czwartek, 24 stycznia 2019

Nowa Postać - Miron Comodín

✰ Miron || 32 lata || Zmiennokształtny ✰
"Gdy przebywał jeszcze w rodzinnej wiosce, spędzał znacznie więcej czasu na ćwiczeniach siłowych. Już od dziecka podziwiał swojego kochającego ojca i chciał go naśladować na każdym kroku, co wywoływało uśmiechy na twarzach ludności z całej wioski, bo zdarzało się nawet, że szedł dosłownie równo po śladach butów ojca pozostawionych na ziemi. [...]"

Nowa Postać - Isarion Dahayurama

✰ Isarion || 553 lat || Corrupta ✰
"Ma amnezje z powodu pewnej walki z inną osobą z jego rasy. Jego pamięć jest zmieszana i często widzi różne odłamki historii i postaci, widzi czarno-włosą kobietą o złotych oczach oraz dziecko o złotych włosach i czarnych oczach. Przez większość swojego życia żył w Krwawym Lesie, po wielu latach skusił się by zapoczątkować coś nowego i wyruszył na krótkie wycieczki. Poznawał wielu ludzi jak i inne stworzenia z którymi się zaprzyjaźniał, jednak z jego rasą miał wiele problemów... [...]"

środa, 23 stycznia 2019

Od Miry do Tenge - Piękne zachody słońca...

Kiwałam głową, gdy Tenge tłumaczyła mi poszczególne rzeczy. Akurat ze współpracą z innymi nigdy nie miałam problemu. Zapisywałam informacje w mózgu i muszę przyznać, że za bardzo się nad nimi zamyśliłam, bo gdy Tenge chwyciła i pociągnęła moją rękę, omal się nie wywróciłam... znowu...
W każdym razie już po chwili kitrałyśmy się przy wyjściu, gdzie ponoć straży było mniej niż przy pozostałych. Mnie się jednak zdawało, że wszędzie jest tak samo dużo strażników, ale stres robił swoje. Z nerwów już kończyły mi się paznokcie do obgryzania, a moje czoło i klatka piersiowa były tak mocno oblane potem, że można było z niego nalać pełno wody do basenu. Tenge jeszcze do tego dała znać, że czasu nie mamy za wiele, nawet na wezwanie jej przyjaciół do pomocy. Cholera jasna, wiedziałam, że muszę się najpierw ogarnąć, bo nas przerobią na szaszłyki.
- Dobra! - powstałam, napięłam mięśnie całego ciała... no i zdradziłam naszą kryjówkę. Słyszałam, jak Tenge przybija dłonią w swoje czoło. Ja za to natychmiast padłam na brzuch na ziemię i udawałam, że mnie nie ma.
- Hej! Wy tam!- kilku strażników zaczęło podążać w naszą stronę. Na szczęście nie dali rady zbyt szybko nawet biec w tym czymś co mieli na sobie, jako odzież ochronna.
- Nosz ty w przeterminowane pieczarki! Dobra, nie ma czasu, wsiadaj szybko, bo za chwilę mogą nas tak stłuc, że nas babcia rodzona nie pozna!- powiedziałam szeptem do Tenge, lekko się jąkając. Po tym moje ręce przeistoczyły się w łapy z czarnymi, wysuniętymi pazurami. Po krótkiej chwili przeobraziłam się już cała w geparda, kucając i czekając na towarzyszkę. Dałam łbem znak, żeby wsiadała, a łapami już ze stresu przebierałam w miejscu. Po chwili poczułam, jakby ktoś mi chciał wyrwać futro z szyi. No ale trudno, trzeba jakoś się przedostać, a jako, że to ja spartaczyłam, to trzeba się śpieszyć.
"Mocno się trzymaj"- to powiedziałam tylko w myślach, gdy Tenge już usadowiła się na moim grzbiecie, bo w tej formie niestety nie potrafiłam mówić.
"Do wszystkich na pokładzie: przewidujemy turbulencje..."- strażnik już wyciągał miecz, ja za to napięłam tylne kończyny i skończyłam nad głową zdziwionego strażnika. Wokół szyi poczułam zaciskające się ręce. Wydawało mi się, jakby czas na chwilę spowolnił. Widziałam, jak dwóch spośród zebranych strażników napina łuki, inni wyciągali miecze z pochew, a na ich twarzach było widać zamieszanie z poplątaniem. Mam nadzieję, że Tenge zakryła twarz, żeby nas jakoś nie rozpoznali w późniejszym czasie. W sumie to chyba i tak mamy trochę przerąbane, bo zmieniłam się tak jakby na ich oczach, chociaż i tak mam nadzieję, że wcześniej nas nie zauważyli...
Gdy moje łapy tylko dotknęły rogu kamiennego budynku naprzeciwko nas, od razu się odepchnęłam. Rozciągnęłam cały tułów i łapy w locie nad strażnikami, a po chwili już nad murami miasteczka. Po zrobieniu obrotu, by ustabilizować skok oraz aby nabrać lepszego rozpędu, odepchnęłam się kolejny raz, ale tym razem już od drzewa, które rosło sobie spokojnie kawałek za miedzą. Mam nadzieję, że Tenge nie ma choroby lokomocyjnej. Tylne łapy zaczęły się poruszać w powietrzu jak galaretki, a całym ciałem wystrzeliłam jak z procy dzięki mocnej gałęzi drzewa.
Zaczęłam biec już po ziemi, która przez moje pazury trochę była zmasakrowana w pewnych miejscach. "Jeszcze chwilka...". Z każdą sekundą strażnicy znikali z pola widzenia, a po ominięciu dosyć dużej ilości drzew, aby ich zgubić, wybiegłam wraz z przyjaciółką na wielką polanę, skąd widać było piękne doliny i słońce powoli zbliżające się ku zachodowi. Uwielbiam widoki tak rozległych miejsc, skąd widać nawet góry w oddali. Przystanęłam na chwilę  i spojrzałam za siebie sprawdzając, czy aby na pewno żaden z facetów nie chwycił się mojego ogona i nie leciał na nielegalu. Na szczęście nawet miasto było dosyć daleko, więc nawet nie było słychać krzyków strażników, które niewątpliwie miały tam miejsce. Nagle z mojego brzucha dobiegł jakże straszliwy ryk wołania o jedzenie. Ja na to wydałam z siebie krótki ćwierk i podwinęłam przednią łapę pod pierś.

<Tenge?>

Od Kirana - Poszukując celu

Od trzech lat wędrowałem bez celu po całym świecie. Kiedy zostałem wyrzucony z mojej ostatniej „rodziny” stwierdziłem, że kolejni mnie nie przyjmą więc wyruszyłem w wieczną podróż. Miałem nadzieję, że odnajdę miejsce, w którym będę mógł się osiedlić. Ale nigdzie takiego nie było, nigdzie nie pasowałem. Byłem… dziwadłem. Przez całe życie myślałem, że jestem człowiekiem a tu nagle się okazuje, że jestem kimś innym. Mieszańcem. Jakoś mi to bardzo nie przeszkadzało, ale chciałem wiedzieć o sobie coś więcej. Dlatego szukałem po wioskach. Byłem wszędzie, dosłownie, ale nigdzie nie znalazłem nawet najmniejszej wzmianki o moich rodzicach. Nawet informacji, czy żyją. Z takimi przemyśleniami podróżowałem od wioski do wioski w deszczu. Od kilku dni na zewnątrz panowała ulewa, a ja nie miałem się gdzie za bardzo schować. Moje włosy, ubrania i buty były nasiąknięte wodą. Nie przeszkadzałoby mi to gdyby nie fakt, że nigdzie nie mogłem zdobyć jakiegokolwiek jedzenia. Wszędzie, gdzie udało mi się trafić na miejsce zasiedlone przez inne rasy, wszelkiego rodzaju stragany i karczmy były pozamykane, przez szalejącą nawałnice. Czasem widziałem jak matki, stojące w drzwiach swoich domów, wołają swoje pociechy, bawiące się na dworze, aby się nie pochorowały. Widząc takie scenki przypominało mi się moje dzieciństwo, a raczej wyobrażałem sobie, jakby mogło wyglądać, gdyby to rodzice mnie nie porzucili. O dziwno, nie czułem do nich żadnego urazu czy pretensji. Nie zamierzałem ich nigdy oceniać, dopóki nie poznałbym całej sytuacji, jaką wtedy mieli. Może mieli słabą sytuację finansową? Może musieli uciekać przed kimś? A może po prostu nie żyją. Takie myśli często zaprzątały mi głowę, kiedy próbowałem zasypiać.
- Ech – westchnąłem, opuszczając kolejną wioskę.
To był czwarty dzień bez jedzenia. Gdybym spotkał na swojej drodze jakieś zwierzę, to może bym je upolował, ale one również poukrywały się przed deszczem. Nie mając wyjścia, szedłem dalej w akompaniamencie burczącego brzucha. Uważnie rozglądałem się po otoczeniu, z nadzieja, że może znajdę chociażby jakąś jadalną roślinę. Mijałem wysokie trawy i rzadko rosnące wśród nich drzewa. Czasem nawet mogłem zobaczyć przepiękne kwiaty, ale nigdzie nic pożywnego dla mnie. Powoli zaczynałem się godzić z myślą, że prawdopodobnie jak nie znajdę jakiegoś lasu, to sobie nie poradzę. Siły zaczęły mnie powoli opuszczać, ale musiałem iść dalej. Chociażby po to aby znaleźć jakieś w miarę suche miejsce na odpoczynek. Po kilkunastu minutach marszu, niedaleko mnie pojawiło się drzewo na tyle duże, że pod nim było względnie sucho. Ponieważ powoli zaczynało się ściemniać, wszedłem pod jego gałęzie i usiadłem na ziemi, opierając się o jego pień. Nawet nie próbowałem rozpalać ogniska, bo wiedziałem, że nic to nie da. Tylko zamknąłem oczy, zapadając w czujny sen.
Obudziłem się razem ze wschodem słońca. A przynajmniej mi się wydawało, że słońce dopiero się zaczęło pojawiać na niebie, bo przez chmury nie wiele go docierało do mnie. Wstałem, pomimo już silnego bólu brzucha i jego głośnego domagania się o jakiekolwiek pożywienie. Po południu dotarłem do kolejnej wioski, większej niż pozostałe, które od jakiegoś czasu spotykałem na swojej drodze. Lecz tu też, wszystko było pozamykane. Już chciałem odchodzić, kiedy drzwi jednego z budynków się otworzyły.
- Ej, chłopcze, wchodź do środka bo się pochorujesz! – powiedział do mnie starszy mężczyzna z brodą, trochę otyły.
Nie musiał zachęcać mnie jeszcze raz, od razu skorzystałem z okazji. Minąłem mężczyznę w drzwiach i wszedłem do ciepłego budynku, który okazał się być karczmą.
- Siadaj przy kominku, chcesz cos do jedzenia? – spojrzał na mnie.
Kiwnąłem tylko głową na tak, a jak zapytał co, to wzruszyłem ramionami. Kiedy mężczyzna odszedł, zająłem miejsce przy wolnym stoliku, będący blisko kominka i zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu. Ściany jak i podłoga były wykonane z drewna. Poza mną, mężczyzną i jego pomocnicą w karczmie było jeszcze kilku klientów, ale wolałem przyglądać się obrazom, wiszącym na ścianach, oraz trofeach myśliwskich. Przez długi czas patrzyłem się w namalowany krajobraz, przedstawiający las, kiedy moją uwagę przykuła jedna rzecz. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że nad kominkiem wisi przepiękne jelenie poroże. Kiedy na nie patrzyłem, czułem dziwne kłucie w sercu. Nie bolało bardzo, ale nie wiedziałem o co chodzi ani co się dzieje. Byłem zdezorientowany, ale nie mogłem oderwać oczu od tego trofeum. Z mojego letargu wyciągnął mnie dopiero ten sam mężczyzna, który zaprosił mnie do środka. Podał mi talerz z ciepłym jedzeniem. Kiwnąłem mu aby mu podziękować i zabrałem się za spożycie mojego posiłku. Musiałem jeść powoli, nie chciałem go w końcu zwrócić. Kiedy skończyłem, dostałem jeszcze coś ciepłego do wypicia. Po powąchaniu napoju i upewnieniu się, że nie jest to alkohol, dosyć szybko opróżniłem naczynie. Czułem, jak przyjemna fala ciepła rozlewa się po moim ciele, ogrzewając mnie od środka. Nareszcie od wielu dni, mogłem spokojnie odpocząć. Z kieszeni wyciągnąłem monety i podszedłem do baru aby zapłacić. Później, po namowach jak się okazało, właściciela, wróciłam na swoje miejsce, aby jeszcze chwilę móc zakosztować rozkosznego uczucia, jakim była temperatura koło ceglanego kominka. Kiedy tak siedziałem i rozmyślałem nad całym moim dniem, usłyszałem obce kroki, rozlegające się za mną. Ktoś obcy za mną stał.

<Ktoś?>

(+18) Od Riny do Hasharian - A więc tak...

Nie spodziewałam się takiego skoku akcji, Hasharian pocałowała mnie na tyle namiętnie, że mi się to spodobało pomimo, że jeszcze tak na serio się nie całowałam...
Złapałam ją za biodra i odwzajemniłam namiętny pocałunek, trwał on tylko chwilę kiedy nabrała mnie dziwna myśl...
- Ja... - Odpowiedziałam zarumieniona zaś oczy Hasharian się zaszkliły... Widocznie nie spodziewała się ona takiej reakcji i myślała, że jednak mi się to nie podobało.
- To było przyjemne... - Odpowiedziałam nadal zarumieniona i z lekkim uśmiechem, Hasharian odwzajemniła uśmiech i przymknęła oczy. Na mojej twarzy pojawiła się chęć pragnienia, pragnienia właśnie tego uczucia... Udało mi się delikatnie ją przewrócić na ziemię tak aby o nic nie uderzyła, moje serce biło szybciej niż zwykle ze stresu gdyż tego nigdy nie robiłam ale zawsze jakoś wiedziałam sporo na ten temat. Powoli włożyłam rękę pod sukienkę Hasharian gdzie udało mi się dotknąć jej pięknych piersi... Były takie jędrne oraz przyjemne w dotyku, lekko je ściskałam tak by nie zabolało jej to, zauważyłam tylko że przeszły ją dreszcze. Dalej masowałam jej pierś przechodząc z jednego cycka na drugi.
Po jakimś czasie zaczęłam dobierać się do szyi gdzie zaczęłam delikatnie ją lizać przechodząc
nieco niżej. Udało mi się ściągnąć jej sukienkę bym mogła dalej wykonywać swoją pracę. Nie minęła chwila a już zaczęłam ssać jej piersi zaś ona obmacywała moje jak ja jej wcześniej, dodatkowo całując mnie po twarzy. Hasharian ściągnęła moje stare łachmany gdyż też były bardzo problemowe podczas naszych czynności, moja ręka skierowała się niżej ale chwilowo miałam ją na jej biodrach gdzie zaczęłam ją powoli głaskać a nasze ciała zaczęły się nawzajem ocierać. Hasharian wplątała swoje palce w moje włosy i zeszła z całowaniem nieco niżej, zaczęła ssać moje piersi na tyle mocno, że wydałam z siebie przyjemny i nieco bolesny jęk, zabawa zaczęła się coraz bardziej rozkręcać bo moje ręka już masowała jej pochwę a pomału zbliżałam się do dalszych osiągnięć, obie dość jęczałyśmy z przyjemności oraz rozkoszy, nie zwlekając zaczęłam pomału wsadzać swoje palce w intymną część kobiety, delikatnie masowałam a drugą ręką trzymałam jedną z piersi Hasharian, dziewczyna jęknęła mocniej i przybliżyła się do mnie w taki sposób, że zniżyła moją głowę w stronę jej pochwy. Z wielką rozkoszą zaczęłam wylizywać jej piękną część ciała a po chwili zaczęłam ją ssać. Hasharian znowu jęknęła i złapała mnie za rękę ściskając ją mocno z przyjemności. Te ssanie doprowadziło do tego, że poczułam, że moje usta są mokre... Hasharian zamoczyła!
Od ponad paru godzin uprawiałyśmy seks, który był dla mnie wielką przyjemnością, dzięki temu zapomniałam o problemach, bólu oraz o tym jebanym demonie...
Późno w nocy zakończyłyśmy naszą ciętą przygodę, która była prawdziwą rozkoszą!
Po tym wszystkim szybko zasnęłam będąc przytuloną w towarzyszkę, która również była zmęczona całym tym naszym szczęściem. Z samego rana obudziłam się wcześniej niż ona i spojrzałam na nią z uśmiechem i pocałowałam ją delikatnie w głowę. Udało mi się jakoś ubrać w moje ubrania i wstając wyprostowałam się. Nie odczuwałam już bólu oka ani nogi, wyglądało to wszystko jak dawniej kiedy byłam jeszcze w pełni zdrów. Kiedy już się ubrałam zauważyłam, że Hasharian zaczyna się budzić.
- Chyba nie za dobrze spałaś? - Zapytałam z lekkim śmiechem.

<Hasharian?? JAK PO UPOJNEJ NOCY?>

Od Tenge do Miry - Piękne zachody słońca

Po wysłuchaniu mojej propozycji zauważyłam, że Mira jest dość pozytywnie nastawiona do niej. Niepokoiły mnie w niej tylko te chwilowe stany, które doprowadzały do zastopowania procesów logicznego myślenia i oceny sytuacji, na chaotyczne i pełne niepewności czyny. Jednak jest dopiero świeża i beztroska w tej dziedzinie. Po przedstawieniu mi swojego nazwiska w dość humorystyczny sposób wiedziałam, że już gdzieś je wcześniej słyszałam. Dopiero po wyjawieniu mi swoich umiejętności, zdałam sobie sprawę z tego kim naprawdę jest osoba stojąca przede mną. Jest potomkiem jednego z najlepszych zmiennokształtnych w historii kontynentu. Jednak tak długo jak o tym nie wie… jest lepiej, bo nie uderzy jej sodówka do głowy. Po mojej chwilowej rozkminie poczułam dłoń na moich plecach, a po chwili gwałtowne pchnięcie w stronę drzwi… Mimo że nie za bardzo mi się to podobało, wiedziałam jaki jest powód tego czynu. Po wysłuchaniu rozterek i obaw swojej nowej towarzyszki i jednocześnie przyjaciółki, przypomniała sobie jak to wyglądało gdy uciekałą przed Inkwizycją i dołączyła do Gildii, jako informatorka. Idąc dalej ulicami miasta starała się wytłumaczyć jeszcze bardziej, na czym będą polegały ich zadania i na co ma zwracać uwagę:
- Pamiętaj o tym, że zarówno ty jak i ja nie rozkazujemy sobie. Jesteśmy na równi i tylko współpracą możemy dojść do porozumienia i zwiększymy swoje szanse na powodzenie misji.
Patrząc teraz na bramę wioski można było dostrzec straż, która już wiedziała że doszło do zamieszek w mieście.
- Teraz musimy znaleźć inną drogę… Albo przeczekać ale nie uśmiecha mi się to wiedząc, że z miasta nie wyszli jeszcze pomocnicy tego sukinsyna.
Chwyciłem ją mocno za dłoń i pobiegłam w kierunku pobliskiej kuźni, umiejscowionej przy samym wyjściu z wioski. Jedyne co było dobre w wyborze tej drogi to mała ilość straży pod bramą boczną. Tym przejściem może nam się udać. Problem wynika w tym, że tylko Mira da radę uciec zamieniając się w geparda, Ja jestem tylko człowiekiem i nie mogę zamienić się w swoją przyjaciółkę, by odlecieć stąd bezpiecznie. Muszę coś wymyślić, bo z minuty na minutę może być tylko gorzej, a na wezwanie swoich towarzyszy jak i pomocy od Reii i jej gatunku nie mam czasu.

<Mira?>

Od Hasharian do Riny - A więc tak...

- Wiesz właściwie to nie do końca wiem czemu to robię, czuję taką potrzebę gdzieś głęboko w sobie. Nie wiem czym to jest spowodowane i czemu tak się dzieję, ale czuję, że muszę Ci pomóc. - Zajmowałam się leczeniem jej oka, które było w fatalnym stanie.
Starałam się to robić jak najdelikatniej jednak momentami musiało trochę zaboleć. Uśmiechałam się wtedy przepraszając za moje czyny. Na prawdę nie chciałam by cierpiała. Sama siebie nie poznaję bo do tej pory starałam się utrzymywać dystans. Być może moja trauma powoli mija i niedługo będzie już całkowicie w porządku. W ramach podziękowania, kiedy już skończyłam, ucałowałam ją delikatnie w policzek. Zauważyłam, że dziewczyna się trochę zmieszała, jednak u nas - elfów jest to całkowicie normalne. Wydaję mi się, że jej zdziwienie jest po prostu kwestią różnic kulturowych. Zachichotałam obserwując reakcje mojej towarzyszki. W pewnym momencie jakby coś zaświtało mi w mojej głowie. Hasharian czy ty przypadkiem nie jesteś nią zauroczona? Wyrzuciłam tę możliwość z głowy i skupiłam się na swoim zadaniu, jednak co jakiś czas dalej wracałam do tego myślami. Kiedy skończyłam jeszcze raz dla pewności spojrzałam na ranę. Wszystko było w porządku jednak na oku będzie widoczny ślad po tym incydencie.
- Myślę, że to już wszystko. Wyśpijmy się i ruszajmy dalej, w końcu musimy dotrzeć do celu naszej podróży...o ile w ogóle jakiś konkretny mamy. - zachichotałam.
Dziewczyna tylko pokiwała głową uśmiechając się. Przyznam, że troszkę mnie to rozkojarzyło i chyba zbytnio mnie poniosło w moich myślach. Zrobiło mi się gorąco, a na moje policzki wpłynął rumieniec. Spojrzałam na nią maślanymi oczkami  po czym dosyć nieśmiało ale jednak zdecydowanie wpiłam się w jej usta. Nie odepchnęła mnie, wręcz przeciwnie. Złapała mnie za biodra i przyciągnęła do siebie, tak że nasze ciała były idealnie złączone. Moje ciało drżało od każdego jej nawet najmniejszego dotyku. Rina oderwała się ode mnie na chwilę jakby chcąc coś mi powiedzieć.

<Rina?>
Template by...