednak po chwili podniosłam się i ucałowałam ją w policzek. Im szybciej się stąd zwiniemy tym lepiej. Zagasiłam ledwo dychające już ognisko i ruszyłyśmy przed siebie. Naszym celem było dotarcie do ruin sprzed których dopiero niedawno uciekłyśmy. Mam nadzieję, że nie spotkamy już więcej tego plemienia, nie marzy mi się potrawka z elfa lub wilczycy. Zaśmiałam się w duchu mimo wszystko. Dużo przez ten czas rozmawiałyśmy, poznałyśmy się jeszcze bardziej. Starałam się uważnie wsłuchiwać w każde jej wypowiadane słowo. Patrząc na wszystko z perspektywy czasu nie spodziewałabym się, że przyjdzie taki moment kiedy moje serce zabije kiedykolwiek mocniej niż zwyczajniej. Czułam uraz do miłości w jakiejkolwiek postaci. Do teraz mam wątpliwości, że może jednak się mylę, ale staram się o tym nie myśleć. Spoglądałam od czasu do czasu na Rine. Zastanawiałam się o czymś czasami myśli robiąc tak poważne miny. Nim się spostrzegłyśmy, byłyśmy już niedaleko ruin. Przystanęłam na chwilę, by szybko przebrać się w jakieś bardziej wygodniejsze ciuchy. Zgarnęłam z torby spodnie, parcianą bluzkę, która zasłaniała tylko biust i związałam włosy tak by nie przeszkadzały w ewentualnej ucieczce....wolałam się przygotować. Resztę ekwipunku schowałam i ruszyłyśmy dalej. Cała podróż łącznie zajęła nam kilka dni, nie było tak źle jak podejrzewałam. Dotarłyśmy do ruin. Było strasznie cicho, a to nie wróżyło nic dobrego. Złapałam za łuk jednak po chwili trzymałam już Rinę. Dziewczyna o mało nie rzuciła się w zębiskami na mężczyznę, który przez moment chyba sam nie wiedział co się właściwie stało.
- Rina, spokojnie on nic nam przecież nie zrobił. - Próbowałam ją uspokoić lecz bezskutecznie.
<Kiran?>
środa, 23 stycznia 2019
Od Hasharian do Riny - A więc tak...
- Wiesz właściwie to nie do końca wiem czemu to robię, czuję taką potrzebę gdzieś głęboko w sobie. Nie wiem czym to jest spowodowane i czemu tak się dzieję, ale czuję, że muszę Ci pomóc. - Zajmowałam się leczeniem jej oka, które było w fatalnym stanie.
Starałam się to robić jak najdelikatniej jednak momentami musiało trochę zaboleć. Uśmiechałam się wtedy przepraszając za moje czyny. Na prawdę nie chciałam by cierpiała. Sama siebie nie poznaję bo do tej pory starałam się utrzymywać dystans. Być może moja trauma powoli mija i niedługo będzie już całkowicie w porządku. W ramach podziękowania, kiedy już skończyłam, ucałowałam ją delikatnie w policzek. Zauważyłam, że dziewczyna się trochę zmieszała, jednak u nas - elfów jest to całkowicie normalne. Wydaję mi się, że jej zdziwienie jest po prostu kwestią różnic kulturowych. Zachichotałam obserwując reakcje mojej towarzyszki. W pewnym momencie jakby coś zaświtało mi w mojej głowie. Hasharian czy ty przypadkiem nie jesteś nią zauroczona? Wyrzuciłam tę możliwość z głowy i skupiłam się na swoim zadaniu, jednak co jakiś czas dalej wracałam do tego myślami. Kiedy skończyłam jeszcze raz dla pewności spojrzałam na ranę. Wszystko było w porządku jednak na oku będzie widoczny ślad po tym incydencie.
- Myślę, że to już wszystko. Wyśpijmy się i ruszajmy dalej, w końcu musimy dotrzeć do celu naszej podróży...o ile w ogóle jakiś konkretny mamy. - zachichotałam.
Dziewczyna tylko pokiwała głową uśmiechając się. Przyznam, że troszkę mnie to rozkojarzyło i chyba zbytnio mnie poniosło w moich myślach. Zrobiło mi się gorąco, a na moje policzki wpłynął rumieniec. Spojrzałam na nią maślanymi oczkami po czym dosyć nieśmiało ale jednak zdecydowanie wpiłam się w jej usta. Nie odepchnęła mnie, wręcz przeciwnie. Złapała mnie za biodra i przyciągnęła do siebie, tak że nasze ciała były idealnie złączone. Moje ciało drżało od każdego jej nawet najmniejszego dotyku. Rina oderwała się ode mnie na chwilę jakby chcąc coś mi powiedzieć.
<Rina?>
Starałam się to robić jak najdelikatniej jednak momentami musiało trochę zaboleć. Uśmiechałam się wtedy przepraszając za moje czyny. Na prawdę nie chciałam by cierpiała. Sama siebie nie poznaję bo do tej pory starałam się utrzymywać dystans. Być może moja trauma powoli mija i niedługo będzie już całkowicie w porządku. W ramach podziękowania, kiedy już skończyłam, ucałowałam ją delikatnie w policzek. Zauważyłam, że dziewczyna się trochę zmieszała, jednak u nas - elfów jest to całkowicie normalne. Wydaję mi się, że jej zdziwienie jest po prostu kwestią różnic kulturowych. Zachichotałam obserwując reakcje mojej towarzyszki. W pewnym momencie jakby coś zaświtało mi w mojej głowie. Hasharian czy ty przypadkiem nie jesteś nią zauroczona? Wyrzuciłam tę możliwość z głowy i skupiłam się na swoim zadaniu, jednak co jakiś czas dalej wracałam do tego myślami. Kiedy skończyłam jeszcze raz dla pewności spojrzałam na ranę. Wszystko było w porządku jednak na oku będzie widoczny ślad po tym incydencie.
- Myślę, że to już wszystko. Wyśpijmy się i ruszajmy dalej, w końcu musimy dotrzeć do celu naszej podróży...o ile w ogóle jakiś konkretny mamy. - zachichotałam.
Dziewczyna tylko pokiwała głową uśmiechając się. Przyznam, że troszkę mnie to rozkojarzyło i chyba zbytnio mnie poniosło w moich myślach. Zrobiło mi się gorąco, a na moje policzki wpłynął rumieniec. Spojrzałam na nią maślanymi oczkami po czym dosyć nieśmiało ale jednak zdecydowanie wpiłam się w jej usta. Nie odepchnęła mnie, wręcz przeciwnie. Złapała mnie za biodra i przyciągnęła do siebie, tak że nasze ciała były idealnie złączone. Moje ciało drżało od każdego jej nawet najmniejszego dotyku. Rina oderwała się ode mnie na chwilę jakby chcąc coś mi powiedzieć.
<Rina?>
poniedziałek, 21 stycznia 2019
Od Hasharian do Riny - A więc tak...
Nie zamierzałam spędzać zbyt dużo czasu z klientami. Mam na głowie Rinę, która jest teraz ważniejsza od jakiś tam przechadzek z klientami. Robiłam to co musiałam, a później otrzymywałam zapłatę. Zarobiłam dość sporo pieniędzy co mnie w sumie zdziwiło bo w mojej wiosce nie zarobiłabym tyle. Wróciłam do mojej towarzyszki.
- Na stwórcę, coś Ty robiła kiedy mnie nie było? - zdjęłam jej przepaskę. - Musimy Ci to jak najszybciej opatrzyć, a najlepiej to udać się do kogoś kto jest Ci w stanie to zregenerować. Dobrze się składa, że znam kogoś takiego. A że zarobiłam troszkę to być może bardziej się przyłoży do swojej pracy.
Złapałam ją za rękę i wręcz pędziłam prosto przed siebie w kierunku, który zamieszkiwała pewna driada. To ona nam pomoże, kiedyś spędzałyśmy dużo czasu razem więc mam nadzieje, że nie będzie miała problemu by pomóc mojej towarzyszce. Nie marnowałam czasu na zbędne tłumaczenie, czemu się tak zachowuje. Po dotarciu na miejsce wyjaśniłam dawnej znajomej czego od niej oczekuję, jednak ta nie zamierzała mi pomóc. Zwyczajnie w świecie udawała, że mnie nie zna. Zrezygnowana burknęłam coś pod nosem i na odchodne rzuciłam parę niemiłych snów. Zatrzymałyśmy się z dziewczyną dopiero w jakimś lesie, było tu wręcz aż niepokojąco cicho. Kazałam jej usiąść i starałam się wykaraskać z siebie chociaż odrobinę magii natury tak by jej chociaż ulżyć. Zrobiło mi się jakoś dziwnie smutno na myśl o tym jak bardzo cierpi. Może to moje zbyt szybkie przywiązywanie się do innych.
- Wiesz, w sumie to nic o sobie nie wiemy, a wygląda na to, że chyba znalazłam towarzyszkę do podróży. - uśmiechnęłam się nieśmiało. - To, że mam na imię Hasharian to już wiesz. Pochodzę z Rag'Daga, nigdy nie przepadałam za moją rodziną ani zresztą ona za mną. Miałam ukochaną babkę, która póki żyła opiekowała się mną jak tylko mogła. To ona zakorzeniła we mnie te wszystkie pozytywne uczucia, niestety po jej śmierci władzę w domu przejął mój ojciec. Faworyzował resztę rodzeństwa i tak okropnie wyglądało moje życie do momentu kiedy już nie wytrzymałam i stwierdziłam, że czas uciec z tego piekła. Podróżowałam po świecie pracując jako prostytutka by zarobić na życie. Moja ślepota na jedno oko jest wynikiem pewnego incydentu podczas pracy...no cóż, zdarza się, może ty mi powiesz coś o sobie? - zachichotałam.
<Rina?>
- Na stwórcę, coś Ty robiła kiedy mnie nie było? - zdjęłam jej przepaskę. - Musimy Ci to jak najszybciej opatrzyć, a najlepiej to udać się do kogoś kto jest Ci w stanie to zregenerować. Dobrze się składa, że znam kogoś takiego. A że zarobiłam troszkę to być może bardziej się przyłoży do swojej pracy.
Złapałam ją za rękę i wręcz pędziłam prosto przed siebie w kierunku, który zamieszkiwała pewna driada. To ona nam pomoże, kiedyś spędzałyśmy dużo czasu razem więc mam nadzieje, że nie będzie miała problemu by pomóc mojej towarzyszce. Nie marnowałam czasu na zbędne tłumaczenie, czemu się tak zachowuje. Po dotarciu na miejsce wyjaśniłam dawnej znajomej czego od niej oczekuję, jednak ta nie zamierzała mi pomóc. Zwyczajnie w świecie udawała, że mnie nie zna. Zrezygnowana burknęłam coś pod nosem i na odchodne rzuciłam parę niemiłych snów. Zatrzymałyśmy się z dziewczyną dopiero w jakimś lesie, było tu wręcz aż niepokojąco cicho. Kazałam jej usiąść i starałam się wykaraskać z siebie chociaż odrobinę magii natury tak by jej chociaż ulżyć. Zrobiło mi się jakoś dziwnie smutno na myśl o tym jak bardzo cierpi. Może to moje zbyt szybkie przywiązywanie się do innych.
- Wiesz, w sumie to nic o sobie nie wiemy, a wygląda na to, że chyba znalazłam towarzyszkę do podróży. - uśmiechnęłam się nieśmiało. - To, że mam na imię Hasharian to już wiesz. Pochodzę z Rag'Daga, nigdy nie przepadałam za moją rodziną ani zresztą ona za mną. Miałam ukochaną babkę, która póki żyła opiekowała się mną jak tylko mogła. To ona zakorzeniła we mnie te wszystkie pozytywne uczucia, niestety po jej śmierci władzę w domu przejął mój ojciec. Faworyzował resztę rodzeństwa i tak okropnie wyglądało moje życie do momentu kiedy już nie wytrzymałam i stwierdziłam, że czas uciec z tego piekła. Podróżowałam po świecie pracując jako prostytutka by zarobić na życie. Moja ślepota na jedno oko jest wynikiem pewnego incydentu podczas pracy...no cóż, zdarza się, może ty mi powiesz coś o sobie? - zachichotałam.
<Rina?>
środa, 16 stycznia 2019
Od Hasharian do Riny - A więc tak...
Obudziłam się bardzo wcześnie rano, czułam odurzający zapach krwi. Niestety ale chyba wpadłyśmy z Riną w tarapaty. Odór ten bowiem pochodził od martwych zwierząt powieszonych za tylne kończyny na drzewach, wszystkie pozbawione były głowy. Zaczęłam budzić dziewczynę, musimy jak najszybciej stąd uciekać, inaczej będzie po nas. Rozejrzałam się dookoła, sprawdzając czy nikt już nie przybył. Ta jednak obróciła się na drugi bok i zupełnie mnie zignorowała. Potrząsnęłam nią tak by się obudziła, nie pytała czemu, wystarczy, że spojrzała przed siebie. Spojrzałam na jej nogę, możemy biec.
Odsapnęłyśmy dopiero kilka kilometrów dalej i tak nie będąc pewne, czy nas nic nie goni. Może to szalone ale bardzo dobrze znam to plemię i nie chciałabym mieć z nimi do czynienia. Są okrutni w swoich czynach i niezbyt delikatni. Spojrzałam na moją towarzyszkę, chyba oczekiwała wyjaśnień.
- Chyba zapomniałam wspomnieć, że w tutejszym lesie grasuje mordercze plemię. - uśmiechnęłam się głupio.
- Teraz mi to mówisz? - westchnęła.
- Jakoś wyleciało mi to z głowy. Proponuję udać się do wioski Prieve, jesteśmy niedaleko niej, tak szybko biegłyśmy, że nawet nie odczułyśmy przebiegniętych kilometrów. Jesteś głodna, a ja mam odrobinę złociaków, a nawet jeśli nie, to bardzo szybko je zarobię. Niestety zaglądając do sakiewki nie znalazłam ani grosza...
- Wybacz mi Rina...ale muszę Cię na chwilkę zostawić. - zaczęłam wypatrywać wzrokiem jakiegoś bogatego mężczyzny...lub kobiety. Wszystko mi jedno, byleby tylko dostać pieniądze. Podeszłam do jednej z wysokich elfek. Przywitałam się grzecznie i zaczęłam jej słodzić.
<Rina? Wybacz, że takie krótkie.>
Odsapnęłyśmy dopiero kilka kilometrów dalej i tak nie będąc pewne, czy nas nic nie goni. Może to szalone ale bardzo dobrze znam to plemię i nie chciałabym mieć z nimi do czynienia. Są okrutni w swoich czynach i niezbyt delikatni. Spojrzałam na moją towarzyszkę, chyba oczekiwała wyjaśnień.
- Chyba zapomniałam wspomnieć, że w tutejszym lesie grasuje mordercze plemię. - uśmiechnęłam się głupio.
- Teraz mi to mówisz? - westchnęła.
- Jakoś wyleciało mi to z głowy. Proponuję udać się do wioski Prieve, jesteśmy niedaleko niej, tak szybko biegłyśmy, że nawet nie odczułyśmy przebiegniętych kilometrów. Jesteś głodna, a ja mam odrobinę złociaków, a nawet jeśli nie, to bardzo szybko je zarobię. Niestety zaglądając do sakiewki nie znalazłam ani grosza...
- Wybacz mi Rina...ale muszę Cię na chwilkę zostawić. - zaczęłam wypatrywać wzrokiem jakiegoś bogatego mężczyzny...lub kobiety. Wszystko mi jedno, byleby tylko dostać pieniądze. Podeszłam do jednej z wysokich elfek. Przywitałam się grzecznie i zaczęłam jej słodzić.
<Rina? Wybacz, że takie krótkie.>
wtorek, 15 stycznia 2019
Od Hasharian do Riny - A więc tak...
Spojrzałam niepewnie na nogę kobiety. Zanim się wybierzemy dalej wolałabym jej to opatrzyć zanim wda się w ranę zakażenie. Wolałybyśmy obie tego uniknąć.
- Słuchaj...zrobimy tak. Usiądziesz grzecznie, opatrzę Ci te paskudną ranę, a w między czasie opowiem ci co nieco. Zgoda? - Całe szczęście, że na dnie kołczanu zawsze nosze sakiewkę z ziołami. Nie czekałam na odpowiedź tylko wzięłam się do roboty. Odcięłam kawałek spodni, który był i tak przesiąknięty krwią. Przemyłam ranę wodą z pobliskiego źródełka i dopiero wtedy nałożyłam na nią zioła. Rina syknęła, najprawdopodobniej z bólu. Zawiązałam wszystko stabilnie czystym bandażem, tak by nic się nie wysunęło.
- Często słyszy się pogłoski, że do Ruin mogą wejść tylko wybrani, że Ci, którzy nie są godni giną tam w męczarniach. Jęki duchów doprowadzają ich do szaleństwa. Podobno była to dawniej siedziba króla północy, ale ile w tym prawdy to tak naprawdę nie wiadomo. - przeszły mnie ciarki na samą myśl o tym miejscu. - Skoro chcesz tam ruszać to lepiej ruszajmy się już teraz bo po zmroku mogą nas spotkać nieciekawe rzeczy.
Kobieta nawet nie pytała o szczegóły tylko powoli ruszyła przed siebie. Spoglądałam co jakiś czas na jej nogę, sprawdzając czy opatrunek się trzyma. Nie zamierzam pozwolić tutaj komukolwiek zemrzeć na jakieś paskudne choróbsko. Z moich dziwacznych przemyśleń wyrwała mnie Rina.
- Chyba jesteśmy na miejscu. - rozejrzała się.
- Tak...ale trochę za późno, lepiej będzie zostać tutaj, w lesie. Nie wiadomo kto jeszcze pomieszkuje sobie w tych ruinach prócz Ciebie. Nie zamierzam znowu uciekać bo tym razem Ty nie dasz rady. - wskazałam na jej dolną kończynę.
Zebrałam na szybko trochę drewna by rozpalić ognisko, przy tutejszych zwierzynach lepiej mieć przy sobie jakikolwiek ogień. Ciesze się, że jako dzieciak uciekałam wielokrotnie z domu, przynajmniej nauczyłam się podstaw survivalu. Pozwoliło mi to zbudować solidne schronienie przed deszczem, które okryłam wielkimi liśćmi tutejszych drzew. To niesamowite do jakich rozmiarów potrafią urosnąć. Zmusiłam przy okazji dziewczynę do ułożenia się już wygodnie a sama rozpaliłam jeszcze dwa ogniska blisko naszego schronienia...tak na wszelki wypadek. Dzisiejszy dzień nie był najcieplejszy, a do tego tak jak myślałam...rozpadało się. Ułożyłam się obok niej i dosyć szybko przysnęłam.
<Rina? Khem ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
- Słuchaj...zrobimy tak. Usiądziesz grzecznie, opatrzę Ci te paskudną ranę, a w między czasie opowiem ci co nieco. Zgoda? - Całe szczęście, że na dnie kołczanu zawsze nosze sakiewkę z ziołami. Nie czekałam na odpowiedź tylko wzięłam się do roboty. Odcięłam kawałek spodni, który był i tak przesiąknięty krwią. Przemyłam ranę wodą z pobliskiego źródełka i dopiero wtedy nałożyłam na nią zioła. Rina syknęła, najprawdopodobniej z bólu. Zawiązałam wszystko stabilnie czystym bandażem, tak by nic się nie wysunęło.
- Często słyszy się pogłoski, że do Ruin mogą wejść tylko wybrani, że Ci, którzy nie są godni giną tam w męczarniach. Jęki duchów doprowadzają ich do szaleństwa. Podobno była to dawniej siedziba króla północy, ale ile w tym prawdy to tak naprawdę nie wiadomo. - przeszły mnie ciarki na samą myśl o tym miejscu. - Skoro chcesz tam ruszać to lepiej ruszajmy się już teraz bo po zmroku mogą nas spotkać nieciekawe rzeczy.
Kobieta nawet nie pytała o szczegóły tylko powoli ruszyła przed siebie. Spoglądałam co jakiś czas na jej nogę, sprawdzając czy opatrunek się trzyma. Nie zamierzam pozwolić tutaj komukolwiek zemrzeć na jakieś paskudne choróbsko. Z moich dziwacznych przemyśleń wyrwała mnie Rina.
- Chyba jesteśmy na miejscu. - rozejrzała się.
- Tak...ale trochę za późno, lepiej będzie zostać tutaj, w lesie. Nie wiadomo kto jeszcze pomieszkuje sobie w tych ruinach prócz Ciebie. Nie zamierzam znowu uciekać bo tym razem Ty nie dasz rady. - wskazałam na jej dolną kończynę.
Zebrałam na szybko trochę drewna by rozpalić ognisko, przy tutejszych zwierzynach lepiej mieć przy sobie jakikolwiek ogień. Ciesze się, że jako dzieciak uciekałam wielokrotnie z domu, przynajmniej nauczyłam się podstaw survivalu. Pozwoliło mi to zbudować solidne schronienie przed deszczem, które okryłam wielkimi liśćmi tutejszych drzew. To niesamowite do jakich rozmiarów potrafią urosnąć. Zmusiłam przy okazji dziewczynę do ułożenia się już wygodnie a sama rozpaliłam jeszcze dwa ogniska blisko naszego schronienia...tak na wszelki wypadek. Dzisiejszy dzień nie był najcieplejszy, a do tego tak jak myślałam...rozpadało się. Ułożyłam się obok niej i dosyć szybko przysnęłam.
<Rina? Khem ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
Od Hasharian do Riny - A więc tak...
Rozejrzałam się jeszcze raz dokoła. Ujrzałam kobietę, która popijała wodę z okolicznej rzeki. Czyżby jeszcze mnie nie zauważyła? Sięgnęłam po łuk i powoli naciągnęłam strzałę, by ta później o mało nie zabiła podejrzanej kobiety...zastanawiam się czy to szczęście czy głupota. Dopiero teraz dostrzegła w ogóle moje istnienie.
- Kim jesteś i czego tu szukasz? - zapytałam donośnym głosem. - Czy Ci wymordowani strażnicy to twoja sprawka?
O co ja pytam...nikogo innego tutaj nie ma poza nami. Zresztą kiedy już tutaj przyszłam Ci ludzie byli wymordowani. mimo wszystko jednak chyba poczekam na jej wyjaśnienia. Kobieta jeszcze przez chwilę przyglądała się ojej osobie.
- Cóż...szczerze powiedziawszy, byłam tak spragniona, że nawet ich nie zauważyłam. - odpowiedziała tak, jakby ta cała sytuacja była jak najbardziej normalna na świecie.
Zaczęłam się zastanawiać z kim ja tak naprawdę rozmawiam i dlaczego po prostu nie wycofałam się kiedy była taka okazja. Za moich pleców usłyszałam kolejnych strażników...cóż raczej nie będą słuchać opinii zwykłej wieśniaczki dlatego chyba lepiej będzie jak zarówno ja i ona się stąd zmyjemy. Tak też zrobiłam, podbiegłam do dziwaczki i złapałam ją za rękę bo nie za bardzo rozumiała co ja właściwie robię, kiedy ja ratowałam właśnie jej tyłek. Po długim biegu odetchnęłam ciężko puszczając dłoń nieznajomej.
- Skoro i tak już tam nie wrócę... - przerwałam by złapać oddech - Nazywam się Hasharian, dla przyjaciół Hash.
- Rina - odpowiedziała krótko przyglądając mi się bacznie.
Nasza znajomość nie zaczęła się zbyt dobrze, ale nie zamierzam sobie robić wroga z osoby, z którą jestem uwięziona w środku nieznajomego dla mnie lasu....a przynajmniej nie tej części. Nie jestem wcale zadowolona z takiego obrotu sprawy, tam miałam chociaż dom, a teraz? Najgorsze jest chyba to, że jedyne co mam przy sobie to mój łuk, strzały i to co mam na sobie - czyli prawie prześwitującą, białą sukienkę...coś pięknego. Nic tylko się powiesić.
- Tak więc...może chociaż ty wiesz jak wyjść z tego lasu?
<Rina? Ratuj nas xD>
- Kim jesteś i czego tu szukasz? - zapytałam donośnym głosem. - Czy Ci wymordowani strażnicy to twoja sprawka?
O co ja pytam...nikogo innego tutaj nie ma poza nami. Zresztą kiedy już tutaj przyszłam Ci ludzie byli wymordowani. mimo wszystko jednak chyba poczekam na jej wyjaśnienia. Kobieta jeszcze przez chwilę przyglądała się ojej osobie.
- Cóż...szczerze powiedziawszy, byłam tak spragniona, że nawet ich nie zauważyłam. - odpowiedziała tak, jakby ta cała sytuacja była jak najbardziej normalna na świecie.
Zaczęłam się zastanawiać z kim ja tak naprawdę rozmawiam i dlaczego po prostu nie wycofałam się kiedy była taka okazja. Za moich pleców usłyszałam kolejnych strażników...cóż raczej nie będą słuchać opinii zwykłej wieśniaczki dlatego chyba lepiej będzie jak zarówno ja i ona się stąd zmyjemy. Tak też zrobiłam, podbiegłam do dziwaczki i złapałam ją za rękę bo nie za bardzo rozumiała co ja właściwie robię, kiedy ja ratowałam właśnie jej tyłek. Po długim biegu odetchnęłam ciężko puszczając dłoń nieznajomej.
- Skoro i tak już tam nie wrócę... - przerwałam by złapać oddech - Nazywam się Hasharian, dla przyjaciół Hash.
- Rina - odpowiedziała krótko przyglądając mi się bacznie.
Nasza znajomość nie zaczęła się zbyt dobrze, ale nie zamierzam sobie robić wroga z osoby, z którą jestem uwięziona w środku nieznajomego dla mnie lasu....a przynajmniej nie tej części. Nie jestem wcale zadowolona z takiego obrotu sprawy, tam miałam chociaż dom, a teraz? Najgorsze jest chyba to, że jedyne co mam przy sobie to mój łuk, strzały i to co mam na sobie - czyli prawie prześwitującą, białą sukienkę...coś pięknego. Nic tylko się powiesić.
- Tak więc...może chociaż ty wiesz jak wyjść z tego lasu?
<Rina? Ratuj nas xD>
poniedziałek, 14 stycznia 2019
Od Hasharian - A więc tak...
Otworzyłam powoli oczy, nie chcąc zostać oślepiona światłem słonecznym. Dopiero wtedy przypomniałam sobie jakby przez mgłę, co robiłam poprzedniego dnia. Leżałam w łóżku obok mężczyzny, którego zupełnie nie pamiętałam. Czyżby to był jeden z tych fragmentów, które przez nadmiar alkoholu uleciały z mojej głowy? Apropo niej...chyba nie powinnam była tyle pić. Moja głowa ma ochotę eksplodować. Najwidoczniej mnie poniosło i nie skończyło się na jednej szklaneczce. Zebrałam się jak najszybciej i wyszłam z tego domu. Miałam co do niego dziwne przeczucia więc wolałam się jak najszybciej stamtąd zmyć. Z całą pewnością byłam całkiem daleko od swojego domu, najprawdopodobniej gdzieś w małym lasku nieopodal wioski. Interesujące, mieć dom po środku lasu, wśród dzikiej zwierzyny...zupełnie samemu. Przyśpieszyłam kroku i dosyć szybko znalazłam się przed bramami osady. Wpuszczono mnie bez problemu, czułam jednak drwiący wzrok na moich plecach. Po drodze minęłam kilka znanych mi już twarzy, nie miałam zbyt dobrej reputacji...wszyscy doskonale wiedzieli kim jestem...bo jak zatuszować swoje pochodzenie będąc elfką, a do tego mając kilka charakterystycznych dla naszego rodu znamion. Starałam się jednak nie zwracać uwagi na to co mówią inni i po prostu robić swoje. Zarabiałam na życie w dość specyficzny sposób. Nie żebym była prostytutką...po prostu panią do towarzystwa, dla rozpitych mężczyzn. Zdarzało się, że z którymiś lądowałam w łóżku...tak jak na przykład wczoraj...nie narzekam bo zazwyczaj seks z nimi nie jest wcale taki zły. Westchnęłam cicho i weszłam do swojej małej chaty, która znajdowała się przy samych murach. Rozpaliłam jedną ze świec i postawiłam na stoliku. Do tej pory stwierdzam, że wszystko jest lepsze mojej rodziny....nawet jeśli jest to tylko zwykły, malutki domek bez jakichkolwiek znajomych. Kiedyś uwielbiałam spędzać czas wśród innych, równie szalonych osobowości jak ja, a dzisiaj myślę już tylko o tym, by jakoś przeżyć wśród tej okrutnej rzeczywistości. Nie zamierzam zajść za skórę osobą, które mogą w jakiś sposób mi zaszkodzić, bo uwielbiam swoją głowę i chciałabym, aby pozostała na swoim miejscu. Z moich przemyśleń wyrwały mnie odgłosy dochodzące gdzieś jakby z niedalekiej odległości, najprawdopodobniej za muru. Wyszłam powoli, tak by nie zwracać na siebie zbytnio uwagi. Strażników nie było przy bramie...a to dziwne, zazwyczaj było ich co najmniej czterech. Rozejrzałam się dookoła i wyszłam za bramę. Czy wspominałam już, że widok martwych ciał wcale mnie już nie przeraża?
<Ktosiu? Czy to twoja sprawka?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Template by...
Eilay
Zireael Graphic
Zireael Graphic