Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miron. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lutego 2019

Od Mirona do Aesandi - Nostalgiczny spokój


Szliśmy tak dłuższą chwilę, a ja zastanawiałem się nad tym, jaki temat by tu rozpocząć do rozmowy. W moich myślach powstała taka incepcja, że zanim się z niej wybudziłem, to już dotarliśmy do terenu, gdzie wioska była już dosyć blisko. Dziewczyna schowała się w zaroślach trochę dalej za drzewami, aby nikt jej nie zobaczył. Ja zaś ruszyłem do swojego domu w celu znalezienia tych ubrań na zmianę.
Wpadłem z buta do mieszkania, jeszcze wcześniej pośpiesznie witając się z przyjaciółmi sąsiadami, którzy całe szczęście nie zatrzymywali mnie tym razem. Zaraz po wejściu w pierwszym pomieszczeniu zobaczyłem jak zwykle nie zbyt dokładnie posprzątany psełdo salon, gdzie znajdował się stolik praz gdzieneigdzie do kitu porozstawiane meble. Pierniczę tę modę, są ważniejsze rzeczy na głowie. Wbiegłem na górę biorąc po trzy schody i rzuciłem się na skrzynię, która stała sobie spokojnie na poobijanych, drewnianych kostkach obok nieco większej komody. Zanurkowałem w tonie ciuchów, które wrzucone były do skrzyni, a kolejne warstwy klamotów pojawiały się na ziemi.
- W końcu! - ucieszyłem się, gdy znalazłem w końcu jeszcze trzymający się w kupie pakiet odzieżowy. Popatrzyłem na niego i z wypiętą piersią zawróciłem w celu opuszczenia budynku. W progu, o zgrozo, zatrzymała mnie grupa słodziaków. Nosz ty w niedorobione ptysie, nie teraz!
- Ej Miron, bo Janina mówi, że mnie nie lubisz! - zobaczyłem smutną podkówkę na ustach jednego z dzieciaków.
Strzeliłem facepalm.
- Słuchaj, ona nie wie, co ja myślę, kogo lubię, a kogo nie. - przykucnąłem przy małym człowieczku. - Przecież Hugo, ile ja ci razy mówiłem, że jesteś spoko ziomek i ciebie bardzo lubię.
Ściągnąłem z nadgarstka ozdobną opaskę, którą kupiłem dosyć niedawno na jednym z targów i wręczyłem młodemu. Ten od razu zaczął się zachwycać, podziękował i razem z innymi dzieciakami pognał w stronę jednego z placów. Ja ucieszony z powodu, że Hugo sie cieszy, no i że mam ich z głowy, ruszyłem truchtem w stronę, gdzie skrywała się nowo poznana dziewoja. Szybko do niej dotarłem, zadowolony z siebie, że znalazłem odpowiedni strój, wręczyłem go jej, a ona nagle bez ostrzeżenia ściągnęła swoje dotychczasowe ubranie. Nie dość, że było go mało... znaczy ja nie narzekam, no ale tak czy siak nie było go wiele, to jeszcze nic pod spodem nie miała.
Nikt sobie teraz w tym momencie nie zdaje sprawy, jak bardzo musiałem się pieprznąć w twarz w myślach, by się w nią nie wgapić, albo nawet gorzej. Mam nadzieję, że się nie zaczerwieniłem na caej twarzy. Na szczęście nie jest ze mną tak źle, by rzucać się bez ostrzeżenia na kobiety, to nie leży w mojej naturze... mam nadzieję.
Moje zamyślenie przerwał głos nieznajomej.
- Tak apropo, nazywam się Aesandi, możesz mi mówić po imieniu, lub w skrócie, Di.
Ładne imię. Chwila, chciałem to powiedzieć na głos.
- Ładne imię, pasuje ci. - Odwzajemniłem uśmiech. Przypomniałem sobie, że faktycznie, nie przedstawialiśmy się sobie wcześniej.
- Ja mam na imię Miron, miło poznać. - podałem dłoń nowo poznanej. Ta jeszcze do końca nie naciągła portek na ogoniasty tyłek, ale jak widać mało się tym przejmowała i uścisnęła moją dłoń. Cholera, jakim cudem ona ma taką gładką skórę, jak widać, że to walcząca kobieta???
Chwile jeszcze zajęło, aby Aesandi skończyła się przystrajać.
- Hm... - spojrzałem na rzucone obok poprzedni strój dziewczyny. - To nie może tu tak zostać.
- Schowaj je gdzieś w swoim domu, bo jak tu je znajdą, to mogę mieć bardzo przerąbane. - Rzuciła tylko okiem na leżące smutno, odrzucone ciuchy.
- Coś ty, jakby u mnie ktoś to znalazł, to by mi za nic spokoju nie dali, zwłaszcza, że nikt z okolic nie ubiera się w taki sposób.
- To weź je spal. - odparła obojętnie.
- Nie chcesz ich zachować na pamiątkę?
- Pffff! - zarzuciła kucykiem poprawiając koszulę.
Westchnąłem tylko patrząc, jak Di zwija swój były, odrzucony strój w kulkę. Nagle szarpnąłem głową, patrząc głębiej w las, po czym odskoczyłem w bok. W miejscu, gdzie przedtem stałem, przemknęła strzała, która pędziła tak, że strażnik dałby chyba pińćset monet kary.
- Żryj gruz, frajerze! - Aesandi tylko strzeliła raz w odwecie i chyba trafiła, bo usłyszeliśmy stęk z między drzew. - Szybko! - Nie zdążyłem nic zrobić, nawet przyjżeć się, kto strzelał i skąd dokładnie, bo poczułem jednorazowe szarpnięcie za mój podkoszulek. Nim się obejrzałem, a nie miałem innego wyboru, niż się obejrzeć, o ujrzałem, jak Aesandi spiernicza w całkiem przeciwnym kierunku.
Niestety, o zgrozo, to nie był jedyny nikczemnik, który się nam napatoczył. To całe szczęście nie byli ci z klanu Aesandi, ale gorzej- byli to niektórzy z tych ochydnych gildii zabójców, albo łowców... sam nie wiem. Wiem tylko, że tych dwóch gildii najbardziej nie cierpię.
-Osz ty w spalony piernik... - jakichś pięciu gości celowało do mnie z łuku, a czterech celowało albo biegło do Di. - To ja żegnam... -posłałem stresowy uśmiech do panów, po czym sam zabrałem nogi za pas. Nie mogłem się zmienić teraz na wizji, nie chcę dodatkowo narażać osoby, która była ze mną. Lawina strzał posypała się w naszą stronę. Kątem oka zobaczyłem, że jak jedna z nich trafiła w jeden z krzaków, to ten momentalnie zwiędnął.
Mimo tego, że biegliśmy oboje bardzo szybko, to tamci chyba mieli jakiś napęd na strzały! No przecież tak nie można! To jest zamach... a, chwila, przecież im o to chodziło. Mimowolnie zacząłem się po trochu śmiać. Nie wiem dlaczego, ale zawsze, gdy była konieczna ucieczka, to wyobrażałem sobie, jak komicznie musi wyglądać ta sytuacja z poa widzenia osoby, która stałaby z boku i wszystko obserwowała. Na nasze nieszczęście biegliśmy po dosyć rozległej łące, więc to był istny raj dla tych za nami, którzy bezustannie celowali w nas strzałami. Gdy tak biegliśmy obok siebie z Aesandi wydawało mi się, że łatwiej im będzie nas trafić. Niewiele więc dłużej myśląc wziąłem Di na ręce i włączyłem tryb zwiększonych kroków. Nie wiem, jak to można nazwać dokładniej, ale polegało to na tym, że biegnąc mogłem robić o wiele większe kroki, dzięki czemu rozpędzałem się niczym hipopotam z napędem na cztery kopyta. Domyślam się, że transportowana pani nie była zbytnio zadowolona, ale to później będę ją musiał przeprosić.
- Głowa! - Aesandi miała lepszy widok na tyły, więc ostrzegła mnie przed atakiem. Ten bieg zżerał okropnie dużo energii, ale całe szczęście szybko znaleźiśmy się za wyżynami, a później w kolejnym lesie. Minęliśmy ruiny, wybrałem jakieś dziwne dróżki, żeby tylko zgubić tych huncwotów. Już z ostatkiem sił w nogach rozejrzałem się wokoło, gdzie my w ogóle zawitaliśmy, po czym poczułem klepanie po policzku i kręcącą się sylwetkę na moich rękach.
- Może byś mnie już Miron odstawił na ziemię?? -Di zaczęła się szarpać, aż w końcu zaczaiłem bazę i ją odstawiłem. - A teraz oddaj mi proszę moje zawiniątko z ubraniem, trzeba się go pozbyć.
Zamarłem. Ja go przy sobie nie miałem. Najpierw myślałem, że robi sobie żarty, ale tą myśl zastąpiła nowa, która mówiła, że ubranie zaginęło w akcji.
- Eeee.... - podniosłem palec do góry - No słuchaj...
No to nieźle. Miejmy tylko nadzieję, że nie mają zmiennokształtnego psa tropiącego... Po chwili usłyszałem, że Aesandi się chyba zapowietrzyła.

<Aesandi?>

niedziela, 3 lutego 2019

Od Mirona do Aesandi - Nostalgiczny spokój


Podnosząc jedno z ciał martwych żołnierzy, aby znieść je do przed chwilą wykopanego dołku, do nozdrzy napłynęła mi znajoma woń. Odwróciłem się więc już z nieżyjącym ciałem na rękach, aby przywitać się po raz kolejny z wcześniej poznaną nieznajomą.
- Dzień dobry. Przyszłaś pomŁOAP! -zrobiłem ledwie parę kroków i wpadłem do wykopanej przez samego siebie dziury, a jako, że martwego ciała nie chciałem już bardziej połamać, to wyrzuciłem je w powietrze. Wpadając na dno tak sobie obiłem policzek, że go nie czułem, natomiast lecące majestatycznie ciało wylądowało mi twardymi kolanami na tyłku. Czułem, jakby mi ktoś zasadził takiego kopa w dupe, że mógłbym dolecieć na inną planetę. W tym momencie dziękowałem swojej głupocie, że nie odwróciła mnie jeszcze plecami do ziemi... Usłyszałem tylko parsknięcie znad ziemi.
Natychmiast się podniosłem i ze stęknięciem podparłem się krawędzi grobu, masując skroń, do krórej momentalnie uderzył ból. Wciągnąłem powietrze przez zęby, po czym powoli wypuszczając je ustami spojrzałem przed siebie, gdzie stała nieznajoma dziewczyna, która powstrzymywała się od dalszych wybuchów śmiechu. Westchnąłem i poprawiłem ciało, by leżało w linii prostej na dnie wykopu.
- Więc... - zacząłem kolejny raz sięgając po kolejnego umarlaka - ...zdecydowałaś się jednak pomóc, czy po raz kolejny cię tu wysłali na patrol?
W końcu mówiła, że z nikim nie chce być zobaczona przez swoich ziomków, dlatego byłem trochę zdziwiony, że tutaj teraz jest. Dziewczyna skrzyżowała ręce bacznie przyglądając się moim poczynaniom.
- Nie i - nie. Nigdzie mnie już nie wyślą. Od dzisiaj sama będę siebie wysyłać tam gdzie zechcę. - po czym uniosła nieco wierzchołek nosa.
- Czyżbym był świadkiem domowej ucieczki? - teraz to już lekko zbaraniałem szczerze mówiąc. - Ucieczka to słaby pomysł, jak już coś chcesz zdziałać, to polecam przeprowadzkę. Chociaż... ech, nie wiem. - dodałem oddając ostatnie już ciało w objęcia kruchej ziemi. - To nie można tak po prostu kurde se uciec... A rodzina twoj.. - nie zdążyłem nawet dokończyć, a dziewczyna skutecznie przerwała moją wypowiedź.
- Ty mi nie musisz dawać lekcji co do mojej rodziny koleś, nie znasz ich to się nie wypowiadaj. - pokiwała palcem.
Stałem tak chwilkę z uniesioną brwią. No cóż, mimo, że to rodzice, to nierzadko zdarzały się sytuacje, gdzie niektórzy uciekali z domu. Nie byłem na jej miejscu, to do końca tego nie zrozumiem. Po zakopaniu dziury wróciłem spowrotem do formy człowieka i założyłem torbę na plecy.
- Ja wracam, muszę przekazać towar. Jak chcesz, to też możesz się przejść, a jak nie, to trzymaj się.
Ruszyłem więc w stronę wioski Analyos. Już po chwili nieznajoma dotrzymywała mi kroku. Cholera, jeśli ze mną idzie, to trochę się martwię, że po drodze będą mogli wziąć ją na celownik, a wtedy możemy mieć przegwizdane. Znam osoby, którym jak najbardziej można zaufać, jednak nie wszyscy do takich należą.
- To co, gdzie zamierzasz później wyruszyć? Jak chcesz, to ci podrzucę jakieś przebranie.


<Aesandi?>

środa, 30 stycznia 2019

Od Mirona do Aesandi - Nostalgiczny spokój

No to niezłe mają zasady. W zasadzie, to przez całą drogę, gdy panna z klanu pomagała mi szukać tej rośliny, szukałem sposobu, czy nie można jakoś pomóc ich całemu klanowi. Patrząc jednak na to, że próbują być nadal wytępiani przez inkwizycję, to nie za dużo udałoby się z naszej strony cokolwiek osiągnąć na skalę światową. Przewracałem tylko oczami, gdy nie pozwoliła mi o nic zapytać, nawet o imię. No bo co ja zrobię, jak dziewczyna jest zestresowana na poziomie wykraczającym poza skalę majestatyczności mojej nowej fryzury.
Z jednej strony nie chciałem jakoś robić zamieszek na tym terenie przez to, że tutaj jestem. Tak samo też nie chciałem, żeby dziewczyna wpakowała się przeze mnie w jakieś tarapaty, jeśli są tutaj dosyć surowe tradycje...
-Bardzo dziękuję za pomoc, to po pierwsze...
Posłałem jej uśmiech w trakcie podziękowań. Jednak nie mogłem odejść tak po prostu, zwłaszcza, że w tyle leżały sobie tak po prostu martwe ciała, które ktoś bez problemu mógłby znaleźć, gdyby tylko wszedł głębiej do lasu. No i tak czy siak w drodze powrotnej muszę jeszcze zebrać parę krzaków, bo nieznajoma tak bardzo się śpieszyła do tego kwiatu, że nie zdążyłem popatrzeć niemalże na nic.
-... a po drugie tak dla Twojej wiadomości, to nie opuszczam jeszcze tego terenu, dopóki nie zbiorę wszystkich potrzebnych roślin i nie zakopiemy tych ciał, które porozrzucałaś niczym kwiatuszki na jakimś ślubie. - poruszyłem rękami udając nimi małe skrzydełka, którymi zatrzepotałem kilka razy. - W zasadzie, to może lepiej, żebym sam później to zrobił, bo nie chcę ci narobić problemów. Miło było Cię poznać, trzymaj się.
Pomyślałem w międzyczasie i ten pomysł wydawał mi się lepszy, jeśli ona chce iść już w swoją stronę, a mnie wygania. No, ale nie dziwię się jej, w końcu w każdej rasie czy nawet domu panują inne zasady. Pomachałem na pożegnanie i ruszyłem w przeciwnym kierunku. Patrząc na to, co ta dziewczyna mi mówiła, to miałem nadzieję, że nikt nas nie widział. Już i tak się naraziła, zwłaszcza, że tego kwiatu nie znajduje się tak łatwo. Doceniam.
Aby zaoszczędzić na czasie i energii, no i przy okazji, aby wtopić się w tło, przybrałem formę czarnej pumy i ruszyłem w stronę, gdzie wcześniej odbyła się walka. W oddali między drzewami ujrzałem jednak kolejnych uzbrojonych ludzi. Biegli oni niemalże prosto w stronę, skąd teraz wracałem, a dokładnie z miejsca, gdzie chciałem wrócić.
"Cholera jasna..."- pomyślałem, po czym natychmiast zmieniłem się spowrotem w człowieka. Udawałem, że przechadzam się i obserwuję rośliny, pocierając przy tym swój zarost na brodzie. Starałem się, aby jak najbardziej wyjść naprzeciw grupce... a w zasadzie, to dwóm facetom. Tego trzeciego można było nie liczyć, bo chyba był trochę wstawiony...
- Co ty tu robisz, cwaniaczku?! -wykrzyczał jeden z nich, gdy znajdowali się tuż przede mną. Wymierzył mi miecz w szyję.
- Drogi Panie, po co te nerwy...- podniosłem ręce w górę, lecz ten nie rezygnował ze swojej skwaszonej miny na twarzy.
- Zamknij się! Pewnie jesteś jednym z tych z klanu, żeby nas pokonać! Tym razem się wam nie uda!- zawarczał. Z wielkim wysiłkiem powstrzymywałem śmiech, który pojawił się w moim gardle. A to ci logika, żeby wysyłać po trzech- czterech facetów na raz. Chyba, że ci to się dopiero teraz odnaleźli w rzeczywistości... Jako, że nie chciałem, żeby było więcej ofiar, to powoli zdjąłem torbę z ramienia.
- Nie nie, myli się pan, ja do owego klanu nie należę, wszakże to tylko legendy o nim snujecie, i nadal niczego nie pojmujecie, a ja tu tylko swego psiaka poszukuję, aby wrócić z nim spokojnie do domu, bo biedak pewnie już skomle gdzieś w oddali... słyszycie? -w międzyczasie, gdy zagadywałem zdezorientowanych panów, wyciągnąłem z plecaka proszek usypiający, którego miałem jeszcze trochę w zanadrzu. Nadstawiłem ucha udając, że słyszę mego psa. Gdy tylko cała trójka odwróciła głowy w stronę, z której nadsłuchiwałem nieistniejących dźwięków, nie tracąc ani chwili, zdmuchnąłem proszek z dłoni w ich twarze. Ani się obejrzałem, jak już wszyscy sobie smacznie chrapali.
"Dzięki, babciu"- podziękowałem w myślach swej przyjaciółce, która wręcz musiała mi siłą wpychać ten proszek, bo na początku sądziłem, że do niczego mi się nie przyda. Były też inne plusy, ponieważ po zastosowaniu piasku osoba, która była pod jego wpływem traci też kawałek wydarzeń z pamieci, które wydarzyły się zaraz przed tym, więc tworzyły się luki. Idealne, żeby pomyśleli, że im się tylko śnił jakiś pacan szukający psa.
Założyłem plecak spowrotem, a śpiących zabrałem pod pachy. Nie byli nawet tacy ciężcy. Chociaż miei jeszcze zbroje, więc wolę nie myśleć, jakie piórka by z nich były, gdyby nie mieli na sobie tego całego uzbrojenia. Przez chwilę poczułem znajomy zapach, jednak pomyślałem, że mi się tylko wydaje i zabrałem się do pracy. Przynajmniej nie czuć aury żadnych kolejnych uzbrojonych ludzi, takich jak ci.
Dotarłem na obrzeża lasu, zostawiłem tam śpiących i podmieniłem zwój, w którym mieli napisane, co mają zrobić. Całe szczęście, że ją zauważyłem, bo wszystko poszłoby na marne. Po chwili już jako liger wykopywałem w lesie dziury na ciała martwych facetów.

<Aesandi?>

wtorek, 29 stycznia 2019

Od Mirona do Aesandi - Nostalgiczny spokój

Wszystko wskazuje na to, że trafiłem na tego typu terytorium, gdzie nie za bardzo tolerują wycieczki... Jak to ujęła, miała swoje powody, ale to wcale nie musiało tłumaczyć tego, że pozabijała tamtych ludzi. Moja brew poleciała do góry, jednak chyba już nie była na moim czole, a latała sobie już nad chmurami. Moje uczucia w największym stopniu teraz zajmowało zdziwienie, bo nie spodziewałem się, że klany typu tej dziewczyny jeszcze istnieją. Pewnie się ukrywają, albo coś w tym rodzaju, co by świadczyło o tym, w jaki sposób na teraźniejszą chwilę przedstawiała sytuację.
- Ja tutaj słuchaj przyszedłem..- w międzyczasie z plecaka wyciągnąłem ten kwiat, który zerwałem wcześniej - ... po kwiat, który ma dokładnie ten sam kolor, tylko posiada jeszcze takie białe plamki na środkowych częściach płatków... no i właśnie zapomniałem jak się nazywa, pamiętam tylko wygląd... ogólnie wybrałem się tutaj, bo w tym terenie na każdym kroku można spotkać jagody, które są najsmaczniejszymi owocami na całym świecie, lub właśnie różne zioła, które są potrzebne mojej starszej wiekiem przyjaciółce.
Zgodnie z prawdą wszystko powiedziałem, no bo co ja będę wymyślać bez sensu, a nie miałem też przecież najmniejszej ochoty się jakoś droczyć z tym, że na pytanie nie odpowiedziała pierwsza. Brew mojej rozmówczyni chyba też już wyleciała hen wysoko. Mam nadzieję, że to nie przez to, że przypadkiem wzrok mi na moment zleciał na jej klatkę piersiową.
- Jeśli to cię w jakiś sposób uraziło, że tu jestem, to przepraszam, nie wiedziałem, że jakoś ten teren jest przez kogoś przejęty... - zrobiłem dłonią gest okręgu, pokazując w stronę ziemi. - ...Dobra, teraz ty. -wskazałem dłonią w stonę nieznajomej. W tym samym momencie zobaczyłem, że po mojej dłoni leci sobie strumyczek krwi. Musiałem zadrapać się o jakąś szaloną gałąź, która tylko czychała na zrobienie komuś rany. Rozglądnąłem się krótko wokoło, ale nie zauważyłem żadnej wody, no trudno. Otrzepałem więc tylko dłoń w powietrzu i odchrząknąłem.
Skrzyżowałem ręce i czekając na wyjaśnienia, przypomniało mi się, że te ciała facetów nadal leżą sobie wesoło w trawie. Trzeba będzie ich zakopać, ale to za chwilkę. Z resztą przecież i tak nie uciekną. Sam sobie w myślach przybiłem piątkę za ten udany żart.

<Aesandi?>

piątek, 25 stycznia 2019

Od Mirona do Aesandi - Nostalgiczny spokój

- Dobra, dobra, to pomóż mi tylko to rozplątać i już ci dam spokój.
Miałem dzisiaj dosyć dużo zajęć, ale nie mogłem odmówić mojemu ziomkowi pomocy przy ponownym rozplątywaniu pułapki, w którą przez przypadek wpadł nasz kolega... Wisiał tak przez dobre kilka minut, zanim ktokolwiek w ogóle go usłyszał. Zaplątany był w dosyć mocne liny, jeszcze w dodatku nad dziurą, która została wykopana, gdyby jakieś inne zwierzę zainteresowało się tym, co się złapało w liny.
- A mówiłem, żeby oznaczać miejsca z pułapkami... -ledwo powstrzymując śmiech, wyciągnąłem przenośny, mały scyzoryk i przeciąłem nim mocne liny. Trzeba będzie wszystko robić od nowa. No trudno, zdarza się... już piąty raz... Aaron o mały włos już wpadłby do dziury pod nim, ale się mnie przytrzymał, przez co wpadlibyśmy oboje, gdyby dwóch zgromadzonych z nami ziomków nie pociągnęło nas dosyć daleko od dziury.
- Ech... dzięki...- odparł wcześniej uwięziony, podnosząc się z ziemi i strzepując liście z ubrań.
- Spoko młody- odpowiedziałem i objąłem jego szyję ręką, po czym rozczochrałem jego i tak już rozpierniczoną fryzurę.
- No ja pierdziele, Miron! Dejże ty spokój!- śmiechy i dokazywanie towarzyszyło nam przez całą drogę do domu.
Jednak chwilę po tym, jak z mojego domu zabrałem potrzebne mi rzeczy, wyruszyłem do oddalonego nieco dalej lasu, aby pozbierać dla pewnej babuni zioła, aby z nich mogła wytworzyć kolejne wywary. Nie znam się na tym dokładnie, ale wiem, czego szukać. Przebierałem rytmicznie nogami i wczuwałem się w muzykę wiatru i ptaków. Pod nosem nuciłem zapamiętaną nutę, którą słyszałem wczoraj przy ognisku. Nie wiem, dlaczego zapadła mi tak mocno w pamięć... Próbowałem sobie jakoś to wyjaśnić, ale nic z tego. No trudno. Wzruszyłem tylko ramionami i ruszyłem dalej, wprost między wysokie, smukłe drzewa przepięknego lasu. Nabrałem do płuc pełno pięknego zapachu kwiatów, które rosły na jednym pagórku.
- Dobra, potrzebujemy ciebie... -zerwałem jeden z kwiatów i schowałem go do plecaka. Nagle do moich nozdrzy dotarł nieznajomy zapach. Zastygłem w bezruchu. Usłyszałem krzyk ze zdecydowanie oddalonej trochę części lasu. Natychmiast założyłem torbę spowrotem na plecy i zacząłem biec w kierunku słyszanego wcześniej krzyku. Zmieniłem jednak formę na ligera, ponieważ wtedy zdecydowanie szybciej biegłem. Ktoś może mieć cholerne kłopoty... Po chwili usłyszałem kolejny krzyk, tym razem był już bardzo blisko. Nie mam pojęcia, czy należał do kobiety czy mężczyzny, bo był tak przeraźliwy, że nie sposób go było odróżnić. Ten kolejny, to chyba wydał z siebie ten przerażony facet, który rozglądał się na wszystkie strony ze strachem w oczach. Nie zdążyłem się do niego nawet zbliżyć, gdy został przebity na wylot włócznią. Prawdopodobnie został jeszcze czymś zatruty, bo nie sądzę, że to możliwe, aby umarł w tak szybkim tempie. Chociaż... gdyby tak trafić w odpowiednie miejsce, to może...
Ale nadal nie rozumiałem, co tutaj tak właściwie zaszło. Przeobrażając się spowrotem w człowieka, ujrzałem, że ktoś w niesamowicie szybkim tempie zabiera włócznię i ucieka, przez co zdołałem ujrzeć tylko biały ogon chowający się za jednym z drzew.
- Co... ŁOHESÓ!- po chwili niespodziewanie moje płuco zostałoby przebite na wylot, gdybym nie zrobił taktycznego uniku. Włócznia poleciała dalej i z całej pety wbiła się w drzewo. Tak się właśnie kończą wycieczki po ziółka. Niezłe ziółko to chyba właśnie pozabijało tamtych kolesi, no a teraz próbuje zabić mnie. Spojrzałem zdziwiony w stronę, skąd wystrzelono dzidę zabójcę.

<Aesandi?>
Template by...