Minęły już godziny odkąd się rozdzieliliśmy, nie byłam pewna czy to dobry pomysł by zostawiać Hash samą w tym lesie... No, ale cóż... Tak wybrało przeznaczenie. Szwędałam się gdzieś za lasem próbując wytropić gdzieś tego mieszańca, który uciekł z ruin nie patrząc na niebezpieczeństwo. Boże... A mogłam po prostu go zabić i by nie było problemu. Doszłam do dróżki, której jeszcze nigdy tu nie widziałam. Zaciekawiona poszłam jej śladem, aż doszłam do wniosku, że poznaje okolice. Nie wiedziałam jednak skąd ze względu, że czułam bardziej takie deja vu. Droga była jednolita, prowadziła w stronę innych ruin. Nie byłam pewna, gdzie dokładnie jestem ani dokąd zmierzam ale coś kazało mi iść ku ponurym zgliszczom. Czułam bardzo duży niepokój kiedy tylko przechodziłam przez "opuszczone miasto", które wyglądało przerażająco pomimo, że nikogo tu nie było, co było jeszcze bardziej straszne niż się spodziewałam. Pierwszy raz poczułam taki mocniejszy strach, nigdy nie sądziłam że taki niepewny niepokój zamieni się w coś bardziej niepokojącego. Czułam jak coś za mną chodzi, jednak nie wiedziałam do końca co. Chwyciłam ręką za sztylet, który miałam w pochwie i wolałam jednak mieć go blisko siebie na wypadek gdyby jednak coś mi wyskoczyło na twarz, jeszcze ten śmiech tego pieprzonego cwela w moim ciele...
Po wędrówce dopiero po chwili ujrzałam, że poznaję te miejsce, były to ruiny Calenhad ale dlaczego ich wcześniej nie poznałam? Zaczęła mnie boleć głowa przez ten stres, jednak nie przeszkodziło mi to w dalszej wyprawie. Zaraz za ruinami zauważyłam ścieżkę, która prowadziła do jakiejś krypty. Dość śmierdziało mi tutaj tym skunksem, którego poznałyśmy ze Słowikiem. Otworzyłam kryptę i postanowiłam zejść niżej. Okazało się, że właśnie dostałam się do lochów jakimś innym wejściem. Na ziemi zobaczyłam krople krwi, które należały do innej osoby, spojrzałam w górę i zauważyłam wisielca, który miał wiele cięć na całym ciele. Pokręciłam głową i ruszyłam dalej, miałam delikatną nadzieję że jednak z Kiranem wszystko dobrze. Idąc dalej wyczułam, że nie jestem tu sama... Bardzo szybko schowałam się za jakąś ścianą, z drugiej strony wyszło paru mężczyzn przebranych w dziwne stroje. Zaczęłam im się przyglądać, zauważyłam że odprawiają jakieś kurwa modły do jakiejś celi. W mgnieniu oka dostrzegłam posturę mężczyzny, był to Kiran, jednak prawie coś mi umkło... Obok Kirana była jeszcze jedna osoba, której nie mogłam dostrzec tej osoby. Jeden z gangu debili podszedł do celi z ostrym sztyletem. Wyczułam krew, która skapła z jednej ofiary z celi, olśniło mnie kiedy tylko poczułam zapach... Ta krew należała do Hasharian. Zacisnęłam pięść, że właśnie ktoś ją jak kolwiek skrzywdził... Ogarnęło mnie całe piekło, przez adrenalinę właśnie przemieniłam się w krwiożerczą bestię, która zaatakowała grupkę ludzi. Doszło do takich rękoczynów, że każde ciało rozrywałam na części, flaki jak i inne organy były porozrzucane po całym korytarzu zaś dwójka z nich straciła łby. Po ratunkowej akcji doszłam do siebie, po napadzie szału nie zauważyłam że owe debile właśnie poharatały mi ciało w bardzo ostry sposób, mój żołądek był podziurawiony przez dźgnięcia nożem a ramiona były całe pocięte. Podeszłam do pomieszczenia gdzie wisiały dwa gamonie... To był moment mojej słabości, słabości strachu że mogę stracić osobę mojego życia... Udało mi się ich ściągnąć jednak musiałam się bardzo spieszyć, nie wiadomo kiedy wróci reszta tych dzikusów a właśnie miałam dwie nieprzytomne osoby... No świetnie.
Próbowałam jakkolwiek dobudzić Kirana bo był o wiele mniej ranny niż Hasharian, cudem mi się to udało...
<Kiran?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A więc tak.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A więc tak.... Pokaż wszystkie posty
czwartek, 28 marca 2019
sobota, 2 marca 2019
Od Hasharian do Riny - A więc tak/Poszukując celu
Na moje policzki wdał się wielki, czerwony niczym dorodny pomidor, rumieniec. Nie spodziewałam się Kirana wbiegającego do tego pomieszczenia o poranku. To zdecydowanie była najbardziej dziwna sytuacja jaką dotychczas przeżyłam i zdecydowanie najbardziej żenująca. Przerwało to mi i Rinie miłosne zaloty. Obie szybko się ubrałyśmy. Zaniepokoiło mnie zachowanie mężczyzny i jego szybka ucieczka z pokoju, nie wydawał się przecież zbytnio przejęty całą sytuacją, którą tutaj zastał. Myślę, że widział coś co niestety często zwodzi tutejszych przybyszów, a jeśli mam racje Kiran jest w ogromnym niebezpieczeństwie. Złapałam ukochaną za rękę i wbiegłam na schody. Myślałam, że nigdy się nie skończą, jednak w końcu dotarłyśmy do wyjścia. Oślepił nas blask promieni słonecznych. O mało się nie wywróciłam, zawsze tak jest kiedy na chwilę tracę wzrok. Niby powinnam się przyzwyczaić do połowicznej ślepoty ale jednak czasami czuję jakbym miała obie pary oczu. Nerwowo wbiegłyśmy do lasu chcąc jak najszybciej znaleźć towarzysza. Rina pobiegła w jedną stronę, a ja w drugą, chociaż przyznam, że nie był to najlepszy pomysł na świecie. Elfy miały poniekąd dar do wyczuwania energii innych istot, a zatem ja czułam te których nigdy nie chciałabym spotkać. W pewnym momencie biegu odbiłam się od kogoś po czym upadłam na ziemię. To był on, nasz ucieczkowicz.
- Kiran... - zaczęłam ledwo łapiąc powietrze - Mógłbyś tak więcej nie znikać bez słowa? Ten las roi się od niebezpie...
Nie zdążyłam dokończyć a za mężczyzną stanął gigantyczny stwór. Nie zdążyłam nic powiedzieć bo oboje z nas powalił swoją wielką łapą. Kiedy nas zabierał posłałam tylko głuchy krzyk w wielką, leśną przestrzeń.
Obudziłam się przykuta do ściany metalowymi łańcuchami. Rzekłabym, że widziałam już kiedyś to miejsce, ale nie wiem czy przy tym bym nie skłamała. Może o tym czytałam? Sama już nie wiem, lochy jak lochy, co na znowu bredzę. Rozejrzałam się dookoła. Kiran wisiał prawie obok mnie. Jego ciało było pokryte świeżymi ranami...musiałam chyba coś przegapić. Najwyraźniej całkiem przypadkiem, w wyniku niefortunnych zdarzeń i ucieczki wielkiego odkrywcy świata trafiliśmy do niewoli jakiś dzikusów. Fantastycznie...dopiero po chwili poczułam jakbym została ugodzona co najmniej kilka razy jakimś tępym nożem. Po mojej sinej nodze spływała krwisto czerwona ciecz, zemdlałam.
<Rina?>
- Kiran... - zaczęłam ledwo łapiąc powietrze - Mógłbyś tak więcej nie znikać bez słowa? Ten las roi się od niebezpie...
Nie zdążyłam dokończyć a za mężczyzną stanął gigantyczny stwór. Nie zdążyłam nic powiedzieć bo oboje z nas powalił swoją wielką łapą. Kiedy nas zabierał posłałam tylko głuchy krzyk w wielką, leśną przestrzeń.
Obudziłam się przykuta do ściany metalowymi łańcuchami. Rzekłabym, że widziałam już kiedyś to miejsce, ale nie wiem czy przy tym bym nie skłamała. Może o tym czytałam? Sama już nie wiem, lochy jak lochy, co na znowu bredzę. Rozejrzałam się dookoła. Kiran wisiał prawie obok mnie. Jego ciało było pokryte świeżymi ranami...musiałam chyba coś przegapić. Najwyraźniej całkiem przypadkiem, w wyniku niefortunnych zdarzeń i ucieczki wielkiego odkrywcy świata trafiliśmy do niewoli jakiś dzikusów. Fantastycznie...dopiero po chwili poczułam jakbym została ugodzona co najmniej kilka razy jakimś tępym nożem. Po mojej sinej nodze spływała krwisto czerwona ciecz, zemdlałam.
<Rina?>
sobota, 9 lutego 2019
Od Kirana do Hasharian – A więc tak/Poszukując celu
Z samego rana obudziło mnie dziwne uczucie bycia obserwowanym. Wstałem i zacząłem się rozglądać. Początkowo nie widziałem nic niepokojącego, ale kiedy miałem wracać spać, moją uwagę przykuło białe światło. Po dokładniejszym przyjrzeniu się, zauważyłem jak to światło zaczyna przybierać kształt ogromnego jelenia. Poczułem się dosyć dziwnie. Najpierw sytuacja w której się znalazłem była dla mnie niekomfortowa, ale im dłużej patrzyłem na jelenia a on na mnie, miałem wrażenie, że to ktoś kogo powinienem dobrze znać.
Chciałem już coś powiedzieć, kiedy jeleń zaczął iść. Przeszedł przez ścianę do pokoju w którym spały dziewczyny. Nie myśląc za dużo, ruszyłem za nim. Wszedłem do pomieszczenia zajmowanego przez Rinę i Hasharian. Chyba wybrałem zły moment, ale nie patrzyłem na nie tylko na stojące za nimi zwierzę. Przyglądałem mu się z przechyloną głową.
Kiedy zrobiłem krok do przodu, mój obiekt obserwacji znowu przeszedł przez kolejną ścianę. Ja tak jak poprzednio ruszyłem za nim. Musiałem biec, aby go nie zgubić. Nie zwracałem uwagi na drogę, co było moim błędem. Z każdą minutą oddalałem się coraz bardziej od miejsca w którym zatrzymałem się na noc.
Zatrzymałem się dopiero koło południa w miejscu, którego nie znałem. Jeleń, którego goniłem, zniknął. Rozpocząłem się rozglądać, ale nie mogłem znaleźć niczego, co by mogło mi pomóc wrócić. Nagle z oddali usłyszałem strzał. Złapałem się za serce, które zaczęło mnie okropnie boleć. Oparłem się o drzewo, nie mogąc stać o własnych siłach. Co najdziwniejsze, nie byłem ranny, a czułem się tak, jakby pocisk przeszył moje serce. Czując na swoich plecach pień drzewa, osunąłem się na ziemię, nie mogąc już nawet normalnie oddychać.
Nie wiem jak długo ten stan trwał, ale kiedy usłyszałem kroki, zmusiłem się do wstania. Serce nie bolało już aż tak, ale dalej byłem słaby. Zacząłem węszyć w powietrzu i poczułem zapach innego mężczyzny. Nie chcąc ryzykować, ruszyłem w przeciwnym kierunku.
<Hasharian? Dziecko się wam zgubiło XD>
Chciałem już coś powiedzieć, kiedy jeleń zaczął iść. Przeszedł przez ścianę do pokoju w którym spały dziewczyny. Nie myśląc za dużo, ruszyłem za nim. Wszedłem do pomieszczenia zajmowanego przez Rinę i Hasharian. Chyba wybrałem zły moment, ale nie patrzyłem na nie tylko na stojące za nimi zwierzę. Przyglądałem mu się z przechyloną głową.
Kiedy zrobiłem krok do przodu, mój obiekt obserwacji znowu przeszedł przez kolejną ścianę. Ja tak jak poprzednio ruszyłem za nim. Musiałem biec, aby go nie zgubić. Nie zwracałem uwagi na drogę, co było moim błędem. Z każdą minutą oddalałem się coraz bardziej od miejsca w którym zatrzymałem się na noc.
Zatrzymałem się dopiero koło południa w miejscu, którego nie znałem. Jeleń, którego goniłem, zniknął. Rozpocząłem się rozglądać, ale nie mogłem znaleźć niczego, co by mogło mi pomóc wrócić. Nagle z oddali usłyszałem strzał. Złapałem się za serce, które zaczęło mnie okropnie boleć. Oparłem się o drzewo, nie mogąc stać o własnych siłach. Co najdziwniejsze, nie byłem ranny, a czułem się tak, jakby pocisk przeszył moje serce. Czując na swoich plecach pień drzewa, osunąłem się na ziemię, nie mogąc już nawet normalnie oddychać.
Nie wiem jak długo ten stan trwał, ale kiedy usłyszałem kroki, zmusiłem się do wstania. Serce nie bolało już aż tak, ale dalej byłem słaby. Zacząłem węszyć w powietrzu i poczułem zapach innego mężczyzny. Nie chcąc ryzykować, ruszyłem w przeciwnym kierunku.
<Hasharian? Dziecko się wam zgubiło XD>
środa, 6 lutego 2019
Od Riny do Kirana - A więc tak/Poszukując celu
Tym razem to ja poczułam tą całą rozkosz, którą "zaproponowała" mi Hash. Czułam się o wiele lepiej kiedy tym razem Słowik nade mną dominował, od tej sytuacji z Kiranem nieco się uspokoiłam. Przez całą noc zabawa była przednia, ale już nad samym ranem moja partnerka spała jak zabita, jednak w moim przypadku było inaczej. Nie spałam od dłuższego czasu gdyż w głowie krążyła mi jakaś dziwna myśl, której nie mogłam zrozumieć. Nawet szczerze nie wiedziałam o czym myślę, miałam tylko jakiś kształt wysokiej kobiety. Kobieta była wysoka i posiadała prawie identyczny kolor włosów co ja, jednak były nieco jaśniejsze, oczy były natomiast złote a ubrana była w całkiem eleganckie i bogate ciuchy. Po dłuższym czasie tylko zastanawiało mnie to, kim jest ta kobieta i czemu tak o niej myślę? Głowę miałam w chmurach i za bardzo nie przykładałam się do tego co się właściwie teraz dzieje i co mnie otacza. Z moich myśli wyrwał mnie czyjś dotyk, który głaskał moje włosy, z wielkim uśmiechem przymknęłam oczy i tylko czułam jak Hash gładzi moją głowę. Dziewczyna uśmiechając się, wtuliła się we mnie i sama przymknęła oczy. Już chyba dawno tak bardzo nie czułam się dobrze jak w jej towarzystwie, od dłuższego czasu nie miałam uśmiechu na twarzy a teraz to wszystko się zmienia. Delikatnie się o nią oparłam i liznęłam ją w ucho, Słowika zaś przeszły przyjemne dreszcze kiedy to zrobiłam. Ogarnęłam jak mogę się odegrać
na tej niewinnej dziewczynce, wsadziłam jej język do ucha a ta od razu mnie delikatnie odepchnęła.
-Przestań Rina!- odpowiedziała łapiąc się za ucho. Słyszałam w jej głosie nieco śmiechu, widocznie taka zabawa jej się nawet podobała a ja tylko poczułam satysfakcje z własnej wredoty. Przewróciłam ją delikatnie na materac, dziewczyna się zarumieniła i sądziła, że chce na niej odwetu... Jednak prawda była nieco inna, zaczęło i się od niewinnych i delikatnych pocałunków a potem przeszłam do lizania jej po twarzy jak jakiś pies, dziewczyna nie miała szans by mnie odtrącić czy chociaż pokonać. W ciekawy sposób zaczęłam ją głaskać po brzuchu oraz ocierać się o nią własnym ciałem, dziewczynie nad wyraz się to znowu spodobało. Kontynuowałam lizanie jej po twarzy, szczerze to bawiło mnie to, że mogę się z nią trochę powredzić. Dopiero po chwili poczułam jak Hasharian odepchnęła mnie od wykonywania mojej czynności. Otrząsnęłam się i zdziwiłam dlaczego to zrobiła, dopiero po chwili dziewczyna złapała się za głowę patrząc w stronę drzwi. Moim oczom ukazał się Kiran, który patrzył na nas zdziwiony z przekrzywioną miną, myślałam że wybuchnę ze wstydu jak i gniewu... Myślałam, że rozszarpię tego gnoja i jego łeb wrzucę do rzeki, z wielkim burakiem na twarzy szybko się odwróciłam do nich plecami, myślałam że zaleje mnie jakiś sztorm. Chłopak jednak wyglądał na bardziej zdziwionego niż obrzydzonego, jednak nadal to sprawiało że mam ochotę mu wpierdolić... Hasharian też była czerwona ze wstydu... W końcu Kiran podszedł bliżej.
<Kiran?>
na tej niewinnej dziewczynce, wsadziłam jej język do ucha a ta od razu mnie delikatnie odepchnęła.
-Przestań Rina!- odpowiedziała łapiąc się za ucho. Słyszałam w jej głosie nieco śmiechu, widocznie taka zabawa jej się nawet podobała a ja tylko poczułam satysfakcje z własnej wredoty. Przewróciłam ją delikatnie na materac, dziewczyna się zarumieniła i sądziła, że chce na niej odwetu... Jednak prawda była nieco inna, zaczęło i się od niewinnych i delikatnych pocałunków a potem przeszłam do lizania jej po twarzy jak jakiś pies, dziewczyna nie miała szans by mnie odtrącić czy chociaż pokonać. W ciekawy sposób zaczęłam ją głaskać po brzuchu oraz ocierać się o nią własnym ciałem, dziewczynie nad wyraz się to znowu spodobało. Kontynuowałam lizanie jej po twarzy, szczerze to bawiło mnie to, że mogę się z nią trochę powredzić. Dopiero po chwili poczułam jak Hasharian odepchnęła mnie od wykonywania mojej czynności. Otrząsnęłam się i zdziwiłam dlaczego to zrobiła, dopiero po chwili dziewczyna złapała się za głowę patrząc w stronę drzwi. Moim oczom ukazał się Kiran, który patrzył na nas zdziwiony z przekrzywioną miną, myślałam że wybuchnę ze wstydu jak i gniewu... Myślałam, że rozszarpię tego gnoja i jego łeb wrzucę do rzeki, z wielkim burakiem na twarzy szybko się odwróciłam do nich plecami, myślałam że zaleje mnie jakiś sztorm. Chłopak jednak wyglądał na bardziej zdziwionego niż obrzydzonego, jednak nadal to sprawiało że mam ochotę mu wpierdolić... Hasharian też była czerwona ze wstydu... W końcu Kiran podszedł bliżej.
<Kiran?>
wtorek, 5 lutego 2019
+18 Od Hasharian do Riny - A więc tak/Poszukując celu
Odciągnęłam chłopaka na bok. Nie miało to jednak większego znaczenia, bo Rina i tak jakby chciała, to wszystko usłyszy. Zaproponowałam mu krótko - pomoc w dostaniu się do ruin, które nie akceptowały każdego i nie było nawet mowy, aby wejść tam od tak. Uprzedziłam też go o plemionach, które niestety zamieszkują lasy, które otaczają stertę już prawie zgruzowanego królestwa.
- Słuchaj, nie chcę być niegrzeczna, ale dobre by było, gdybyś nie milczał dwadzieścia cztery godziny na dobę. - westchnęłam zrezygnowana.
Wróciliśmy do Riny a ja wyjaśniłam jej całą sytuację. Udaliśmy się w stronę ruin, jednak w mojej głowie krążyły ogromne obawy co do tego miejsca. Nigdy nie czułam się tam zbyt dobrze.
<Rinka, kochanie? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
- Słuchaj, nie chcę być niegrzeczna, ale dobre by było, gdybyś nie milczał dwadzieścia cztery godziny na dobę. - westchnęłam zrezygnowana.
Wróciliśmy do Riny a ja wyjaśniłam jej całą sytuację. Udaliśmy się w stronę ruin, jednak w mojej głowie krążyły ogromne obawy co do tego miejsca. Nigdy nie czułam się tam zbyt dobrze.
~*~
Zagłębiliśmy się w zniszczone struktury jednego z wielu tutejszych budynków, nie ważne obok którego przechodziłam, czułam się obserwowana. Być może była to kwestia przywidzenia, ale nie byłam się w stanie pozbyć tego wrażenia. Pałacyk - bo tak wnioskuję po resztkach konstrukcji miał całkiem dobrze ostałe piwnice, wydaje mi się, jakby zatrzymał się tutaj czas. Gdybym nie znała świata na zewnątrz pomyślałabym nawet, że wszystko jest jak najbardziej w porządku. Cóż...nikt nigdy nie przypuszczał, że kiedyś to królestwo zamieni się w kupę gruzu. Mimo tego niektóre budynki dalej stoją, a przyroda coraz bardziej je pochłania. Jakby chciała odzyskać to, co ktoś kiedyś jej odebrał. Nie ukrywam, że wydawało się to odrobinę straszne. Schodząc po schodach prawie z nich spadłam, a to wszystko przez leżący na nich szkielet. Mruknęłam tylko coś pod nosem i schodziłam dalej. Kiedy dotarliśmy na sam dół, stwierdziliśmy...ja z Riną stwierdziłam, Kiran tylko kiwnął głową - czas na odpoczynek. Weszłyśmy z dziewczyną do pierwszego lepszego pomieszczenia, a mężczyzna wybrał te obok nas. Na środku zakurzonego pokoju stał pokaźnych rozmiarów materac. W mojej głowie zrodziły się sprośne myśli. Pociągnęłam Rinę za sobą po czym pchnęłam ją na posłanie, nie minęło dużo czasu a znalazłam się nad nią. Oblizałam lubieżnie wargi po czym wpiłam się w jej słodkie, malinowe usta. Całowałam ją zachłannie, chcąc coraz więcej i więcej. Nie wystarczyła mi już tylko jej obecność. Wsunęłam dłoń pod jej bluzkę, delikatnie złapałam jedną z piersi, idealnie mieściła się w mojej dłoni. Dziewczyna pisnęła, wybacz kochanie, nie zamierzam teraz odpuścić. Kącik moich warg mimowolnie uniósł się do góry, kiedy dziewczyna wydała z siebie cichutki jęk. Czerpałam z tego ogromną przyjemność. Drugą ręką sprawnie rozpięłam jej górną część garderoby i rzuciłam ją gdzieś w kąt. Nie była w końcu do niczego potrzebna. Nachyliłam się nad jej uchem cicho szeptając kilka sprośnych słów. Zjechałam nieco niżej, składałam na jej szyi delikatne pocałunki na przemian z ślicznymi różowymi malinkami.<Rinka, kochanie? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
wtorek, 29 stycznia 2019
Od Riny do Hasharian - A więc tak/Poszukując celu
Byłam podrażniona tym, że właśnie zostałam związana do drzewa, Hasharian chyba za bardzo ceni sobie słowa "Połączenie z naturą"... Żarty, żartami ale byłam na tyle zdezorientowana, że nie wiedziałam co powiedzieć. Na pierwsze pytanie Hashi miał odpowiedzieć Kiran. Po 10 minutach nie doczekaliśmy się żadnej odpowiedzi ze strony Kirana, jego zachowanie było karygodne... Tylko się rozglądał jakby miał nas w dupie, zaczęłam nieco ocierać sznurem o drzewo by ten mógł się chociaż poluzować lub przynajmniej odrobinę przeciąć bym mogła się uwolnić. Niestety, moje zachowanie zostało szybko odkryte przez Hasharian, dziewczyna zauważyła, że chcę się wydostać więc spojrzała na mnie poważniejszym wzrokiem.
-Twoja kolej na wyjaśnienia...- odpowiedziała patrząc na mnie.
Westchnęłam dość głośno i spojrzałam na Kirana.
-Wiem co nieco... O tym czymś...- Odpowiedziałam nieco pogardliwie.
Kiran po chwili zrobił wielkie oczy, tak jakby właśnie szukał odpowiedzi na jakieś pytanie.
Hasharian zdziwiła się, w sumie nie tylko ona.
-To normalne, kiedy samica Furii chce zaatakować samca... Tu chodzi już o pewną rywalizację i dominacje względem naszego gatunku.- Odpowiedziałam znów patrząc na Kirana. Po jego twarzy stwierdziłam, że nawet nie wiedział że jest potomkiem Furii. Oczywiście, wiedziałam na temat Kirana o wiele więcej niż on sam. Po mojej odpowiedzi z całej siły, jeszcze będąc wilkołakiem, rozerwałam sznur do którego byłam przywiązana. Hasharian już chciała reagować ponowną strzałą, ale podeszłam do niej i zatrzymałam ją tym.
-Lepiej go uwolnij.- Odpowiedziałam odchodząc z jakieś 10 kroków dalej w stronę ruin. Widać było, że mój kochany Słowik wykonał "rozkaz" i z uważną miną powoli go
odwiązywała. Hasharian cały czas mnie obserwowała, zdziwiła ją moja nagła reakcja, która z agresji przerodziła się w obojętność. Wiedziałam jednak swoje, że nie mogę się zbliżać na bliższą odległość do Kirana. Zauważyłam, że Hasha wzięła Kirana ze sobą... Ale w jakiej sprawie?
<Hasharian?>
-Twoja kolej na wyjaśnienia...- odpowiedziała patrząc na mnie.
Westchnęłam dość głośno i spojrzałam na Kirana.
-Wiem co nieco... O tym czymś...- Odpowiedziałam nieco pogardliwie.
Kiran po chwili zrobił wielkie oczy, tak jakby właśnie szukał odpowiedzi na jakieś pytanie.
Hasharian zdziwiła się, w sumie nie tylko ona.
-To normalne, kiedy samica Furii chce zaatakować samca... Tu chodzi już o pewną rywalizację i dominacje względem naszego gatunku.- Odpowiedziałam znów patrząc na Kirana. Po jego twarzy stwierdziłam, że nawet nie wiedział że jest potomkiem Furii. Oczywiście, wiedziałam na temat Kirana o wiele więcej niż on sam. Po mojej odpowiedzi z całej siły, jeszcze będąc wilkołakiem, rozerwałam sznur do którego byłam przywiązana. Hasharian już chciała reagować ponowną strzałą, ale podeszłam do niej i zatrzymałam ją tym.
-Lepiej go uwolnij.- Odpowiedziałam odchodząc z jakieś 10 kroków dalej w stronę ruin. Widać było, że mój kochany Słowik wykonał "rozkaz" i z uważną miną powoli go
odwiązywała. Hasharian cały czas mnie obserwowała, zdziwiła ją moja nagła reakcja, która z agresji przerodziła się w obojętność. Wiedziałam jednak swoje, że nie mogę się zbliżać na bliższą odległość do Kirana. Zauważyłam, że Hasha wzięła Kirana ze sobą... Ale w jakiej sprawie?
<Hasharian?>
Od Kirana do Riny - Poszukując celu/A więc tak
Wpatrywałem się tępo w Hasharian. Musiałem chwilę poczekać aby słowa elfki do mnie dotarły, a kiedy tak się stało wzruszyłem jak zwykle ramionami.
- Kiran, nie możesz cały czas tak siedzieć i nic nie mówić - zaczęła mnie próbować przekonać.
Ja jednak uparcie milczałem, bo co miałem odpowiedzieć? Że sam chciałbym wiedzieć co się dzieje? Byłem tak samo zdezorientowany jak dziewczyna. Chyba jednak ona nie zdawała sobie z tego sprawy, bo cały czas próbowała mnie nakłonić do wydobycia z siebie głosu.
Czasem zastanawiałem się, po co inni zmuszają mnie do mówienia. Robię to kiedy chce, jak czuje potrzebę. A ponieważ rzadko kiedy mam na to ochotę to najzwyczajniej w świecie milczę. Co prawda, nie jeden raz przez to wpakowałem się w kłopoty lub ciężko się było ze mną dogadać, ale taki już jestem. Wiele osób próbowało to zmienić, ale wszyscy się poddali.
Zamiast patrzeć na kobietę, stojącą przede mną, zacząłem się rozglądać po okolicy. Otaczały nas ruiny budowli, która kiedyś była jedną z najwspanialszych na kontynencie. Obecnie, mając lata świetności za sobą, z roku na rok są w coraz gorszym stanie. Szczerze powiedziawszy, nie lubię tego miejsca, czuję się tu dziwnie. Ale coś mnie zmusiło abym ruszył w tę stronę. Jakieś uczucie, coś podobnego do tropu. Jednak im dłużej tu byłem to zaczynałem nabierać większej pewności, że to nie tutaj powinienem zacząć szukać tylko dalej.
Hasharian zdała sobie sprawę, że nic ze mnie nie wyciągnie, dlatego zapytała tym razem Rinę a ja zacząłem nasłuchiwać.
<Rina? >
- Kiran, nie możesz cały czas tak siedzieć i nic nie mówić - zaczęła mnie próbować przekonać.
Ja jednak uparcie milczałem, bo co miałem odpowiedzieć? Że sam chciałbym wiedzieć co się dzieje? Byłem tak samo zdezorientowany jak dziewczyna. Chyba jednak ona nie zdawała sobie z tego sprawy, bo cały czas próbowała mnie nakłonić do wydobycia z siebie głosu.
Czasem zastanawiałem się, po co inni zmuszają mnie do mówienia. Robię to kiedy chce, jak czuje potrzebę. A ponieważ rzadko kiedy mam na to ochotę to najzwyczajniej w świecie milczę. Co prawda, nie jeden raz przez to wpakowałem się w kłopoty lub ciężko się było ze mną dogadać, ale taki już jestem. Wiele osób próbowało to zmienić, ale wszyscy się poddali.
Zamiast patrzeć na kobietę, stojącą przede mną, zacząłem się rozglądać po okolicy. Otaczały nas ruiny budowli, która kiedyś była jedną z najwspanialszych na kontynencie. Obecnie, mając lata świetności za sobą, z roku na rok są w coraz gorszym stanie. Szczerze powiedziawszy, nie lubię tego miejsca, czuję się tu dziwnie. Ale coś mnie zmusiło abym ruszył w tę stronę. Jakieś uczucie, coś podobnego do tropu. Jednak im dłużej tu byłem to zaczynałem nabierać większej pewności, że to nie tutaj powinienem zacząć szukać tylko dalej.
Hasharian zdała sobie sprawę, że nic ze mnie nie wyciągnie, dlatego zapytała tym razem Rinę a ja zacząłem nasłuchiwać.
<Rina? >
Od Hasharian do Kirana - A więc tak/Poszukując celu
Byłam zdezorientowana całą tą sytuacją i zupełnie nie wiedziałam co na to wszystko powiedzieć ani co zrobić. Spoglądałam przez chwilę a to na Kirana, a to na Rinę. Widziałam gniew w jej oczach, jednak nie potrafiłam znaleźć jego źródła. Dziewczyna jakby oszalała w momencie jak już go zobaczyła. Przez chwilę zastanawiałam się co ja tu właściwie robię i gdzie ja jestem i czy aby to na pewno dobry świat. O Stwórco...sięgnęłam po łuk i szybko wystrzeliłam dwie strzały, jedna trafiła w nogę Riny a druga w nogę Kirana. Oboje nie wiedzieli co powiedzieć, łapiąc się z bólu za nogi.
- Spokojnie kruszynki, gdy tylko wyjmuje się tą strzałę rana zasklepia się automatycznie, ale jest jedno małe ale. Pójdziecie teraz oboje ładnie spać. - Rina spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, a ja tylko się uśmiechnęłam. Oboje bardzo szybko zasnęli, nie sądziłam, że w ogóle przydadzą mi się kiedyś te strzały, ale w końcu znalazłam dla nich idealne zastosowanie. Przywiązałam dwójkę specjalnym sznurem do drzew i czekałam, aż się obudzą. Trwało to naprawdę długo, ale miałam czas by wszystko dobrze sobie przemyśleć. Przypomniałam sobie jeszcze raz rozmowę z dziewczyną, a później to jak zachowywała się w stosunku do Kirana, jak tylko go zobaczyło. Rany...to wszystko jest takie dziwne. W końcu się zbudzili. Wymieniłam z nimi spojrzenia, przy okazji ich cudownego snu wyjęłam strzały z ich nóg. Wyglądali na lekko zdezorientowanych ale szybko wyjaśniłam im całą zaistniałą sytuację.
- Nie zamierzam stać z boku, do tego słuchać jak Rina co chwilę warczy na Ciebie Kiranie z powodu, którego nie znam. Czuję się lekko ogłupiona tym wszystkim i wybaczcie, ale żądam wyjaśnień z waszej strony i nie puszczę was póki mi wszystkiego nie powiecie. - nie wiem czy byłam zła czy po prostu miałam po kilku tych chwilach dosyć tego wszystkiego. Westchnęłam cicho czekając na wyjaśnienia. - Kiranie myślę, że to dobry moment abyś przestał milczeć.
<Kiran?>
- Spokojnie kruszynki, gdy tylko wyjmuje się tą strzałę rana zasklepia się automatycznie, ale jest jedno małe ale. Pójdziecie teraz oboje ładnie spać. - Rina spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, a ja tylko się uśmiechnęłam. Oboje bardzo szybko zasnęli, nie sądziłam, że w ogóle przydadzą mi się kiedyś te strzały, ale w końcu znalazłam dla nich idealne zastosowanie. Przywiązałam dwójkę specjalnym sznurem do drzew i czekałam, aż się obudzą. Trwało to naprawdę długo, ale miałam czas by wszystko dobrze sobie przemyśleć. Przypomniałam sobie jeszcze raz rozmowę z dziewczyną, a później to jak zachowywała się w stosunku do Kirana, jak tylko go zobaczyło. Rany...to wszystko jest takie dziwne. W końcu się zbudzili. Wymieniłam z nimi spojrzenia, przy okazji ich cudownego snu wyjęłam strzały z ich nóg. Wyglądali na lekko zdezorientowanych ale szybko wyjaśniłam im całą zaistniałą sytuację.
- Nie zamierzam stać z boku, do tego słuchać jak Rina co chwilę warczy na Ciebie Kiranie z powodu, którego nie znam. Czuję się lekko ogłupiona tym wszystkim i wybaczcie, ale żądam wyjaśnień z waszej strony i nie puszczę was póki mi wszystkiego nie powiecie. - nie wiem czy byłam zła czy po prostu miałam po kilku tych chwilach dosyć tego wszystkiego. Westchnęłam cicho czekając na wyjaśnienia. - Kiranie myślę, że to dobry moment abyś przestał milczeć.
<Kiran?>
niedziela, 27 stycznia 2019
Od Riny do Hasharian - A więc tak/Poszukując celu
Widząc kogoś nieznajomego i jeszcze to osoba, która jest z mojego gatunku... Prawie... Chłopak wydawał się o wiele inny niż reszta samców Furii. Był o wiele spokojniejszy i mniej zadziorny, jednak jego najmniejszy ruch sprawiał, że miałam ochotę go zamordować. Prawie do tego doszło, dopóki Hasharian mnie nie odciągnęła. Czułam się jakbym miała zaraz rozpierdolić mu łeb i wyrwać flaki z żołądka, w sumie miałam małą myśl "Dlaczego to robię? Przecież on jednak może być inny", jednak mój instynkt stwierdzał, że jest to nieproszony intruz. Obserwowałam tego całego Kirana od góry do dołu by wiedzieć o nim wszystko, z niepokojem wyprostowałam się i stojąc dwa kroki za Hasharian obserwowałam każdy jego ruch. Źle wykonany krok skończyłby się jego śmiercią jeśli by tylko ją tknął... Nie spodobało mi się to, że mu na tyle ufa, nie wiadomo co mógł jej zrobić... Taki brak rozmowy nie był dla niego zbyt dobry w tym momencie, nie odzywając się tylko się pogrążał a moja nienawiść do niego wzrastała. Kiran patrzył prosto na Hasharian a ta na niego, widocznie oboje byli zdezorientowani i nie wiedzieli co do końca mają zrobić.
-Co tutaj robisz?- Zapytała Hasharian.
Kiran spojrzał na nią z większymi oczami, które po chwili wróciły do normalności a chłopak po prostu wzruszył ramionami. Hasharian westchnęła i kątem oka spojrzała na mnie czy nie zamierzam znów dostać napadu wścieklizny i zaatakować chłopaka. Miałam wyraz twarzy typu: "No co?"
Dziewczyna miała lekko poważną minę, ale nie wyglądała jakby była zła... Bardziej była zmieszana gdyż nie wiedziała jaki był powód mojej agresji, wiedziałam że muszę jej to wytłumaczyć. Już bardziej spokojna przymknęłam oczy i zaczęłam wsłuchiwać się w ich rozmowę. Hasharian wolała poznać nowego "znajomego", którego poznałyśmy.
Kiran początkowo nie był skłonny do niczego, ani do rozmów ani nawet do jakiejkolwiek odpowiedzi w podobnym stylu jak napisał na ziemi swoje imię. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że on nic prawie o sobie nie wiedział... To mnie bardziej zaniepokoiło, wydałam z siebie cichy zgrzyt zębami ze względu, że może coś nam zrobić. Hasharian postanowiła podejść bliżej chłopaka, sam Kiran podszedł bliżej i znowu zaczął powoli obwąchiwać Hasharian. W tym momencie pękła mi żyłka, nerwy mi puściły nawet nie wiem z jakich powodów... Przemieniłam się w formę wilkołaka i wydałam z siebie okropny ryk, Hasharian słysząc i widząc to aż odskoczyła tak samo jak i Kiran... Odepchnęłam chłopaka od niej, w moich oczach istniał gniew jakiego jeszcze nigdy nie doznałam... Patrzyłam wprost na Kirana, który znowu się podniósł z ziemi. Wyglądało na to, że było mu to obojętne co się właśnie stało, zaczęłam głośno dyszeć oraz drapać jedną nogą w ziemię jak rozwścieczony byk... Męski odpowiednik Furii spojrzał na mnie obojętnie...
<HASHARIAN RATUJ KIRANA>
-Co tutaj robisz?- Zapytała Hasharian.
Kiran spojrzał na nią z większymi oczami, które po chwili wróciły do normalności a chłopak po prostu wzruszył ramionami. Hasharian westchnęła i kątem oka spojrzała na mnie czy nie zamierzam znów dostać napadu wścieklizny i zaatakować chłopaka. Miałam wyraz twarzy typu: "No co?"
Dziewczyna miała lekko poważną minę, ale nie wyglądała jakby była zła... Bardziej była zmieszana gdyż nie wiedziała jaki był powód mojej agresji, wiedziałam że muszę jej to wytłumaczyć. Już bardziej spokojna przymknęłam oczy i zaczęłam wsłuchiwać się w ich rozmowę. Hasharian wolała poznać nowego "znajomego", którego poznałyśmy.
Kiran początkowo nie był skłonny do niczego, ani do rozmów ani nawet do jakiejkolwiek odpowiedzi w podobnym stylu jak napisał na ziemi swoje imię. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że on nic prawie o sobie nie wiedział... To mnie bardziej zaniepokoiło, wydałam z siebie cichy zgrzyt zębami ze względu, że może coś nam zrobić. Hasharian postanowiła podejść bliżej chłopaka, sam Kiran podszedł bliżej i znowu zaczął powoli obwąchiwać Hasharian. W tym momencie pękła mi żyłka, nerwy mi puściły nawet nie wiem z jakich powodów... Przemieniłam się w formę wilkołaka i wydałam z siebie okropny ryk, Hasharian słysząc i widząc to aż odskoczyła tak samo jak i Kiran... Odepchnęłam chłopaka od niej, w moich oczach istniał gniew jakiego jeszcze nigdy nie doznałam... Patrzyłam wprost na Kirana, który znowu się podniósł z ziemi. Wyglądało na to, że było mu to obojętne co się właśnie stało, zaczęłam głośno dyszeć oraz drapać jedną nogą w ziemię jak rozwścieczony byk... Męski odpowiednik Furii spojrzał na mnie obojętnie...
<HASHARIAN RATUJ KIRANA>
sobota, 26 stycznia 2019
Od Kirana do Riny - Poszukując celu/A więc tak
Siła uderzenia, z jaką rzuciła się na mnie brązowowłosa powaliła nas na ziemię. Nie bardzo wiedziałem co się dzieje i jedyne co robiłem to broniłem się przed atakującą i warczącą dziewczyną. A musiałem przyznać, że była silna.
- Rina, zostaw go - jej towarzyszka, chyba elfka, zaczęła ją odciągnąć ode mnie.
Skorzystałem z okazji i wstałem, przyglądając się im. Szczerze to byłem dość zaskoczony, że kogokolwiek spotkałem w ruinach. Kilka razy już tu byłem i zawsze było pusto, poza mną nikogo nie było. Ale przecież od mojej ostatniej wizyty w tym miejscu minęło ponad rok, a to wystarczająca ilość czasu, aby coś mogło się zmienić. Rina - czyli dziewczyna, która się na mnie rzuciła, cały czas na mnie patrzyła z wrogością w oczach, warcząc.
- Wybacz za nią, nie wiem co w nią wstąpiło - zaczęła tłumaczyć swoją koleżankę ta druga.
A może to były partnerki? Były dosyć blisko siebie, nawet jak na przyjaciółki, ale nie mnie to oceniać. Dlatego też tylko wzruszyłem ramionami w ramach odpowiedzi, gdyż nie widziałem sensu mówienia czegokolwiek. Kiedy elfka się przedstawiła - miała całkiem ciekawe imię, jeszcze takiego nie spotkałem, zaczęła patrzeć na mnie, jakby czegoś ode mnie oczekiwała. Nie bardzo rozumiałem, co chciała, dlatego zbliżyłem się do niej i nie wiedząc czemu, zacząłem ją wąchać. Miała całkiem miły, delikatny zapach. Harashian - czyli ta która się przedstawiła, wyglądała na równie zaskoczoną moim zachowaniem co ja sam. Próbowałem postąpić podobnie z Riną, ale kiedy tylko się zbliżyłem, dostałem w twarz, wysłuchując potoku przekleństw i wyzwisk w moją stronę. Ale i tak poczułem jak ona pachnie. Miała intensywny, ale również całkiem przyjemny zapach.
- A ty… Jak się nazywasz? - spytała po tej jakże dziwnej i prawdopodobnie dla innych kosmicznej scenie elfka.
Ja oczywiście jak zwykle tylko wzruszyłem ramionami i spojrzałem w ziemię. Była pokryta piaskiem, dlatego od razu nogą zacząłem na niej pisać swoje imię. Rozmówczyni to zauważyła i spojrzała się w to samo miejsce w którym tworzyłem napis.
- Kiran… Jesteś niemową? - zadała mi kolejne pytanie, na które ja pokręciłem przecząco głową.
Zapytany o powód, przez który nie chce mówić tylko wzruszyłem ramionami i zacząłem je obie bacznie obserwować. Musiałem przyznać, że obie były dosyć ciekawe a w mojej duszy, jeżeli ją posiadam, zakiełkowała nadzieja, że pomogą mi odkryć prawdę.
<Rina?>
- Rina, zostaw go - jej towarzyszka, chyba elfka, zaczęła ją odciągnąć ode mnie.
Skorzystałem z okazji i wstałem, przyglądając się im. Szczerze to byłem dość zaskoczony, że kogokolwiek spotkałem w ruinach. Kilka razy już tu byłem i zawsze było pusto, poza mną nikogo nie było. Ale przecież od mojej ostatniej wizyty w tym miejscu minęło ponad rok, a to wystarczająca ilość czasu, aby coś mogło się zmienić. Rina - czyli dziewczyna, która się na mnie rzuciła, cały czas na mnie patrzyła z wrogością w oczach, warcząc.
- Wybacz za nią, nie wiem co w nią wstąpiło - zaczęła tłumaczyć swoją koleżankę ta druga.
A może to były partnerki? Były dosyć blisko siebie, nawet jak na przyjaciółki, ale nie mnie to oceniać. Dlatego też tylko wzruszyłem ramionami w ramach odpowiedzi, gdyż nie widziałem sensu mówienia czegokolwiek. Kiedy elfka się przedstawiła - miała całkiem ciekawe imię, jeszcze takiego nie spotkałem, zaczęła patrzeć na mnie, jakby czegoś ode mnie oczekiwała. Nie bardzo rozumiałem, co chciała, dlatego zbliżyłem się do niej i nie wiedząc czemu, zacząłem ją wąchać. Miała całkiem miły, delikatny zapach. Harashian - czyli ta która się przedstawiła, wyglądała na równie zaskoczoną moim zachowaniem co ja sam. Próbowałem postąpić podobnie z Riną, ale kiedy tylko się zbliżyłem, dostałem w twarz, wysłuchując potoku przekleństw i wyzwisk w moją stronę. Ale i tak poczułem jak ona pachnie. Miała intensywny, ale również całkiem przyjemny zapach.
- A ty… Jak się nazywasz? - spytała po tej jakże dziwnej i prawdopodobnie dla innych kosmicznej scenie elfka.
Ja oczywiście jak zwykle tylko wzruszyłem ramionami i spojrzałem w ziemię. Była pokryta piaskiem, dlatego od razu nogą zacząłem na niej pisać swoje imię. Rozmówczyni to zauważyła i spojrzała się w to samo miejsce w którym tworzyłem napis.
- Kiran… Jesteś niemową? - zadała mi kolejne pytanie, na które ja pokręciłem przecząco głową.
Zapytany o powód, przez który nie chce mówić tylko wzruszyłem ramionami i zacząłem je obie bacznie obserwować. Musiałem przyznać, że obie były dosyć ciekawe a w mojej duszy, jeżeli ją posiadam, zakiełkowała nadzieja, że pomogą mi odkryć prawdę.
<Rina?>
piątek, 25 stycznia 2019
Od Hasharian do Kirana - A więc tak.../Poszukując celu
Spojrzałam na dziewczynę jeszcze lekko zaspanymi oczami. Zastanawiałam się gdzie tak się wybiera, że pakuje wszystkie rzeczy. No tak...przecież musimy iść dalej. Z rozmyśleń wyrwał mnie jej ciepły ton głosu.
- Chyba nie za dobrze spałaś? - zapytała mnie śmiejąc się delikatnie.
Posłałam Rinie gniewne spojrzenie jakby chcąc ją skarcić za żarty na mój temat jednak po chwili podniosłam się i ucałowałam ją w policzek. Im szybciej się stąd zwiniemy tym lepiej. Zagasiłam ledwo dychające już ognisko i ruszyłyśmy przed siebie. Naszym celem było dotarcie do ruin sprzed których dopiero niedawno uciekłyśmy. Mam nadzieję, że nie spotkamy już więcej tego plemienia, nie marzy mi się potrawka z elfa lub wilczycy. Zaśmiałam się w duchu mimo wszystko. Dużo przez ten czas rozmawiałyśmy, poznałyśmy się jeszcze bardziej. Starałam się uważnie wsłuchiwać w każde jej wypowiadane słowo. Patrząc na wszystko z perspektywy czasu nie spodziewałabym się, że przyjdzie taki moment kiedy moje serce zabije kiedykolwiek mocniej niż zwyczajniej. Czułam uraz do miłości w jakiejkolwiek postaci. Do teraz mam wątpliwości, że może jednak się mylę, ale staram się o tym nie myśleć. Spoglądałam od czasu do czasu na Rine. Zastanawiałam się o czymś czasami myśli robiąc tak poważne miny. Nim się spostrzegłyśmy, byłyśmy już niedaleko ruin. Przystanęłam na chwilę, by szybko przebrać się w jakieś bardziej wygodniejsze ciuchy. Zgarnęłam z torby spodnie, parcianą bluzkę, która zasłaniała tylko biust i związałam włosy tak by nie przeszkadzały w ewentualnej ucieczce....wolałam się przygotować. Resztę ekwipunku schowałam i ruszyłyśmy dalej. Cała podróż łącznie zajęła nam kilka dni, nie było tak źle jak podejrzewałam. Dotarłyśmy do ruin. Było strasznie cicho, a to nie wróżyło nic dobrego. Złapałam za łuk jednak po chwili trzymałam już Rinę. Dziewczyna o mało nie rzuciła się w zębiskami na mężczyznę, który przez moment chyba sam nie wiedział co się właściwie stało.
- Rina, spokojnie on nic nam przecież nie zrobił. - Próbowałam ją uspokoić lecz bezskutecznie.
<Kiran?>
- Chyba nie za dobrze spałaś? - zapytała mnie śmiejąc się delikatnie.
Posłałam Rinie gniewne spojrzenie jakby chcąc ją skarcić za żarty na mój temat jednak po chwili podniosłam się i ucałowałam ją w policzek. Im szybciej się stąd zwiniemy tym lepiej. Zagasiłam ledwo dychające już ognisko i ruszyłyśmy przed siebie. Naszym celem było dotarcie do ruin sprzed których dopiero niedawno uciekłyśmy. Mam nadzieję, że nie spotkamy już więcej tego plemienia, nie marzy mi się potrawka z elfa lub wilczycy. Zaśmiałam się w duchu mimo wszystko. Dużo przez ten czas rozmawiałyśmy, poznałyśmy się jeszcze bardziej. Starałam się uważnie wsłuchiwać w każde jej wypowiadane słowo. Patrząc na wszystko z perspektywy czasu nie spodziewałabym się, że przyjdzie taki moment kiedy moje serce zabije kiedykolwiek mocniej niż zwyczajniej. Czułam uraz do miłości w jakiejkolwiek postaci. Do teraz mam wątpliwości, że może jednak się mylę, ale staram się o tym nie myśleć. Spoglądałam od czasu do czasu na Rine. Zastanawiałam się o czymś czasami myśli robiąc tak poważne miny. Nim się spostrzegłyśmy, byłyśmy już niedaleko ruin. Przystanęłam na chwilę, by szybko przebrać się w jakieś bardziej wygodniejsze ciuchy. Zgarnęłam z torby spodnie, parcianą bluzkę, która zasłaniała tylko biust i związałam włosy tak by nie przeszkadzały w ewentualnej ucieczce....wolałam się przygotować. Resztę ekwipunku schowałam i ruszyłyśmy dalej. Cała podróż łącznie zajęła nam kilka dni, nie było tak źle jak podejrzewałam. Dotarłyśmy do ruin. Było strasznie cicho, a to nie wróżyło nic dobrego. Złapałam za łuk jednak po chwili trzymałam już Rinę. Dziewczyna o mało nie rzuciła się w zębiskami na mężczyznę, który przez moment chyba sam nie wiedział co się właściwie stało.
- Rina, spokojnie on nic nam przecież nie zrobił. - Próbowałam ją uspokoić lecz bezskutecznie.
<Kiran?>
środa, 23 stycznia 2019
(+18) Od Riny do Hasharian - A więc tak...
Nie spodziewałam się takiego skoku akcji, Hasharian pocałowała mnie na tyle namiętnie, że mi się to spodobało pomimo, że jeszcze tak na serio się nie całowałam...
Złapałam ją za biodra i odwzajemniłam namiętny pocałunek, trwał on tylko chwilę kiedy nabrała mnie dziwna myśl...
- Ja... - Odpowiedziałam zarumieniona zaś oczy Hasharian się zaszkliły... Widocznie nie spodziewała się ona takiej reakcji i myślała, że jednak mi się to nie podobało.
- To było przyjemne... - Odpowiedziałam nadal zarumieniona i z lekkim uśmiechem, Hasharian odwzajemniła uśmiech i przymknęła oczy. Na mojej twarzy pojawiła się chęć pragnienia, pragnienia właśnie tego uczucia... Udało mi się delikatnie ją przewrócić na ziemię tak aby o nic nie uderzyła, moje serce biło szybciej niż zwykle ze stresu gdyż tego nigdy nie robiłam ale zawsze jakoś wiedziałam sporo na ten temat. Powoli włożyłam rękę pod sukienkę Hasharian gdzie udało mi się dotknąć jej pięknych piersi... Były takie jędrne oraz przyjemne w dotyku, lekko je ściskałam tak by nie zabolało jej to, zauważyłam tylko że przeszły ją dreszcze. Dalej masowałam jej pierś przechodząc z jednego cycka na drugi.
Po jakimś czasie zaczęłam dobierać się do szyi gdzie zaczęłam delikatnie ją lizać przechodząc
nieco niżej. Udało mi się ściągnąć jej sukienkę bym mogła dalej wykonywać swoją pracę. Nie minęła chwila a już zaczęłam ssać jej piersi zaś ona obmacywała moje jak ja jej wcześniej, dodatkowo całując mnie po twarzy. Hasharian ściągnęła moje stare łachmany gdyż też były bardzo problemowe podczas naszych czynności, moja ręka skierowała się niżej ale chwilowo miałam ją na jej biodrach gdzie zaczęłam ją powoli głaskać a nasze ciała zaczęły się nawzajem ocierać. Hasharian wplątała swoje palce w moje włosy i zeszła z całowaniem nieco niżej, zaczęła ssać moje piersi na tyle mocno, że wydałam z siebie przyjemny i nieco bolesny jęk, zabawa zaczęła się coraz bardziej rozkręcać bo moje ręka już masowała jej pochwę a pomału zbliżałam się do dalszych osiągnięć, obie dość jęczałyśmy z przyjemności oraz rozkoszy, nie zwlekając zaczęłam pomału wsadzać swoje palce w intymną część kobiety, delikatnie masowałam a drugą ręką trzymałam jedną z piersi Hasharian, dziewczyna jęknęła mocniej i przybliżyła się do mnie w taki sposób, że zniżyła moją głowę w stronę jej pochwy. Z wielką rozkoszą zaczęłam wylizywać jej piękną część ciała a po chwili zaczęłam ją ssać. Hasharian znowu jęknęła i złapała mnie za rękę ściskając ją mocno z przyjemności. Te ssanie doprowadziło do tego, że poczułam, że moje usta są mokre... Hasharian zamoczyła!
Od ponad paru godzin uprawiałyśmy seks, który był dla mnie wielką przyjemnością, dzięki temu zapomniałam o problemach, bólu oraz o tym jebanym demonie...
Późno w nocy zakończyłyśmy naszą ciętą przygodę, która była prawdziwą rozkoszą!
Po tym wszystkim szybko zasnęłam będąc przytuloną w towarzyszkę, która również była zmęczona całym tym naszym szczęściem. Z samego rana obudziłam się wcześniej niż ona i spojrzałam na nią z uśmiechem i pocałowałam ją delikatnie w głowę. Udało mi się jakoś ubrać w moje ubrania i wstając wyprostowałam się. Nie odczuwałam już bólu oka ani nogi, wyglądało to wszystko jak dawniej kiedy byłam jeszcze w pełni zdrów. Kiedy już się ubrałam zauważyłam, że Hasharian zaczyna się budzić.
- Chyba nie za dobrze spałaś? - Zapytałam z lekkim śmiechem.
<Hasharian?? JAK PO UPOJNEJ NOCY?>
Złapałam ją za biodra i odwzajemniłam namiętny pocałunek, trwał on tylko chwilę kiedy nabrała mnie dziwna myśl...
- Ja... - Odpowiedziałam zarumieniona zaś oczy Hasharian się zaszkliły... Widocznie nie spodziewała się ona takiej reakcji i myślała, że jednak mi się to nie podobało.
- To było przyjemne... - Odpowiedziałam nadal zarumieniona i z lekkim uśmiechem, Hasharian odwzajemniła uśmiech i przymknęła oczy. Na mojej twarzy pojawiła się chęć pragnienia, pragnienia właśnie tego uczucia... Udało mi się delikatnie ją przewrócić na ziemię tak aby o nic nie uderzyła, moje serce biło szybciej niż zwykle ze stresu gdyż tego nigdy nie robiłam ale zawsze jakoś wiedziałam sporo na ten temat. Powoli włożyłam rękę pod sukienkę Hasharian gdzie udało mi się dotknąć jej pięknych piersi... Były takie jędrne oraz przyjemne w dotyku, lekko je ściskałam tak by nie zabolało jej to, zauważyłam tylko że przeszły ją dreszcze. Dalej masowałam jej pierś przechodząc z jednego cycka na drugi.
Po jakimś czasie zaczęłam dobierać się do szyi gdzie zaczęłam delikatnie ją lizać przechodząc
nieco niżej. Udało mi się ściągnąć jej sukienkę bym mogła dalej wykonywać swoją pracę. Nie minęła chwila a już zaczęłam ssać jej piersi zaś ona obmacywała moje jak ja jej wcześniej, dodatkowo całując mnie po twarzy. Hasharian ściągnęła moje stare łachmany gdyż też były bardzo problemowe podczas naszych czynności, moja ręka skierowała się niżej ale chwilowo miałam ją na jej biodrach gdzie zaczęłam ją powoli głaskać a nasze ciała zaczęły się nawzajem ocierać. Hasharian wplątała swoje palce w moje włosy i zeszła z całowaniem nieco niżej, zaczęła ssać moje piersi na tyle mocno, że wydałam z siebie przyjemny i nieco bolesny jęk, zabawa zaczęła się coraz bardziej rozkręcać bo moje ręka już masowała jej pochwę a pomału zbliżałam się do dalszych osiągnięć, obie dość jęczałyśmy z przyjemności oraz rozkoszy, nie zwlekając zaczęłam pomału wsadzać swoje palce w intymną część kobiety, delikatnie masowałam a drugą ręką trzymałam jedną z piersi Hasharian, dziewczyna jęknęła mocniej i przybliżyła się do mnie w taki sposób, że zniżyła moją głowę w stronę jej pochwy. Z wielką rozkoszą zaczęłam wylizywać jej piękną część ciała a po chwili zaczęłam ją ssać. Hasharian znowu jęknęła i złapała mnie za rękę ściskając ją mocno z przyjemności. Te ssanie doprowadziło do tego, że poczułam, że moje usta są mokre... Hasharian zamoczyła!
Od ponad paru godzin uprawiałyśmy seks, który był dla mnie wielką przyjemnością, dzięki temu zapomniałam o problemach, bólu oraz o tym jebanym demonie...
Późno w nocy zakończyłyśmy naszą ciętą przygodę, która była prawdziwą rozkoszą!
Po tym wszystkim szybko zasnęłam będąc przytuloną w towarzyszkę, która również była zmęczona całym tym naszym szczęściem. Z samego rana obudziłam się wcześniej niż ona i spojrzałam na nią z uśmiechem i pocałowałam ją delikatnie w głowę. Udało mi się jakoś ubrać w moje ubrania i wstając wyprostowałam się. Nie odczuwałam już bólu oka ani nogi, wyglądało to wszystko jak dawniej kiedy byłam jeszcze w pełni zdrów. Kiedy już się ubrałam zauważyłam, że Hasharian zaczyna się budzić.
- Chyba nie za dobrze spałaś? - Zapytałam z lekkim śmiechem.
<Hasharian?? JAK PO UPOJNEJ NOCY?>
Od Hasharian do Riny - A więc tak...
- Wiesz właściwie to nie do końca wiem czemu to robię, czuję taką potrzebę gdzieś głęboko w sobie. Nie wiem czym to jest spowodowane i czemu tak się dzieję, ale czuję, że muszę Ci pomóc. - Zajmowałam się leczeniem jej oka, które było w fatalnym stanie.
Starałam się to robić jak najdelikatniej jednak momentami musiało trochę zaboleć. Uśmiechałam się wtedy przepraszając za moje czyny. Na prawdę nie chciałam by cierpiała. Sama siebie nie poznaję bo do tej pory starałam się utrzymywać dystans. Być może moja trauma powoli mija i niedługo będzie już całkowicie w porządku. W ramach podziękowania, kiedy już skończyłam, ucałowałam ją delikatnie w policzek. Zauważyłam, że dziewczyna się trochę zmieszała, jednak u nas - elfów jest to całkowicie normalne. Wydaję mi się, że jej zdziwienie jest po prostu kwestią różnic kulturowych. Zachichotałam obserwując reakcje mojej towarzyszki. W pewnym momencie jakby coś zaświtało mi w mojej głowie. Hasharian czy ty przypadkiem nie jesteś nią zauroczona? Wyrzuciłam tę możliwość z głowy i skupiłam się na swoim zadaniu, jednak co jakiś czas dalej wracałam do tego myślami. Kiedy skończyłam jeszcze raz dla pewności spojrzałam na ranę. Wszystko było w porządku jednak na oku będzie widoczny ślad po tym incydencie.
- Myślę, że to już wszystko. Wyśpijmy się i ruszajmy dalej, w końcu musimy dotrzeć do celu naszej podróży...o ile w ogóle jakiś konkretny mamy. - zachichotałam.
Dziewczyna tylko pokiwała głową uśmiechając się. Przyznam, że troszkę mnie to rozkojarzyło i chyba zbytnio mnie poniosło w moich myślach. Zrobiło mi się gorąco, a na moje policzki wpłynął rumieniec. Spojrzałam na nią maślanymi oczkami po czym dosyć nieśmiało ale jednak zdecydowanie wpiłam się w jej usta. Nie odepchnęła mnie, wręcz przeciwnie. Złapała mnie za biodra i przyciągnęła do siebie, tak że nasze ciała były idealnie złączone. Moje ciało drżało od każdego jej nawet najmniejszego dotyku. Rina oderwała się ode mnie na chwilę jakby chcąc coś mi powiedzieć.
<Rina?>
Starałam się to robić jak najdelikatniej jednak momentami musiało trochę zaboleć. Uśmiechałam się wtedy przepraszając za moje czyny. Na prawdę nie chciałam by cierpiała. Sama siebie nie poznaję bo do tej pory starałam się utrzymywać dystans. Być może moja trauma powoli mija i niedługo będzie już całkowicie w porządku. W ramach podziękowania, kiedy już skończyłam, ucałowałam ją delikatnie w policzek. Zauważyłam, że dziewczyna się trochę zmieszała, jednak u nas - elfów jest to całkowicie normalne. Wydaję mi się, że jej zdziwienie jest po prostu kwestią różnic kulturowych. Zachichotałam obserwując reakcje mojej towarzyszki. W pewnym momencie jakby coś zaświtało mi w mojej głowie. Hasharian czy ty przypadkiem nie jesteś nią zauroczona? Wyrzuciłam tę możliwość z głowy i skupiłam się na swoim zadaniu, jednak co jakiś czas dalej wracałam do tego myślami. Kiedy skończyłam jeszcze raz dla pewności spojrzałam na ranę. Wszystko było w porządku jednak na oku będzie widoczny ślad po tym incydencie.
- Myślę, że to już wszystko. Wyśpijmy się i ruszajmy dalej, w końcu musimy dotrzeć do celu naszej podróży...o ile w ogóle jakiś konkretny mamy. - zachichotałam.
Dziewczyna tylko pokiwała głową uśmiechając się. Przyznam, że troszkę mnie to rozkojarzyło i chyba zbytnio mnie poniosło w moich myślach. Zrobiło mi się gorąco, a na moje policzki wpłynął rumieniec. Spojrzałam na nią maślanymi oczkami po czym dosyć nieśmiało ale jednak zdecydowanie wpiłam się w jej usta. Nie odepchnęła mnie, wręcz przeciwnie. Złapała mnie za biodra i przyciągnęła do siebie, tak że nasze ciała były idealnie złączone. Moje ciało drżało od każdego jej nawet najmniejszego dotyku. Rina oderwała się ode mnie na chwilę jakby chcąc coś mi powiedzieć.
<Rina?>
wtorek, 22 stycznia 2019
Od Riny do Hasharian - A więc tak...
Dziewczyna spojrzała na mnie pytająco, jakoś nie bardzo miałam ochotę opowiadać o moim życiu, ale ona już tyle dla mnie zrobiła więc nie zaszkodziło odpowiedzieć... W sumie to czułam się nawet miło w jej otoczeniu, zawsze gdy byłam w kręgu innych byłam niecierpliwa, agresywna i przeważnie wredna, tym razem było inaczej. -Byłam wychowywana przez przyszywanych rodziców, tak do 12 ludzkich lat. Moje dzieciństwo było w sumie podobne do twojego, ojciec zawsze faworyzował swoją kochaną córeczkę czyli moją przyszywaną siostrę, Jessicę. Matka była obojętna względem nas, ale jednak miała mnie trochę na oku, czasami bywała opiekuńcza. Często ojciec z siostrą mnie poniżali jak mogli, przez co większości czasu spędzałam sama w lasach na ziemi gdzie aktualnie mieszkałam, pewnego dnia moje oko zaczęło dziwnie nasiąkać czarną substancją, która sprawiała mi ból... To samo stało się dzisiaj z moim okiem.-Odpowiedziałam dotykając delikatnie swoje oko. Dziewczyna wsłuchiwała się dalej w moją historię. -Jak ludzie się o tym dowiedzieli wraz z rodzicami, na ulicach wioski ogarnęła panika... Wszyscy zaczęli przezywać mnie wiedźmą i chcieli nawet spalić na stosie, nie udało im się ponieważ uciekłam, tym czasem udało mi się odkryć moją historię kim jestem... I o co chodzi z okiem... Inny demon w nim siedzi...-Odpowiedziałam. Pod koniec zaczęłam tylko krótką historię o tym demonie, który się zagnieździł w moim ciele jak w nowej kamienicy... Raghnarock, czyli ten demon to jeden z Demonów Zagłady, który przeczytał księgę o Czarnej Magii przez co stał się zły, przez jeden incydent został chwilowo
pokonany jednak nie na długo... Powrócił bez sił przez co był zmuszony ugnieździć się w moim ciele by móc zregenerować swoje moce i siły.
Hasharian wysłuchała mojej historii jak ja wysłuchałam jej, nasze historie były lekka do siebie podobne, podobnie jak i z okiem... Heh...
Położyłam się na ziemi gdyż zapadał zmrok, ból w oku był już do zniesienia jednak nie wiedziałam czy dam radę zasnąć z tym wszystkim. Westchnęłam i spojrzałam na Hasharian, ona sama się położyła obok mnie jak ostatniej nocy. Od czasu kiedy się spotkałyśmy męczyło mnie jedno pytanie, które chciałam jej zadać... Byłam nieco zestresowana, jednak wzięłam się na odwagę i zapytałam wprost.
-Słuchaj... Może i znamy się już trochę lepiej, tylko.. Nurtuje mnie jedno pytanie...- Odpowiedziałam.
-Jakie?- Spojrzała na mnie pytająco.
-Dlaczego... Dlaczego tak mi pomagasz? Tak od samego początku... Ledwo mnie poznałaś i byłaś pierwsza skłonna do pomocy... To dość miłe ale... Czemu?- Zapytałam nieco zestresowana, mam nadzieję że jednak nie wzięła mojego pytania za "dziwne" lub takie, które mogłoby ją obrazić.
<Hasharian? Odpowiedz zabłąkanej owieczce xD>
pokonany jednak nie na długo... Powrócił bez sił przez co był zmuszony ugnieździć się w moim ciele by móc zregenerować swoje moce i siły.
Hasharian wysłuchała mojej historii jak ja wysłuchałam jej, nasze historie były lekka do siebie podobne, podobnie jak i z okiem... Heh...
Położyłam się na ziemi gdyż zapadał zmrok, ból w oku był już do zniesienia jednak nie wiedziałam czy dam radę zasnąć z tym wszystkim. Westchnęłam i spojrzałam na Hasharian, ona sama się położyła obok mnie jak ostatniej nocy. Od czasu kiedy się spotkałyśmy męczyło mnie jedno pytanie, które chciałam jej zadać... Byłam nieco zestresowana, jednak wzięłam się na odwagę i zapytałam wprost.
-Słuchaj... Może i znamy się już trochę lepiej, tylko.. Nurtuje mnie jedno pytanie...- Odpowiedziałam.
-Jakie?- Spojrzała na mnie pytająco.
-Dlaczego... Dlaczego tak mi pomagasz? Tak od samego początku... Ledwo mnie poznałaś i byłaś pierwsza skłonna do pomocy... To dość miłe ale... Czemu?- Zapytałam nieco zestresowana, mam nadzieję że jednak nie wzięła mojego pytania za "dziwne" lub takie, które mogłoby ją obrazić.
<Hasharian? Odpowiedz zabłąkanej owieczce xD>
poniedziałek, 21 stycznia 2019
Od Hasharian do Riny - A więc tak...
Nie zamierzałam spędzać zbyt dużo czasu z klientami. Mam na głowie Rinę, która jest teraz ważniejsza od jakiś tam przechadzek z klientami. Robiłam to co musiałam, a później otrzymywałam zapłatę. Zarobiłam dość sporo pieniędzy co mnie w sumie zdziwiło bo w mojej wiosce nie zarobiłabym tyle. Wróciłam do mojej towarzyszki.
- Na stwórcę, coś Ty robiła kiedy mnie nie było? - zdjęłam jej przepaskę. - Musimy Ci to jak najszybciej opatrzyć, a najlepiej to udać się do kogoś kto jest Ci w stanie to zregenerować. Dobrze się składa, że znam kogoś takiego. A że zarobiłam troszkę to być może bardziej się przyłoży do swojej pracy.
Złapałam ją za rękę i wręcz pędziłam prosto przed siebie w kierunku, który zamieszkiwała pewna driada. To ona nam pomoże, kiedyś spędzałyśmy dużo czasu razem więc mam nadzieje, że nie będzie miała problemu by pomóc mojej towarzyszce. Nie marnowałam czasu na zbędne tłumaczenie, czemu się tak zachowuje. Po dotarciu na miejsce wyjaśniłam dawnej znajomej czego od niej oczekuję, jednak ta nie zamierzała mi pomóc. Zwyczajnie w świecie udawała, że mnie nie zna. Zrezygnowana burknęłam coś pod nosem i na odchodne rzuciłam parę niemiłych snów. Zatrzymałyśmy się z dziewczyną dopiero w jakimś lesie, było tu wręcz aż niepokojąco cicho. Kazałam jej usiąść i starałam się wykaraskać z siebie chociaż odrobinę magii natury tak by jej chociaż ulżyć. Zrobiło mi się jakoś dziwnie smutno na myśl o tym jak bardzo cierpi. Może to moje zbyt szybkie przywiązywanie się do innych.
- Wiesz, w sumie to nic o sobie nie wiemy, a wygląda na to, że chyba znalazłam towarzyszkę do podróży. - uśmiechnęłam się nieśmiało. - To, że mam na imię Hasharian to już wiesz. Pochodzę z Rag'Daga, nigdy nie przepadałam za moją rodziną ani zresztą ona za mną. Miałam ukochaną babkę, która póki żyła opiekowała się mną jak tylko mogła. To ona zakorzeniła we mnie te wszystkie pozytywne uczucia, niestety po jej śmierci władzę w domu przejął mój ojciec. Faworyzował resztę rodzeństwa i tak okropnie wyglądało moje życie do momentu kiedy już nie wytrzymałam i stwierdziłam, że czas uciec z tego piekła. Podróżowałam po świecie pracując jako prostytutka by zarobić na życie. Moja ślepota na jedno oko jest wynikiem pewnego incydentu podczas pracy...no cóż, zdarza się, może ty mi powiesz coś o sobie? - zachichotałam.
<Rina?>
- Na stwórcę, coś Ty robiła kiedy mnie nie było? - zdjęłam jej przepaskę. - Musimy Ci to jak najszybciej opatrzyć, a najlepiej to udać się do kogoś kto jest Ci w stanie to zregenerować. Dobrze się składa, że znam kogoś takiego. A że zarobiłam troszkę to być może bardziej się przyłoży do swojej pracy.
Złapałam ją za rękę i wręcz pędziłam prosto przed siebie w kierunku, który zamieszkiwała pewna driada. To ona nam pomoże, kiedyś spędzałyśmy dużo czasu razem więc mam nadzieje, że nie będzie miała problemu by pomóc mojej towarzyszce. Nie marnowałam czasu na zbędne tłumaczenie, czemu się tak zachowuje. Po dotarciu na miejsce wyjaśniłam dawnej znajomej czego od niej oczekuję, jednak ta nie zamierzała mi pomóc. Zwyczajnie w świecie udawała, że mnie nie zna. Zrezygnowana burknęłam coś pod nosem i na odchodne rzuciłam parę niemiłych snów. Zatrzymałyśmy się z dziewczyną dopiero w jakimś lesie, było tu wręcz aż niepokojąco cicho. Kazałam jej usiąść i starałam się wykaraskać z siebie chociaż odrobinę magii natury tak by jej chociaż ulżyć. Zrobiło mi się jakoś dziwnie smutno na myśl o tym jak bardzo cierpi. Może to moje zbyt szybkie przywiązywanie się do innych.
- Wiesz, w sumie to nic o sobie nie wiemy, a wygląda na to, że chyba znalazłam towarzyszkę do podróży. - uśmiechnęłam się nieśmiało. - To, że mam na imię Hasharian to już wiesz. Pochodzę z Rag'Daga, nigdy nie przepadałam za moją rodziną ani zresztą ona za mną. Miałam ukochaną babkę, która póki żyła opiekowała się mną jak tylko mogła. To ona zakorzeniła we mnie te wszystkie pozytywne uczucia, niestety po jej śmierci władzę w domu przejął mój ojciec. Faworyzował resztę rodzeństwa i tak okropnie wyglądało moje życie do momentu kiedy już nie wytrzymałam i stwierdziłam, że czas uciec z tego piekła. Podróżowałam po świecie pracując jako prostytutka by zarobić na życie. Moja ślepota na jedno oko jest wynikiem pewnego incydentu podczas pracy...no cóż, zdarza się, może ty mi powiesz coś o sobie? - zachichotałam.
<Rina?>
czwartek, 17 stycznia 2019
Od Riny do Hasharian - A więc tak...
Hasharian zniknęła gdzieś w tłumie, mówiąc szczerze nie wiedziałam CO DOKŁADNIE miała na myśli przez zarobienie paru monet... Też byłam lekko zdziwiona, że chciała mi pomóc lub chociaż kupić mi jakieś jedzenie bym mogła żyć dalej. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, prawdopodobnie długo zajmie jej czas zbieranie pieniędzy, prawdopodobnie zejdzie to do wieczora a ja w tym czasie nie mam gdzie się podziać. Postanowiłam zagłębić się w stronę gór gdzie była jaka kolwiek zwierzyna, pomimo obaw, że zaraz jakiś kłusownik mnie namierzy jako zwykłego i przerośniętego wilka, i będzie miał ochotę przestrzelić mi łeb. Po dłuższym spacerku, w górach zaczęłam skradać się w zmienionej formie wilkołaka by upolować zwierzynę. Ku mojemu zdziwieniu, nigdzie nie było nawet jebanego węża... Poczułam się z tym wszystkim bardzo dziwnie, tak jakby wszystko zniknęło lub czas się zatrzymał. Ruszyłam dalej z myślą, że chociaż znajdę jakiegoś zająca czy królika, jednak coś innego mnie jeszcze bardziej zdziwiło niż brak jakiej kolwiek zwierzyny, mianowicie krew. Przede mną ukazała się wielka ściana w raz z paroma większymi skałami, wyglądało to jak jakaś lawina lub coś w tym rodzaju. Wokół tych skał rozprzestrzeniała się krew, flaki a nawet jedno wyrwane serca a wokół tego wszystkiego dwaj zabici żołnierze. -Co tu się stało...- Odpowiedziałam lekko zdziwiona tym wszystkim, nie odczuwałam strachu ani jakiegoś
obrzydzenia ale jednak mnie to lekko zaniepokoiło, ale warto skorzystać z okazji, z głodu zrobię wszystko... Prawie...
Podeszłam to wyrwanych organów i żywcem zaczęłam je jeść, przeważnie przypiekam cokolwiek ogniem zanim to zjem, tym razem jednak sytuacja była inna.
Pomimo zjedzenia tego wszystkiego, lekko zabrało mnie na wymioty a głód nadal nie był na tyle nasycony bym mogła normalnie funkcjonować. Usiadłam pod jedną skałą i zaczęłam gwałtownie oddychać, dopiero po chwili uspokoiłam oddech i na moment przymknęłam swoje oczy. Dopiero po godzinie się ocknęłam widząc kompletną ciemność, nie wiedziałam co dokładnie się dzieje ale znów usłyszałam jego śmiech, ten jebany chuj znów coś planował...
-ZAMKNIJ MORDĘ!- Krzyknęłam zdenerwowana, wstając złapałam za swoją poniszczoną torbę. Z niej wyciągnęłam pewien sztylet (taki który ma na profilówce). Oko, które było zakryte zaczęło mnie napierdalać jak nie wiem co, ból zawsze był nie do zniesienia i tym razem było to samo, ściągnęłam moją chustę wbrew pozorom nie mogłam otworzyć oka, zaciskając w ręce sztylet, wbiłam jego końcówkę w swoje oko, krzyk było słychać chyba w całych górach, po zadanym ciosie chwyciłam się za twarz i zacisnęłam kły z bólu trzęsąc się przy tym, na swoje oko zawiązałam z powrotem chustę po czym chwiejnym krokiem wróciłam w stronę wioski gdzie pewnie Hasharian wykonała swoją robotę i zarobiła nieco pieniędzy, usiadłam pod murkiem za wioską gdzie nikt mnie nie widział, ale miałam nadzieję że moja towarzyszka mnie znajdzie w tym miejscu, innego wyboru nie miałam... Moja chusta była całkiem zamoczona krwią i czarną mazią, które sprawiały mi dyskomfort i nadal gorzkie cierpienie, zsunęłam się lekko z dreszczami jakie zadałam sobie sama, z ledwością chowając sztylet do torby, czekając aż Hasharian wróci z jakimkolwiek łupem.
<Hasharian? Jak tam twoje zabawy z innymi?>
obrzydzenia ale jednak mnie to lekko zaniepokoiło, ale warto skorzystać z okazji, z głodu zrobię wszystko... Prawie...
Podeszłam to wyrwanych organów i żywcem zaczęłam je jeść, przeważnie przypiekam cokolwiek ogniem zanim to zjem, tym razem jednak sytuacja była inna.
Pomimo zjedzenia tego wszystkiego, lekko zabrało mnie na wymioty a głód nadal nie był na tyle nasycony bym mogła normalnie funkcjonować. Usiadłam pod jedną skałą i zaczęłam gwałtownie oddychać, dopiero po chwili uspokoiłam oddech i na moment przymknęłam swoje oczy. Dopiero po godzinie się ocknęłam widząc kompletną ciemność, nie wiedziałam co dokładnie się dzieje ale znów usłyszałam jego śmiech, ten jebany chuj znów coś planował...
-ZAMKNIJ MORDĘ!- Krzyknęłam zdenerwowana, wstając złapałam za swoją poniszczoną torbę. Z niej wyciągnęłam pewien sztylet (taki który ma na profilówce). Oko, które było zakryte zaczęło mnie napierdalać jak nie wiem co, ból zawsze był nie do zniesienia i tym razem było to samo, ściągnęłam moją chustę wbrew pozorom nie mogłam otworzyć oka, zaciskając w ręce sztylet, wbiłam jego końcówkę w swoje oko, krzyk było słychać chyba w całych górach, po zadanym ciosie chwyciłam się za twarz i zacisnęłam kły z bólu trzęsąc się przy tym, na swoje oko zawiązałam z powrotem chustę po czym chwiejnym krokiem wróciłam w stronę wioski gdzie pewnie Hasharian wykonała swoją robotę i zarobiła nieco pieniędzy, usiadłam pod murkiem za wioską gdzie nikt mnie nie widział, ale miałam nadzieję że moja towarzyszka mnie znajdzie w tym miejscu, innego wyboru nie miałam... Moja chusta była całkiem zamoczona krwią i czarną mazią, które sprawiały mi dyskomfort i nadal gorzkie cierpienie, zsunęłam się lekko z dreszczami jakie zadałam sobie sama, z ledwością chowając sztylet do torby, czekając aż Hasharian wróci z jakimkolwiek łupem.
<Hasharian? Jak tam twoje zabawy z innymi?>
środa, 16 stycznia 2019
Od Hasharian do Riny - A więc tak...
Obudziłam się bardzo wcześnie rano, czułam odurzający zapach krwi. Niestety ale chyba wpadłyśmy z Riną w tarapaty. Odór ten bowiem pochodził od martwych zwierząt powieszonych za tylne kończyny na drzewach, wszystkie pozbawione były głowy. Zaczęłam budzić dziewczynę, musimy jak najszybciej stąd uciekać, inaczej będzie po nas. Rozejrzałam się dookoła, sprawdzając czy nikt już nie przybył. Ta jednak obróciła się na drugi bok i zupełnie mnie zignorowała. Potrząsnęłam nią tak by się obudziła, nie pytała czemu, wystarczy, że spojrzała przed siebie. Spojrzałam na jej nogę, możemy biec.
Odsapnęłyśmy dopiero kilka kilometrów dalej i tak nie będąc pewne, czy nas nic nie goni. Może to szalone ale bardzo dobrze znam to plemię i nie chciałabym mieć z nimi do czynienia. Są okrutni w swoich czynach i niezbyt delikatni. Spojrzałam na moją towarzyszkę, chyba oczekiwała wyjaśnień.
- Chyba zapomniałam wspomnieć, że w tutejszym lesie grasuje mordercze plemię. - uśmiechnęłam się głupio.
- Teraz mi to mówisz? - westchnęła.
- Jakoś wyleciało mi to z głowy. Proponuję udać się do wioski Prieve, jesteśmy niedaleko niej, tak szybko biegłyśmy, że nawet nie odczułyśmy przebiegniętych kilometrów. Jesteś głodna, a ja mam odrobinę złociaków, a nawet jeśli nie, to bardzo szybko je zarobię. Niestety zaglądając do sakiewki nie znalazłam ani grosza...
- Wybacz mi Rina...ale muszę Cię na chwilkę zostawić. - zaczęłam wypatrywać wzrokiem jakiegoś bogatego mężczyzny...lub kobiety. Wszystko mi jedno, byleby tylko dostać pieniądze. Podeszłam do jednej z wysokich elfek. Przywitałam się grzecznie i zaczęłam jej słodzić.
<Rina? Wybacz, że takie krótkie.>
Odsapnęłyśmy dopiero kilka kilometrów dalej i tak nie będąc pewne, czy nas nic nie goni. Może to szalone ale bardzo dobrze znam to plemię i nie chciałabym mieć z nimi do czynienia. Są okrutni w swoich czynach i niezbyt delikatni. Spojrzałam na moją towarzyszkę, chyba oczekiwała wyjaśnień.
- Chyba zapomniałam wspomnieć, że w tutejszym lesie grasuje mordercze plemię. - uśmiechnęłam się głupio.
- Teraz mi to mówisz? - westchnęła.
- Jakoś wyleciało mi to z głowy. Proponuję udać się do wioski Prieve, jesteśmy niedaleko niej, tak szybko biegłyśmy, że nawet nie odczułyśmy przebiegniętych kilometrów. Jesteś głodna, a ja mam odrobinę złociaków, a nawet jeśli nie, to bardzo szybko je zarobię. Niestety zaglądając do sakiewki nie znalazłam ani grosza...
- Wybacz mi Rina...ale muszę Cię na chwilkę zostawić. - zaczęłam wypatrywać wzrokiem jakiegoś bogatego mężczyzny...lub kobiety. Wszystko mi jedno, byleby tylko dostać pieniądze. Podeszłam do jednej z wysokich elfek. Przywitałam się grzecznie i zaczęłam jej słodzić.
<Rina? Wybacz, że takie krótkie.>
wtorek, 15 stycznia 2019
Od Riny do Hasharian - A więc tak...
Pomimo schronienia oraz większej ilości płomienia, który cały czas palił się, chłód nie przestawał nam dokuczać, patrząc na Hasharian sądziłam, że zimno ją dobija. Fakty jednak były takie, że dziewczyna zasnęła a ja jeszcze leżałam obok niej zaczynając pogrążać się w myślach. Pomyślałam o tym spotkaniu oraz zabitych strażnikach, kto mógł ich zabić? Jakieś stworzenie? Trudno w to uwierzyć ale bym wyczuła niebezpieczeństwo... No dobra tamtymi czasy byłam rozkojarzona przez głód i pragnienie, nie jadłam od ponad... Tego nawet nie wiem, ale od bardzo dawna. Westchnęłam cicho i udało mi się usiąść pomimo bólu nogi, która została opatrzona. O dziwo, ból był mniejszy a rana widać mniej krwawiła, ta kobieta zna się na rzeczy. Zauważając, że jedno ognisko właśnie zaczyna pomału gasnąć, dołożyłam "do pieca", mój ciemno-niebieski ogień trafił w ledwo już palące się ognisko i wielka fala płomieni podniosła się wzwyż a potem wróciło do normalnego rozmiaru. Mimo tego nadal nie mogłam zasnąć i tylko się wierciłam z moimi myślami, które czyhały mi w głowie.
Co mnie napadło?! Czułam jakby zaraz miała mi eksplodować głowa z tych wszystkich myśli, złapałam się za głowę a z moich ust poleciała ciemniejsza krew. Padając na kolana widziałam tylko mgłę oraz słyszałam dziwne śmiechy... Jego śmiechy... Gwałtownie wstałam cofając się i o mało nie straciłam przytomności, łeb mnie napierdalał jak jakby ktoś mnie podeptał z 30 razy, jednak miałam lekko świadomość, że mogę obudzić towarzyszkę, która spała obok...
Jak jej jeszcze nie obudziłam to cud, nie panowałam nad sobą a nawet poczułam jak napływa mnie chęć wymiotów, przechyliłam się do przodu po czym wielkim tryskiem rzygnęłam żółcią prosto w krzaki, żółć z domieszką krwi, no jeszcze lepiej. Pomimo braku jedzenia nadal potrafiłam zwrócić obiad, który zjadłam może z 2 miesiące temu? Pomimo zwymiotowania poczułam się trochę lepiej, poczułam się o wiele bardziej osłabiona niż wcześniej... trzymałam się drzewa, które było obok ze względu, że czułam jak zaraz jebnę koziołka lub kopnę w jebany kalendarz... Po paru minutach uspokoiłam się jednak bardzo ciężko oddychając, czułam jakby zaraz mi miały pęknąć kości a serce wybuchnąć... I te pieczenie w środku... On znowu chce mnie doprowadzić do śmierci lub po prostu się mną bawi.
Udało mi się w końcu usiąść przyglądając się moim kolorowym wymiocinom (życzę wszystkim smacznego xD), po chwili ogarnęłam, że obudziłam śpiącą królewnę.
-Ughh... Wybacz jeśli cię obudziłam...- Odpowiedziałam i sama się położyłam, dziewczyna patrzyła na mnie wzrokiem pytającym... Próbowałam się wytłumaczyć, że to tylko niestrawność i tym podobne rzeczy, nie wyglądało na to by mi jakkolwiek uwierzyła ale no.. Obie po dłuższej rozmowie poszłyśmy spać aż do wczesnego ranka gdy owa dziewczyna zaczęła mnie z jakiegoś powodu budzić...
<Hasharian! DLACZEGO BUDZISZ DRUGĄ ŚPIĄCĄ KRÓLEWNĘ?>
Co mnie napadło?! Czułam jakby zaraz miała mi eksplodować głowa z tych wszystkich myśli, złapałam się za głowę a z moich ust poleciała ciemniejsza krew. Padając na kolana widziałam tylko mgłę oraz słyszałam dziwne śmiechy... Jego śmiechy... Gwałtownie wstałam cofając się i o mało nie straciłam przytomności, łeb mnie napierdalał jak jakby ktoś mnie podeptał z 30 razy, jednak miałam lekko świadomość, że mogę obudzić towarzyszkę, która spała obok...
Jak jej jeszcze nie obudziłam to cud, nie panowałam nad sobą a nawet poczułam jak napływa mnie chęć wymiotów, przechyliłam się do przodu po czym wielkim tryskiem rzygnęłam żółcią prosto w krzaki, żółć z domieszką krwi, no jeszcze lepiej. Pomimo braku jedzenia nadal potrafiłam zwrócić obiad, który zjadłam może z 2 miesiące temu? Pomimo zwymiotowania poczułam się trochę lepiej, poczułam się o wiele bardziej osłabiona niż wcześniej... trzymałam się drzewa, które było obok ze względu, że czułam jak zaraz jebnę koziołka lub kopnę w jebany kalendarz... Po paru minutach uspokoiłam się jednak bardzo ciężko oddychając, czułam jakby zaraz mi miały pęknąć kości a serce wybuchnąć... I te pieczenie w środku... On znowu chce mnie doprowadzić do śmierci lub po prostu się mną bawi.
Udało mi się w końcu usiąść przyglądając się moim kolorowym wymiocinom (życzę wszystkim smacznego xD), po chwili ogarnęłam, że obudziłam śpiącą królewnę.
-Ughh... Wybacz jeśli cię obudziłam...- Odpowiedziałam i sama się położyłam, dziewczyna patrzyła na mnie wzrokiem pytającym... Próbowałam się wytłumaczyć, że to tylko niestrawność i tym podobne rzeczy, nie wyglądało na to by mi jakkolwiek uwierzyła ale no.. Obie po dłuższej rozmowie poszłyśmy spać aż do wczesnego ranka gdy owa dziewczyna zaczęła mnie z jakiegoś powodu budzić...
<Hasharian! DLACZEGO BUDZISZ DRUGĄ ŚPIĄCĄ KRÓLEWNĘ?>
Od Hasharian do Riny - A więc tak...
Spojrzałam niepewnie na nogę kobiety. Zanim się wybierzemy dalej wolałabym jej to opatrzyć zanim wda się w ranę zakażenie. Wolałybyśmy obie tego uniknąć.
- Słuchaj...zrobimy tak. Usiądziesz grzecznie, opatrzę Ci te paskudną ranę, a w między czasie opowiem ci co nieco. Zgoda? - Całe szczęście, że na dnie kołczanu zawsze nosze sakiewkę z ziołami. Nie czekałam na odpowiedź tylko wzięłam się do roboty. Odcięłam kawałek spodni, który był i tak przesiąknięty krwią. Przemyłam ranę wodą z pobliskiego źródełka i dopiero wtedy nałożyłam na nią zioła. Rina syknęła, najprawdopodobniej z bólu. Zawiązałam wszystko stabilnie czystym bandażem, tak by nic się nie wysunęło.
- Często słyszy się pogłoski, że do Ruin mogą wejść tylko wybrani, że Ci, którzy nie są godni giną tam w męczarniach. Jęki duchów doprowadzają ich do szaleństwa. Podobno była to dawniej siedziba króla północy, ale ile w tym prawdy to tak naprawdę nie wiadomo. - przeszły mnie ciarki na samą myśl o tym miejscu. - Skoro chcesz tam ruszać to lepiej ruszajmy się już teraz bo po zmroku mogą nas spotkać nieciekawe rzeczy.
Kobieta nawet nie pytała o szczegóły tylko powoli ruszyła przed siebie. Spoglądałam co jakiś czas na jej nogę, sprawdzając czy opatrunek się trzyma. Nie zamierzam pozwolić tutaj komukolwiek zemrzeć na jakieś paskudne choróbsko. Z moich dziwacznych przemyśleń wyrwała mnie Rina.
- Chyba jesteśmy na miejscu. - rozejrzała się.
- Tak...ale trochę za późno, lepiej będzie zostać tutaj, w lesie. Nie wiadomo kto jeszcze pomieszkuje sobie w tych ruinach prócz Ciebie. Nie zamierzam znowu uciekać bo tym razem Ty nie dasz rady. - wskazałam na jej dolną kończynę.
Zebrałam na szybko trochę drewna by rozpalić ognisko, przy tutejszych zwierzynach lepiej mieć przy sobie jakikolwiek ogień. Ciesze się, że jako dzieciak uciekałam wielokrotnie z domu, przynajmniej nauczyłam się podstaw survivalu. Pozwoliło mi to zbudować solidne schronienie przed deszczem, które okryłam wielkimi liśćmi tutejszych drzew. To niesamowite do jakich rozmiarów potrafią urosnąć. Zmusiłam przy okazji dziewczynę do ułożenia się już wygodnie a sama rozpaliłam jeszcze dwa ogniska blisko naszego schronienia...tak na wszelki wypadek. Dzisiejszy dzień nie był najcieplejszy, a do tego tak jak myślałam...rozpadało się. Ułożyłam się obok niej i dosyć szybko przysnęłam.
<Rina? Khem ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
- Słuchaj...zrobimy tak. Usiądziesz grzecznie, opatrzę Ci te paskudną ranę, a w między czasie opowiem ci co nieco. Zgoda? - Całe szczęście, że na dnie kołczanu zawsze nosze sakiewkę z ziołami. Nie czekałam na odpowiedź tylko wzięłam się do roboty. Odcięłam kawałek spodni, który był i tak przesiąknięty krwią. Przemyłam ranę wodą z pobliskiego źródełka i dopiero wtedy nałożyłam na nią zioła. Rina syknęła, najprawdopodobniej z bólu. Zawiązałam wszystko stabilnie czystym bandażem, tak by nic się nie wysunęło.
- Często słyszy się pogłoski, że do Ruin mogą wejść tylko wybrani, że Ci, którzy nie są godni giną tam w męczarniach. Jęki duchów doprowadzają ich do szaleństwa. Podobno była to dawniej siedziba króla północy, ale ile w tym prawdy to tak naprawdę nie wiadomo. - przeszły mnie ciarki na samą myśl o tym miejscu. - Skoro chcesz tam ruszać to lepiej ruszajmy się już teraz bo po zmroku mogą nas spotkać nieciekawe rzeczy.
Kobieta nawet nie pytała o szczegóły tylko powoli ruszyła przed siebie. Spoglądałam co jakiś czas na jej nogę, sprawdzając czy opatrunek się trzyma. Nie zamierzam pozwolić tutaj komukolwiek zemrzeć na jakieś paskudne choróbsko. Z moich dziwacznych przemyśleń wyrwała mnie Rina.
- Chyba jesteśmy na miejscu. - rozejrzała się.
- Tak...ale trochę za późno, lepiej będzie zostać tutaj, w lesie. Nie wiadomo kto jeszcze pomieszkuje sobie w tych ruinach prócz Ciebie. Nie zamierzam znowu uciekać bo tym razem Ty nie dasz rady. - wskazałam na jej dolną kończynę.
Zebrałam na szybko trochę drewna by rozpalić ognisko, przy tutejszych zwierzynach lepiej mieć przy sobie jakikolwiek ogień. Ciesze się, że jako dzieciak uciekałam wielokrotnie z domu, przynajmniej nauczyłam się podstaw survivalu. Pozwoliło mi to zbudować solidne schronienie przed deszczem, które okryłam wielkimi liśćmi tutejszych drzew. To niesamowite do jakich rozmiarów potrafią urosnąć. Zmusiłam przy okazji dziewczynę do ułożenia się już wygodnie a sama rozpaliłam jeszcze dwa ogniska blisko naszego schronienia...tak na wszelki wypadek. Dzisiejszy dzień nie był najcieplejszy, a do tego tak jak myślałam...rozpadało się. Ułożyłam się obok niej i dosyć szybko przysnęłam.
<Rina? Khem ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
Od Riny do Hasharian - A więc tak...
Strzepnęłam z siebie część kurzu, która latała w powietrzu wtedy jak elfica wybiegła szybciej ciągnąc mnie przy tym za rękę, nie wiedząc że mam nadal poranioną nogę. Nie byłam pewna czego się tak wystraszyła ani przed kim uciekała, nie zauważyłam też tych wszystkich ciał... To dość dziwne... Być może byłam taka zmęczona i nie zdałam sobie sprawy z tej całej sytuacji?
Wbiegłyśmy obie do lasu ciężko oddychając, byłyśmy cholernie zmęczone ucieczką przed strażnikami, po chwili złapania oddechu przedstawiłyśmy się sobie, ja zaś skrzyżowałam ręce i spojrzałam na elfice, wyglądała na lekko przygnębioną.
-Tak więc... może chociaż ty wiesz jak wyjść z tego lasu?- zapytała patrząc na mnie, rozglądnęłam się po gęstym lesie, który nas otaczał i spostrzegłam przyjemniejszą dla oka część lasu.
-Hmmm...- Odparłam z myślą zmiany w wilkołaka, przez przemianę moje mięśnie się powiększyły a na ciele pojawiła się brązowa sierść z domieszką "złotej".
Dziewczyna cofnęła się o dwa kroki gdyż zabrakło miejsca w którym stała kiedy doszło do mojej zmiany, otrzepałam trochę głową patrząc nadal w tamtejszą stronie lasu.
-Tedy...- Rzekłam ruszając nadal powolnym, dziewczyna spojrzała na mnie pytająco.
-Jesteś pewna?- Zapytała.
-Innego wyboru nie mamy...- Odpowiedziałam, idąc ku kierunkowi.
Przez dłuższy czas nie rozmawiałyśmy, cisza po prostu była tak głośna, że nie dało jej się słuchać. Odkaszlnęłam prostując się i patrząc na Hasharian.
-Pójdziemy na wschód.- Podałam sugestię.
-Nie możemy tam iść, na wschodzie są góry gdzie jest pełno polowań a kłusownicy od razu zawiadomią strażników, którzy nas gonili. To jest zły pomysł.- Odpowiedziała dziewczyna, mimo że trudno było mi przyznać jej racje, kiwnęłam głową na zrozumienie.
-Nie wiem jak to z drogą na północ, jest gęstsza ale krótsza, oraz damy radę się wydostać z tego pieprzonego lasu... Jednak uwaga na krzewy.- Odpowiedziałam po czym zmieniłam się w cielesną formę by mieć mniej obdarte ciało przez różne rośliny, które były tak gęste jak mgła. Nie obyło się bez moich wrzasków typu "KURWA!" "JA PIERDOLĘ!" ze względu na kłujące krzaki, jednak moja towarzyszka miała lekki ubaw z mojego cierpienia... No pięknie.
Po krótszej wędrówce w końcu wyszłyśmy z pierdolonych gówien, nienawidzę chodzić przez krzewy a zwłaszcza tych, których końca nie widać. Widać było, że jednak Harashian nie była zadowolona z tej całej wędrówki pomimo wcześniejszego podśmiechiwania. Wyprostowałam obolałe kości spoglądając na dziewczynę, która właśnie sprawdzała swój łuk po czym wzrok skierowała na mnie, dopiero teraz ogarnęła, że coś jest nie tak z moją nogą.
-Kto ci to zrobił?- Zapytała ciekawa.
Spojrzałam na nogę, która była owinięta starym bandażem i z nieco przeciekającą krwią.
-Gryfy... Wampiry... Wszystko na raz...- Odpowiedziałam patrząc na ranę.
Akurat po tej krótkiej rozmowie ogarnęłam, że znam te tereny, niedaleko znajdywały się te ruiny w których akurat się ukrywałam, jednak nie do końca pamiętałam drogę do "domu".
-Niedaleko znajdują się pewne ruiny, tam się ukrywam od wczoraj... Może wiesz coś na ich temat?- Zapytałam
<Hasharian? Odpowiedz na bardzo trudne pytanie Riny!>
Wbiegłyśmy obie do lasu ciężko oddychając, byłyśmy cholernie zmęczone ucieczką przed strażnikami, po chwili złapania oddechu przedstawiłyśmy się sobie, ja zaś skrzyżowałam ręce i spojrzałam na elfice, wyglądała na lekko przygnębioną.
-Tak więc... może chociaż ty wiesz jak wyjść z tego lasu?- zapytała patrząc na mnie, rozglądnęłam się po gęstym lesie, który nas otaczał i spostrzegłam przyjemniejszą dla oka część lasu.
-Hmmm...- Odparłam z myślą zmiany w wilkołaka, przez przemianę moje mięśnie się powiększyły a na ciele pojawiła się brązowa sierść z domieszką "złotej".
Dziewczyna cofnęła się o dwa kroki gdyż zabrakło miejsca w którym stała kiedy doszło do mojej zmiany, otrzepałam trochę głową patrząc nadal w tamtejszą stronie lasu.
-Tedy...- Rzekłam ruszając nadal powolnym, dziewczyna spojrzała na mnie pytająco.
-Jesteś pewna?- Zapytała.
-Innego wyboru nie mamy...- Odpowiedziałam, idąc ku kierunkowi.
Przez dłuższy czas nie rozmawiałyśmy, cisza po prostu była tak głośna, że nie dało jej się słuchać. Odkaszlnęłam prostując się i patrząc na Hasharian.
-Pójdziemy na wschód.- Podałam sugestię.
-Nie możemy tam iść, na wschodzie są góry gdzie jest pełno polowań a kłusownicy od razu zawiadomią strażników, którzy nas gonili. To jest zły pomysł.- Odpowiedziała dziewczyna, mimo że trudno było mi przyznać jej racje, kiwnęłam głową na zrozumienie.
-Nie wiem jak to z drogą na północ, jest gęstsza ale krótsza, oraz damy radę się wydostać z tego pieprzonego lasu... Jednak uwaga na krzewy.- Odpowiedziałam po czym zmieniłam się w cielesną formę by mieć mniej obdarte ciało przez różne rośliny, które były tak gęste jak mgła. Nie obyło się bez moich wrzasków typu "KURWA!" "JA PIERDOLĘ!" ze względu na kłujące krzaki, jednak moja towarzyszka miała lekki ubaw z mojego cierpienia... No pięknie.
Po krótszej wędrówce w końcu wyszłyśmy z pierdolonych gówien, nienawidzę chodzić przez krzewy a zwłaszcza tych, których końca nie widać. Widać było, że jednak Harashian nie była zadowolona z tej całej wędrówki pomimo wcześniejszego podśmiechiwania. Wyprostowałam obolałe kości spoglądając na dziewczynę, która właśnie sprawdzała swój łuk po czym wzrok skierowała na mnie, dopiero teraz ogarnęła, że coś jest nie tak z moją nogą.
-Kto ci to zrobił?- Zapytała ciekawa.
Spojrzałam na nogę, która była owinięta starym bandażem i z nieco przeciekającą krwią.
-Gryfy... Wampiry... Wszystko na raz...- Odpowiedziałam patrząc na ranę.
Akurat po tej krótkiej rozmowie ogarnęłam, że znam te tereny, niedaleko znajdywały się te ruiny w których akurat się ukrywałam, jednak nie do końca pamiętałam drogę do "domu".
-Niedaleko znajdują się pewne ruiny, tam się ukrywam od wczoraj... Może wiesz coś na ich temat?- Zapytałam
<Hasharian? Odpowiedz na bardzo trudne pytanie Riny!>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Template by...
Eilay
Zireael Graphic
Zireael Graphic